Facebook Google+ Twitter

"Stracone złudzenia", czyli nieszczęścia poety

Drogi czytelniku, pozwól, opowiem Ci o odległej epoce. Otóż był to świat pełen krętactw, machinacji, spekulacji, oszustw, żerowania na innych, podkładania ludziom tzw. świni, a także pełen infantylnej, egzaltowanej miłości.

Wcale nie brzmi jak odległa epoka? Również kilka razy sprawdzałam, czy to na pewno, na pewno powieść napisana w XIX wieku. Potwierdzam. Na pewno.

A zatem przenosimy się do Francji z początku XIX wieku.

Zdjęcie pochodzi ze strony antykwariatu, nie podano autora. / Fot. http://www.antykwariat-bazar.pl/Czytam pierwsze stronice. Historia, jedna z miliona mikro-historii zawartej w makro-historii o losie nieszczęśliwego poety, ta pierwsza historia, mówi o ciężkiej pracy drukarza, który korzystając z własnych umiejętności tworzy całkiem przyzwoitą drukarnię. Którą odsprzedaje synowi, Dawidowi, czyniąc z tej odsprzedaży coś całkiem naturalnego, mimo, że wpędza syna w tęgie kłopoty. Za kolejną historią kryje się miłość ogromna Ewy, siostry, do swego brata, poety. I tu pojawia się imć Lucjan, irytujący bawidamek, rozpuszczony bachor, poeta z bożej łaski, osobnik, którego nie można polubić. Egzaltowania miłość siostry do brata irytuje. Powstaje pierwsza myśl: nudy! A już zgrzytam zębami, gdy czytam o poświęceniu siostry dla tego bubka, który owego poświęcenia docenić nie potrafi i roztrwoni je przy pierwszej nadarzającej się okazji. Podobnie emocje wywołuje egzaltowana miłość Dawida do Ewy. I tak zaczynam myśleć, że niedobrze to o mnie świadczy, skoro wieje nudą, a bohaterowie tej tragikomedii mnie męczą.

I wtedy zaczęła działać magia narracji Balzaka. Nie bohaterowie, nie fabuła, a narracyjne dygresje o naturze człowieka, o powstawaniu papieru, o machinach rządzących literaturą i dziennikarstwem w wielkim, miejskim świecie, o namiętnościach równie ulotnych, co szybko wybuchających. I przepadam z kretesem. I smakuję niczym wyborny trunek. I w końcu wpadam w fabułę już całą sobą. Szkoda mi Ewy. Serce mi się ściska na myśl o Dawidzie. Rzucam kalumniami w ich wrogów. Nie mogę ścierpieć jak potraktowano Lucjana w Paryżu, choć, to prawda, sam sobie winien, ze miotany niczym chorągiewka wiatrem, często zmieniał sposób działania, słuchając nie tych podszeptów, które powinien. Chwilami wpadam tak bardzo w lekturę, że zapominam, gdzie jestem. Chwilami, przysypiam, gdy dygresje o wekslach, spłatach, funkcjonowaniu ówczesnej bankowości są nadto rozległe. Chwilami ilość nazwisk przekracza moją zdolność do rozróżniania postaci. Robię notatki. Cofam się o całe sto stron, żeby wrócić do jakiegoś momentu, bo czuję, ważny, coś mi umknęło. I nie wiem czy mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że przeczytałam tę powieść, bo czytam ją nadal, choć ostatnia strona za mną, a dalszych losów Lucjana mam szukać w innej powieści.

Historia składa się z trzech części i ich podział ma wyraźny związek z głownią postacią, czyli Lucjanem Chardon, choć tytuł ostatniej może sugerować coś innego. Część pierwsza nosi tytuł Dwaj poeci i opiewa okres gdy Lucjan próbuje wybić się w Angouleme, jednak nie o własnych siłach, ale na nadwątlonych barkach utrudzonego już Dawida, na biednej rozkochanej w braciszku Ewie, oraz protekcji starszej i zamężnej Anais de Bargeton. Część druga Wielki człowiek z prowincji w Paryżu mówi zgodnie z tytułem o okresie paryskim w życiu poety, gdzie porzucony przez kochankę Lucjan bardzo szybko zapomina o poświęceniach siostry i szwagra, łatwo się dorabia i szybko wszystko traci, a trzecia Cierpienia wynalazcy przybliża losy porzuconej rodziny, oraz wpływ Lucjana na jej nieszczęścia. Do tego trzeba dodać wszystkie te mikro - historie, mówiące kolejno o następnych bohaterach, ich zmaganiach z rzeczywistością, tłem, całym kontekstem, zanim życie doprowadziło ich do tego właśnie momentu, w którym ich zastajemy, które potęgują wrażenie przeczytania nie jednej, a co najmniej kilku powieści.

Wiek XIX okazuje się mieć bardzo wiele wspólnego z wiekiem XXI. W zasadzie, gdyby odjąć te dziwne stroje, powozy konne i parę detali związanych z samą epoką, ta historia mogłaby naprawdę dziać się w naszych czasach. Jest to tak aktualne, tak jednocześnie przenikliwe, jeśli chodzi o ludzkie charaktery, style zachowania, że trudno nie zauważyć, jakim genialnym był Balzak psychologiem. Obserwatorem. Sama fabuła - naprawdę - wieje nudą. Ot poeta z prowincji, próbuje wybić się w wielkomiejskim świecie literatury i dziennikarstwa. Kompletnie nieprzygotowany, pełen nadmuchanych przez rodzinę ambicji, niesiony falą kolejnych namiętności, za którymi bez zastanowienia podąża, człowiek bez charakteru, musi ponieść fiasko, co czuć od pierwszych jego chwil w stolicy. Powrót zatem do miejsca, skąd wyjechał jest czymś co prędzej czy później musi się zdarzyć. Ewa i Dawid, niczym ojciec Goriot, zaharowujący się dla brata i szwagra popadają w oczywiste kłopoty i muszą zmagać się z nędzą i zadłużeniami Lucjana. Finał? To już trzeba przeczytać. Jednak nie jest to książka w stylu czytałam ją bez tchu, która powoduje bezsenne noce, zmagania ze sobą, by nie przeczytać za szybko. Jest to powieść do powolnego smakowania, zdecydowanie dla zwolenników gatunku.


Stracone złudzenia, Honore de Balzac, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2005

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Bo musiałabym czytać tylko Balzaka ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, dlaczego nierealne? :) Myślę, że ma szanse na powodzenie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja czytałam "Ojca Goriot" (w liceum) i chyba "Kobietę trzydziestoletnią" (na studiach). I zakochałam się w tym pisarzu do tego stopnia, że postanowiłam przeczytać kiedyś całą "Komedię Ludzką". Wiem, jest to nierealne ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.