Dotarliśmy do opracowanych w lipcu br. przez Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej "Zasad postępowania podczas interwencji prowadzonych w związku ze zgłoszeniem wystąpienia zagrożeń rojów lub gniazd owadów błonkoskrzydłych". Skończą się już wyjazdy strażaków do usuwania "dzikich" gniazd owadów między innymi pszczół i szerszeni – to do tych owadów w sezonie strażacy jeżdżą najczęściej.
„Zasady..” jednoznacznie określają formy działania w wypadku zgłoszenia pochodzącego od owadów gnieżdżących się w najróżniejszych zakamarkach budynków. Od teraz strażacy będą usuwali zagrożenia tylko z budynków użyteczności publicznej szkół, przedszkoli itd. Jeśli chodzi o bloki mieszkalne i inne prywatne obiekty ich właściciele i zarządcy budynków będą musieli na własną rękę zlikwidować roje owadów, które ostatniego czasu stały się bardzo uciążliwe.
Usunięcie roju owadów wiąże się na ogół z zastosowaniem środków chemicznych nieprzyjaznych dla zdrowia. Jeśli owady zagnieżdżą się w budynku ich właściciele będą musieli liczyć się z kosztami zakupu środków chemicznych.
- Posiadamy informacje, że w 2008 roku na terenie kraju odnotowano ok. 70 tys. zdarzeń związanych z usuwaniem owadów lub ich gniazd, w których było zaangażowanych ok. 75 tys. pojazdów co stanowi ok.30% ogółu interwencji jednostek ochrony ppoż. Stosowanie odesłania do ustawy Prawo budowlane jest tym bardziej zasadne, że zdarzenia związane z wystąpieniem owadów z natury rzeczy nie są zazwyczaj zdarzeniami nagłymi i odpowiednio prowadzona administracja obiektu skutecznie uniemożliwiałaby zagnieżdżenie się w nim owadów - mówi Rzecznik Prasowy KP PSP w Lwówku Śląskim kpt Leszek Telega.
Jak się dowiedzieliśmy się od rzecznika prasowego, firmie specjalizującej się w usuwaniu owadów trzeba zapłacić nawet 500 zł.
Autor Marcin Kaszuba
Tekst ukazał się na
lwowekslaski.net