Facebook Google+ Twitter

Strażackie kłopoty zaraz po wojnie

Strażacy w Elblągu zaraz po wojnie zanim zaczęli gasić pożary... odnajdywali i potem naprawiali poniemiecki sprzęt. Ratowali dobytek i ludzi nawet na ulicy Hitlera, gdy jeszcze nie zdążono zmienić jej nazwy.

Elbląscy strażacy podczas defilady 22 lipca 1945 roku / Fot. archiwum Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w ElbląguPo wojnie strażacy w Elblągu organizowali służbę od zera. Na początek zestaw sprzętu z motopompą przewożono konno na przyczepie będącej własnością Milicji Obywatelskiej lub korzystając z własnych zaprzęgów.

Zanim cokolwiek zaczęło się używać, trzeba było to znaleźć. Pomagali byli pracownicy przymusowi, odnajdywali poniemiecki sprzęt często zatopiony w stawach, ukryty w piwnicach i szopach. Wszystko trzeba było doprowadzać do stanu używalności. W cenie były tzw. złote rączki.

Przy szukaniu sprzętu dochodziło do zabierania go innym instytucjom. W
ferworze poszukiwań w maju 1945 roku strażacy zabrali platformę o nośności dwóch ton z ul. Muhldamm, koło młyna. Jak się okazało, był to sprzęt Spółdzielni Spożywców, przekazany przez pełnomocnika rządu. Strażacy z bólem serca oddali platformę.

Ulica Hitlera


Szczególnie w lecie pożarów było sporo, w lipcu aż siedem. Strażacy musieli się dokładnie rozliczać z paliwa. Z rachunku za lipiec 1945 roku wynika, że zużyli 235 litrów podczas siedmiu pożarów, a dodatkowo 55 litrów na ćwiczenia i próby przy naprawach. Litr benzyny kosztował w 1945 roku 8,5 złotego, czyli wydano w lipcu 2465 zł. Strażak zarabiał około tysiąca pięciuset złotych miesięcznie.

Rozliczenie za lipiec miało datę 27 września 1945 roku, więc długo to trochę trwało. Na dokumencie są także adresy miejsc, gdzie wybuchały pożary. Dwa z nich są przy ulicy Hitlera. Ciekawe, co czuł strażak, gdy pisał to nazwisko. Nienawiść nienawiścią, ale skoro zgłoszenie było z ul. Hitlera, to jak inaczej zapisać w dokumencie. Pożar był jeszcze na Królewieckiej, bo widocznie szybko przetłumaczono Königsberger Strasse, a poza tym droga szła na Królewiec.

Mecz i propaganda zamiast służby


Strażacy tak jak teraz zajmowali się nie tylko pożarami. PCK prosiło o rozebranie budynku, który groził zawaleniem, a dyrektor szkoły o przewiezienie sprzętu szkolnego. Z kolei wojsko za zgodą prezydenta miasta zażądało pożyczki 60 litrów benzyny, by przywieść ziarno zboża na wyżywienie żołnierzy. Strażacy dali tylko 40 litrów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.