Facebook Google+ Twitter

Strach się bać

Motel, psychopata, piła, nuda, krew, mózg na ścianie, poobrywane kończyny, nuda, nuda, nuda, niestrawność. To i nic więcej ma nam obecnie do zaoferowania jeden z najbardziej rozrywkowych gatunków kina - horror.

"Nosferatu: symfonia grozy" / Fot. Materiały prasowe: MayflyNie zaprzeczajmy, lubimy się bać. Oczywiście pod warunkiem, że panujemy nad sytuacją, bo wtedy przerażenie przechodzi w dreszczyk rozkoszy, któremu z lubością każdy się oddaje. Najlepiej oglądając film w domowym zaciszu wraz z rodziną lub ewentualnie na sali kinowej. Grunt, żeby było strasznie, niebanalnie i by akcja trzymała nas w napięciu do samego nieprzewidywalnego końca, który oczywiście obejrzymy przez palce. Dobrze też by nie oglądać samemu, bo potencjalna ofiara zawsze jest sama...

Horror show


Horror, gatunek filmowy powszechnie uważany za mało ambitny i artystycznie wątpliwy, o krańcowo Kadr z "Lśnienia" / Fot. Materiały prasowe: Warner Bros rozrywkowym charakterze przyniósł kilkanaście filmów już dzisiaj klasycznych. Żeby wymienić: "Dziecko Rosemary", "Omen", "Egzorcysta", "Lśnienie" czy "Blair Witch Project". Cechy wspólne? Wzorcowy horror przedstawia nam naiwną, niedopowiedzianą i tajemniczą historię. Wątki nadprzyrodzone - obowiązkowo. Widz w tak zarysowaną historię wchodzi chętnie, bo zawiera z autorem niepisaną umowę - ja uwierzę w to co przedstawiasz, a ty mnie wystraszysz.

Zmutowana groza


"Obcy III" / Fot. Materiały prasowe: ImperialHorror oczywiście ewoluował. Kino grozy jest kierowane do wszystkich, tych szukających prostej fabuły i tych łaknących wielowątkowej akcji. Odpowiadając na potrzeby widza systematycznie rodziły się hybrydy kina grozy i innych gatunków. W "Obcym" horror połączył się z opowieścią science fiction, powstawały horrory o komicznym zabarwieniu jak choćby najnowszy "Czarna Owca". Swego czasu dużą popularnością cieszyły się filmy grozy "kategorii B" przypominające zwykle wielokrotne ksera z "Nocy żywych trupów". Ostatnio średnio udany pastisz takiego kina przedstawił Robert Rodriguez w "Planet Terror". "Pies andaluzyjski" natomiast, flagowy film kina surrealistycznego, ze scenariuszem za który odpowiada Salvador Dali to dla wielu początek gatunku gore, który bardziej szokował i napawał obrzydzeniem niż straszył i jakkolwiek ten typ kina swoich sympatyków miał, to ku uciesze widzów o słabszych żołądkach "artystyczne" podziemia rzadko kiedy tego typu produkcje opuszczały, do czasu.

Mózg, flaki i inne przysmaki


Moda na epatujące krwią i wnętrznościami horrory powróciła razem z sukcesem takich filmów jak "Hostel" i "Piła". Charakteryzują się one kiepską, produkcją i montażem, ale denerwują przede wszystkim swoją treściową pustką porównywalną - trzymając się konwencji - do grobu po ekshumacji. Zwykle to usprawiedliwione banalnym sloganem promocyjnym epatowanie przemocą i chora nią fascynacja stają się punktem centralnym widowiska. W zasadzie trudno mówić o horrorze gdyż większość zasad gatunkowych jest zwyczajnie złamanych. Brak napięcia i niepewności, bo wszystko jest pociągnięte bardzo grubą kreską, brak zjawisk nadprzyrodzonych, bo katami zawsze są ludzie, brak nawet akcji, gdyż co scena, to pozornie nowa sieczka, maksymalnie statyczna, przez co nudna (nawet umierać trzeba z życiem). Ale co najważniejsze, te wszystkie filmy choć wyprodukowane za grube miliony, nie posiadają nawet minimum klimatu. Idąc na łatwiznę, ich twórcy zamiast bawić (czyli straszyć) próbują wzbudzić w nas zwyczajne obrzydzenie. I im się udaje.

