Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

566 miejsce

Strażnik Konstytucji prezydent Andrzej Duda

Po roku sprawowania urzędu prezydent Duda miał niejakie trudności z wyliczeniem się z obietnic wyborczych ale nie ma większych kłopotów z wykazaniem, że należycie wywiązuje się z obowiązków głowy państwa.

„ Postępowanie wszczęte wobec prezesa Trybunału Andrzeja Rzeplińskiego wikła prokuraturę w spór, który jest do rozstrzygnięcia wyłącznie w dialogu politycznym. Nie gaśnie we mnie nadzieja, że prezydent podejmie w tej sprawie inicjatywę“ – powiedział niespełna trzy tygodnie temu Kazimierz Michał Ujazdowski. Dziś, po obradach Komitetu Politycznego jego partii, ta nadzieja mogła zgasnąć. Bo też i apel był skierowany pod zły adres.

ŻOŁNIERZ SWOJEJ PARTII

Prezydent Duda, od pierwszych dni sprawowania swego wysokiego urzędu łamie Konstytucję bez żadnych zahamowań. Można domniemywać, że początkowo nie był nawet tego świadom. Upojony niespodziewanym zwycięstwem uznał się raczej za pomazańca ludu niż urzędnika państwowego związanego jakimiś ograniczeniami.
Na długo przed przejęciem obowiązków głowy państwa, jeszcze w trakcie uroczystości wręczania mu aktu wyboru, Andrzej Duda wezwał rząd, by do czasu wyborów parlamentarnych wstrzymał się z podejmowaniem decyzji mogących mieć długofalowe skutki. Apel taki był konstytucyjnie wątpliwy (rząd ma rządzić, nie układać się z prezydentem), zawierał też sugestię, że po wyborach na pewno dojdzie do zmiany koalicji rządzącej, co w tym momencie, w końcu maja 2015 roku, nie było przesądzone. W tej sytuacji postulaty wysuwane pod adresem rządu przez dopiero co wybranego prezydenta równały się zgłoszeniu gotowości do przejęcia pełni władzy w państwie.
Po zaprzysiężeniu 6 sierpnia 2015 roku nowy prezydent dobitnie zamanifestował, że nie rozumie misji swego urzędu (Prezydent to najwyższy przedstawiciel Rzeczpospolitej Polskiej, gwarant ciągłości władzy państwowej, strażnik konstytucji, a także zwierzchnik Sił Zbrojnych – tak zapisano w obowiązującej Konstytucji) i nie zamierza respektować żadnych ograniczeń swojej świeżo zdobytej władzy. Już na wstępie sprzeniewirzył się zasadzie ciągłości władzy, unikając albo wręcz odmawiając jakichkolwiek kontaktów z urzędującą premier Ewą Kpacz. Tym samym z miejsca naruszył dyspozycję art. 126, ust 1. Konstytucji. W ciągu z górą trzech miesięcy kohabitacji z rządem PO-PSL, aż do powołania nowego rządu w listopadzie 2015 roku, bez skrępowania podejmował inicjatywy, tak w polityce zagranicznej, jak i wewnętrznej, daleko wykraczające poza konstytucyjne kompetencje swego urzędu.
Ignorując urzędującą premier, prezydent Duda podejmował też próby przejęcia kierowania rządem. Na początek zaczął wzywać do raportu szefów resortów obrony i spraw zagranicznych, których zadania wprawdzie leżą w sferze jego kompetencji, ale ich szefowie nie pozostają w stosunku bezpośredniej podległości względem głowy państwa. Ich wzajemne stosunki regulują art. 134. ust. 2. Konstytucji („W czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej“) i art. 133. ust. 3. („Prezydent Rzeczypospolitej w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem“). Dalszym ciągiem podkopywania autorytetu premier Kopacz było „zaproszenie“ do pałacu prezydenckiego minister spraw wewnętrznych Teresy Piotrowskiej, która akurat uczestniczyła w spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych krajów unijnych poświęconemu problemowi uchodźców. Szefowa MSW najpierw z „zaproszenia“ nie skorzystała. Ówczesny szef gabinetu Ewy Kopacz, Marcin Kierwiński, proponował prezydentowi spotkanie w tej sprawie z panią premier. Odpowiedzią na to było drugie „zaproszenie“ od prezydenta skierowane do minister Piotrowskiej. Premier Kopacz ponownie zgłosiła gotowość udania się na spotkanie z prezydentem, tym razem w otoczeniu szefów MSW i MSZ (może raczej jako osoba towarzysząca ministrom). Na tę ofertę urzędnicy prezydenta odpowiedzieli, że oczekuje on jedynie na minister Piotrowską. Ta rzeczywiście stawiła się 24 września w pałacu prezydenckim i złożyła informację na temat spotkania szefów MSW krajów UE, na którym zapadły decyzje co do podziału uchodźców między kraje Unii. Jak podano w komunikacie prezydenckiej kancelarii, prezydent zaprosił szefową MSW, by porozmawiać o ustaleniach dotyczących uchodźców. „Zastrzeżenia prezydenta, które złożyły się na negatywną ocenę decyzji, które zapadły w Brukseli, nie zostały w pełni rozwiane. Uwagi, które pan prezydent formułował, mówiące, że tryb decyzyjny spowodował osłabienie siły głosu całego naszego regionu w Unii Europejskiej, pozostały“ – powiedział dziennikarzom minister Krzysztof Szczerski. Prezydencki minister podkreślił, że prezydentowi bardzo zależy, aby dyskusja o polityce wobec uchodźców przebiegała w atmosferze troski o polskie sprawy i polskie bezpieczeństwo i właśnie dlatego pani minister Piotrowska została zaproszona do Pałacu Prezydenckiego. W rzeczywistości sprawa uchodźców stała się potem przedmiotem ostrych kontrowersji i propagandowej rozgrywki między prezydentem a rządem.
Na zmiękczenie oporu rządu Kopacz wobec uzurpacji prezydenta miało wpływ zaskakująco koncyliacyjne, żeby nie powiedzieć dwuznaczne, stanowisko w tym sporze ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny. „Jesteśmy zakładnikami braku rzetelnej, normalnej współpracy po wyborach - powiedział w Radiu Zet. - Początek nie był najlepszy, bo nie doszło do spotkania prezydenta z panią premier i rządem. Od tego zaczęła się atmosfera niedopowiedzeń, powoływanie się na konstytucję…“. Mimo tych, zawinionych nie wiadomo przez kogo, nieporozumień, Schetyna wyrażał nadzieję, że uda się złagodzić konflikt do czasu wyjazdu na posiedzenie zgromadzenia ONZ w Nowym Jorku, wyznaczone na koniec września. „Musimy tam współpracować, bo tworzymy jedną delegację“ – powiedział.

