Facebook Google+ Twitter

Strażnicy z sieradzkiego zakładu karnego mogli strzelać do swojego kolegi

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-04-07 07:06

Sieradzka prokuratura musi otrzymać odpowiedzi na kolejne pytania, dotyczące tragedii w więzieniu, gdzie strażnik zabił trzech policjantów i ranił odbieranego przez nich aresztanta. Do masakry doszło 26 marca.

Dlaczego po mężczyznę, który miał być konwojowany do prokuratury w Pabianicach na przesłuchanie, nie przyjechał specjalny, okratowany samochód, tylko nieoznakowany policyjny fiat stilo?

Dlaczego nie było asysty więziennych funkcjonariuszy, a zamiast nich aresztanta mieli przewozić policjanci rozpracowujący mafię naczepową? Krzysztof Ankudowicz, szef Prokuratury Rejonowej w Pabianicach, tłumaczy, że chodziło o czas.

- Podejrzany zdecydował się mówić, a jego zeznania mogły przyśpieszyć śledztwo, więc nie było czasu na czekanie - zaznacza prok. Ankudowicz. - Na dowiezienie aresztanta z więzienia trzeba czekać co najmniej tydzień, bo tamtejszy transport funkcjonuje ściśle według harmonogramu. Rozwozi po kilka osób równocześnie, w różne miejsca.

Zdaniem płk. Marka Lipińskiego, dyrektora Zakładu Karnego w Łowiczu, przewiezienie aresztanta innym autem wcale nie byłoby bezpieczniejsze. - Samochody konwojowe nie są opancerzone, mają blachę o grubości zbliżonej do grubości karoserii fiata stilo, którą tak samo przebiłyby naboje - mówi.

Równolegle z postępowaniem prokuratury w Sieradzu, specjalna komisja Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi wyjaśnia, dlaczego przez blisko dwie godziny dramatu w więzieniu 220 policjantów nie było w stanie zapanować nad strzelającym z wieżyczki wartowniczej. Na miejscu tragedii byli przecież nie tylko policjanci i jej sprawca. Dlaczego do zabójcy nie strzelali inni strażnicy, nawet przed przybyciem policji, skoro zezwalały na to przepisy ustawy o Służbie Więziennej?

- Mogli ostrzelać wieżyczkę nie po to, żeby zabić, ale by unieszkodliwić strażnika, czyli nakłonić go do położenia się na podłodze - twierdzi łódzki prokurator (nazwisko do wiadomości redakcji).

Dyrektor ZK w Sieradzu nie chce komentować tej opinii do zakończenia postępowania prokuratorskiego. Z kolei Luiza Sałapa, rzecznik Centralnego Zarządu Służby Więziennej, tłumaczy, że dyr. Lipiński zastanawiał się nad tym rozwiązaniem, jednak nie wcielił go w życie z obawy o bezpieczeństwo innych osób.

- Kałasznikow ma pole rażenia 1.700 metrów, strażnicy mogli więc trafić na przykład w stanowisko dowodzenia, bramowych albo pawilon administracyjny - mówi Sałapa.
(hod)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.