Facebook Google+ Twitter

Stracone dzieciństwo

Czy pamiętacie swoje dzieciństwo? Jak zorganizowany był wasz czas? W co się bawiliście? Ja pamiętam!

Zabawy w piaskownicy, w sklep, gdzie towarem były „znalezione skarby”, a pieniędzmi kamienie. Pamiętam jak woziłam lalkę w wózku. Potem gdy trochę podrosłam bawiłam się w berka, w chowanego, Skakałam „w gumę” czy na skakance. Te zabawy rozwijały moją wyobraźnię, skłaniały do myślenia. Nie miałam tylu zabawek, co dzieci w dzisiejszych czasach, ale nie przypominam sobie żebym była z tego powodu smutna.

Staram się by moje dziecko też uruchomiło wyobraźnię i kreatywność w wymyślaniu zabaw i całkiem nieźle mu to wychodzi. Tylko… no właśnie, tylko nie za bardzo ma z kim się bawić. Pomyślicie, że się izoluje, jest nieśmiała, skryta. Otóż nie!

Pół dnia spędzonego w szkole, lekcje baletu, gry na skrzypcach, lekcje angielskiego, zajęcia na basenie i w kółku muzycznym. Tak przeciętnie wygląda tydzień z życia koleżanek i kolegów mojej córki. A gdzie czas na zabawę? Gdzie czas na beztroskie dzieciństwo?

Nie wiem dlaczego rodzice tak łatwo dają się wpędzić w ten wszechobecny wyścig szczurów. Czemu już od przedszkola zapisują dzieci na różne zajęcia dodatkowe, które z jednej strony może i rozwijają dzieci, ale z drugiej zabierają im dzieciństwo. Nie pozwalają nacieszyć się tym krótkim okresem życia pozbawionym zmartwień i trosk. Na siłę organizują czas, który powinien
być przepełniony zabawą, radością z odkrywania nieznanego.

Dlaczego jeszcze nienarodzonym dzieciom planuje się „ścieżkę edukacji”? Dlaczego rodzice zapisują dzieci do przedszkola zanim jeszcze przyjdą na świat? Żeby zaklepać sobie miejsce w tym „wyjątkowym” przedszkolu? „Wyjątkowym”, bo tam dwulatek zaczyna mówić po angielsku, a trzylatek gra na skrzypcach? Bo jest tam mnóstwo zajęć dodatkowych i nie marnuje się czasu na beztroską zabawę? Przecież po to jest dzieciństwo! Kiedy będą się bawić?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

xsfcsd
  • xsfcsd
  • 20.10.2011 10:31

Pan Rajmund ma rację, ja mam trochę żal do rodziców, że tak łatwo mi odpuszczali. Byli tak zabiegani, że decydowałam zawsze sama o sobie i tak zostało do dziś. Rodzice wmawiali mi, że trudno było mnie przekonać. I zawsze musiałam postawić na swoim. Po prostu uważam, że byłam rozpuszczonym bachorem i nic więcej. Ja swoim córkom nie odpuszczam, dużo rozmawiamy, czasami muszę tupnąć nogą. Starsza bo chodzi już do szkoły uczy się bardzo dobrze, a zajęcia w szkole muzycznej bardzo lubi, sama chciała.

Komentarz został ukrytyrozwiń
levy
  • levy
  • 22.03.2011 08:07

Rodzice realizują własne projekcje. Często to migranci ze wsi, lub ludzie którym podniósł się nieco status materialny (często to bzdura, bo są niewolnikami kredytów). Miasto jawi im się jako sen o nowym, lepszym życiu. Pozycjonują się ( w ich mniemaniu) wśród nowych znajomych przez rzekome ''zainteresowania'' pociech.
Chcą być trendy, myślą, że dzięki temu poprawią status społeczny. Oczywiście w tym baranim pedzie przesadzają zapominając o sowich dzieciach. Nieświadomie i z głupoty zabierając im dzieciństwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Rajmundzie - dostrzegam zasadniczą róznicę między rozwijaniem odkrytego talentu, a pchaniem na siłę dzieciaka na wszystkie możliwe dodatkowe zajecia. Ja rozumiem - ogólny szlif, obycie itp. Ale przecież pamiętam córkę sąsiadki tłukąca godzinami w klawisze i powtarzająca przez kilka lat te same błędy: dziewczyna nie miała ani słuchu, ani zamiłowania. Ale mamusia tworzyła na siłę "dobry dom z fortepianem".

Komentarz został ukrytyrozwiń
Gabi
  • Gabi
  • 21.03.2011 15:21

Panie Rajmundzie, Rodzice nie powinni pchać dzieci na wszelkie możliwe kółka i nie -kółka tylko winni je bacznie obserwować,wsłuchiwać się w ich potrzeby i pasje, umożliwić dziecku rozwój w tym kierunku do którego dziecko ma zamiłowanie. Ojciec Kiepury zmusił go do studiów prawniczych. Czy Kiepura został światowej sławy prawnikiem? Więc nie tędy droga.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, okrucieństwo okrucieństwu nie równe. Znałem osobiście ojca Krystiana Zimermana, który żalił się, że syn (w 1976 r. zwycięzca Konkursu Chopinowskiego)zarzuca mu brak normalnego dzieciństwa z powodu bezustannego zmuszania do bezustannych ćwiczeń na fortepianie. Czy bez tego ostrego reżymu Krystian Zimerman byłby tym, czym jest obecnie - światową sławą zarabiającą krocie? Mówi się "bez pracy nie ma kołaczy". A czymże byłby człowiek bez wszechstronnego wykształcenia? Młodzież, która teraz utyskuje, zrozumie dopiero wtedy, gdy zacznie zarabiać na własny chleb. Wtedy podziękuje rodzicom za rzekome "znęcanie się nad ich dzieciństwem", które dało więcej pożytku aniżeli zła. A ten paragraf... po prostu darujmy go sobie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Pół dnia spędzonego w szkole, lekcje baletu, gry na skrzypcach, lekcje angielskiego, zajęcia na basenie i w kółku muzycznym."

To powinno podpadac pod paragraf o znęcanie się nad młodocianym ze szczególnym okrucieństwem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.