Wynik starcia między pałacami w charakterystyczny sposób skwitował Jacek Sasin: Ucieszył się, że ostatecznie do spotkania prezydenta z szefową MSW doszło i "nikomu nic się nie stało“, a cała sprawa była "awanturą nie wiadomo o co", za którą odpowiedzialna jest Ewa Kopacz.

Sposób na Kopacz

Sasin zarzucił szefowej rządu, że "nie potrafi panować nad emocjami" i "jest osobą rozhisteryzowaną". Na podstawie tej diagnozy uznał, że sytuacja w kraju jest wręcz niebezpieczna. „Trochę się obawiam – powiedział w programie TVN „Kropka nad i“- że osoba, która nie potrafi panować nad emocjami, rządzi dzisiaj Polską. Nie możemy czuć się bezpieczni“. To była już nie kropka – to wykrzyknik.
Jacek Sasin odniósł się w ten sposób do wystąpienia telewizyjnego premier Kopacz sprzed kilku dni, w którym apelowała do partii politycznych, aby nie podsycały lęków przed emigrantami, nie straszyły. Wypowiedzi premier pokazują - wywodził Sasin - że spotkanie z prezydentem nie ma sensu.

Dopóki od histeryczek premier Kopacz wyzywał Jacek Sasin, można było sądzić, że chodzi o zwykłe chamstwo. Kiedy w te same tony uderzyła desygnowana na premiera rządu Beata Szydło, stało się jasne, że mamy do czynienia z iście szatańskim planem zrobienia z Ewy Kopacz osoby niezrównoważonej psychicznie - po prostu wariatki. „Jak traktować poważnie obecny rząd?!“ – pytała na konferencji prasowej 5 października Beata Szydło. „Jedna histeryzuje, drugi już chce być premierem“. (Ten drugi to prezes PSL i wicepremier rządu, Janusz Piechociński, który wystąpił z rzeczywiście wariacką propozycją utworzenia koalicji PO-PiS-PSL pod swoim przywództwem). Dalej premier in spe tak opisała zachowanie ustępującej premier: "Rozhisteryzowana Ewa Kopacz nie zajmuje się niczym innym, tylko ciągle opowiada o debacie z prezydentem. Premier powinien rządzić, a nie histerycznie, bez przerwy, napraszać się, by ktoś z nią debatował"; ona, Beata Szydło, ma stabilne emocje, nie jest rozhisteryzowana i wie, że Polsce jest potrzebny porządny rząd. Premier Kopacz to chaos i histeria. W czasie tej jednej konferencji o "histerycznych" zachowaniach i poczynaniach Ewy Kopacz Beata Szydło mówiła ośmiokrotnie.