"Hostel" / Fot. Materiały prasowe: UIPWiększym jednak problemem wydaje się być "przesłanie" tych filmów, które z precyzją tępej siekiery i sadystycznym zacięciem, probują nam wmawiać, że próbują analizować ludzką psychikę, starają się dowiedzieć ile człowiek może znieść postawiony w ekstremalnych warunkach. Szczerze mówiąc, takiego idiotyzmu to ja znieść nie mogę. Dzisiaj kiedy fala przemocy przetacza się przez szkoły publiczne i swoje spełnienie znajduje już na poziomie gimnazjum, skojarzenie tego faktu z powstawaniem brutalnych filmów, których odbiorcami są głównie osoby młode wydaje się oczywistym. Może jest nawet gorzej, skoro jest popyt to jest i podaż, ponieważ znajdują się osoby o wątpliwym poziomie higieny psychicznej, które fanami tego typu rozrywek są, to prawdopodobnie może taka nas czeka przyszłość. Przecież od początku gatunku filmy grozy były nieśmiałą przepowiednią, próbą zawyrokowania tego co będzie się dziać w przyszłości. Już dzisiaj uważa się, że pierwsze horrory z początku XX wieku takie jak "Golem", "Nosferatu", "Gabinet dr Caligari" i "Student z Pragi" antycypowały nadejście Hitlera i pogrążenie Europy w totalitaryzmie nazistowskim. Podobnie kolejne dzieła były zwierciadłem odbijającym w ludziach ich najgorsze strony, instynkty, bo pokazywały to co ludzkość przeraża w konkretnym momencie najbardziej. A skoro gatunek cieszy się niesłabnącą popularnością i powstają kolejne krwawe filmy, choćby ostatnio "Frontiere(s)" to może rzeczywiście pora zacząć się bać? Bo za kilka lat na ingerencje psychiatrów może już być za późno.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

"Pojechałeś" subiektywnie i tyle. Nic ciekawego nie wniosłeś do tematu, a szkoda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co do 'Gabinetu...' to masz racje. My bed;) (Chociaż tak jak napisałem w latach 20. trudno mówić o istnieniu 'gatunku' - ale przyjmijmy, że jest to swoiste źródło). Co do 'psa' to znam opinię Pana Kołodyńskiego na ten temat i zwyczajnie uważam, że się w tej kwestii myli. Nie wiem jakim cudem 'film surrealistyczny' podciągnął on pod 'kino grozy'. Poza tym 'gatunek' będzie zawsze schematyczny i na tym polega jego urok. Ale spox. Subiektywizm rulez!!! :) P.S. Jutro ide zabukować wizytę u psychiatry ;P

Komentarz został ukrytyrozwiń

ble, azjatyckie kino grozy mnie odrzuca maksymalnie. z jednej strony idiotyczne i pozbawione jakiejkolwiek logiki filmowej "Klątwy" i "Ringi" a z drugiej twórczość z okolic Takashiego Miike, która wywołuje u mnie mdłości, być może jest to związane z różnicami kulturowymi, ale na tych filmach ja zasypiam ;) nie czułem się też na siłach by wplatać wątek horroru azjatyckiego, więc przemilczałem. a kino niezależne jest strasznie chałupnicze, sam wolf creek był takie se.

i nie że schlastałem tylko subiektywnie się przejechałem, po tych wszystkich piłach, bo nic frapującego w nich nie widzę. może na początku był jakiś pierwiastek zainteresowania, ale teraz to jest strasznie schematyczne, i szczerze mówiąc, osoby w takich produkcjach rozkochane bym wysłał do psychiatry ;p

a "pies..." i "Gabinet..." są powszechnie uznane za dzieła fundamentalne dla europejskiego kina grozy, o czym pisało choćby Kołodyński w książce "Film grozy", czy Rodan w "Polski horror" :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech Marcinie... Dlaczego pominąłeś cały aspekt azjatyckiego kina grozy i horrorów w kinie niezależnym (np 'Wolfcreek'). Schlastałeś gatunek, który najlepiej pokazuje nasze nieświadome lęki i strachy. Poza tym 'Pies...' i 'Gabinet...' jako horrory. Dosyć duża nadinterpretacja (ciężko jest mówić o 'gatunku' w tamtych czasach). Szkoda, jaka szkoda....;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.