Akcję dyskredytowania premier Kopacz zainaugurował szef gabinetu prezydenta Adam Kwiatkowski. Nie mogąc nijak zrozumieć, o co premier chodziło, kiedy napominała prezydenta po jego wizycie w Londynie, żeby za granicą mówił o kraju dobrze, wyraził przypuszczenie, że premier Kopacz dała upust emocjom wywołanym niekorzystnymi sondażami jej partii. W wywiadzie dla Konrada Piaseckiego surowo potępił „atakowanie” prezydenta w trakcie wizyty zagranicznej. „Atak” uznał za tym bardziej nie na miejscu, że był to „już drugi atak na prezydenta, który jest wypowiadany przez wysokich przedstawicieli rządu w trakcie, kiedy on jest poza granicami kraju”. Pierwszym miała być krytyka swoistej polemiki prezydenta Dudy z prezydentem Gauckiem na temat opinii o Polsce w czasie wcześniejszej wizyty w Berlinie. Prezydencki minister nie omieszkał wytknąć, że demokratycznie wybranego prezydenta atakuje „Ewa Kopacz mianowana przez Donalda Tuska”. Na uwagę prowadzącego wywiad, że Ewa Kopacz jest też demokratycznie wybranym premierem rządu, odpowiedział: „No ale myślę, że jest jednak znaczna różnica. Prezydent jest jednak wybierany przez wszystkich Polaków, Ewę Kopacz wskazał… Donald Tusk”.

Uporczywe odmawianie rozmowy z szefową gabinetu (i ważnego ugrupowania parlamentarnego) krytykował były prezydent Bronisław Komorowski.
„Prezydent znajduje czas - mówił w programie telewizyjnym "Tomasz Lis na żywo" - by objeżdżać miejsca ważne dla swojego elektoratu, a nie ma chwili – a raczej ochoty – na wypracowanie stanowiska państwa w naglącej, a strategicznej właśnie kwestii stosunku do uchodźców“. Postawę prezydenta Dudy piętnował jako przejaw braku politycznej klasy i dobrego wychowania i dowód partyjniackiego cynizmu. Uznał, że w sytuacji ostrego europejskiego kryzysu jest to także świadectwo nieodpowiedzialności. Komorowski wypomniał prezydentowi Dudzie odmowę zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego w sytuacji, gdy jego własne środowisko alarmowało, że fala uciekinierów zwiększa możliwość zamachów terrorystycznych w Polsce.
Stosunki między prezydentem a rządem w okresie przejściowym jednoznacznie określił ek-sszef CBA Mariusz Kamiński, wpływowa postać PiS, który powiedział w telewizji bez ogródek, że prezydent spotka się jedynie z nowym premierem – już po wyborach.

Aliści kazało się, że prezydent Duda jednak spotkał się z premier Kopacz całkiem oficjalnie. Dowiadujemy się o tym z kuriozalnego komunikatu Kancelarii Prezydenta RP z 11 listopada 2015 roku, który warto przytoczyć w pełnym brzmieniu: Kancelaria Prezydenta RP informuje, iż prezydent Andrzej Duda rozmawiał z premier Ewą Kopacz jedynie o miejscu spotkania w związku ze złożeniem dymisji i powierzeniem pełnienia obowiązków do czasu powołania nowego rządu. Podczas rozmowy ustalono, że spotkanie odbędzie się w Pałacu Prezydenckim, a szczegóły zostaną uzgodnione po złożeniu dymisji w Sejmie.

Prezydent spełnia obietnice

Trzy miesiące urzędowania do wyborów parlamentarnych prezydent Duda wykorzystał na prowadzenie kampanii swojej partii pod hasłem „Prezydent spełnia obietnice wyborcze“. W pierwszych wizyt zagranicznych, zresztą przygotowanych jeszcze przez poprzednika, zabiegał głównie o głosy Polonii. Swoje podróże po kraju, odbywane pod pretekstem odwiedzania miejsc, w których prowadził swoją kampanię, również zamieniał w partyjne wiece. W wypowiedziach publicznych prezentował się raczej jako kandydat na premiera, a nie urzędujący prezydent.
Już w tydzień po zaprzysiężeniu zaskoczył apelem (skierowanym do rządu Ewy Kopacz) o polepszenie bytu najbiedniejszych rodzin. „Niech mi nikt nie opowiada, że w Polsce nie ma niedożywionych dzieci – mówił w wywiadzie dla "Faktu“. - Zwróciłem się z apelem do rządu. Jeśli deklaracji podjęcia szybkich prac nad sprawą nie będzie do końca tego roku, to osobiście przystąpię do przygotowania projektu“. Chodziło oczywiście o realizację hasła „500 zł na każde dziecko!
„Stosowne ustawy są już gotowe. Jeszcze ten Sejm będzie mógł się nimi zająć“ - oznajmił 21 września. Tym razem mówił o zmianach przepisów dotyczących wieku emerytalnego i kwoty wolnej od podatku. Założenia projektu obniżenia wieku emeryta;nego przedstawił w specjalnym wystąpieniu. „Chcę, żeby Polska stała się lepsza dla swoich mieszkańców“ – mówił, wyrażając nadzieję, że ustawa obniżająca wiek emerytalny zostanie przegłosowana jeszcze przed upływem kadencji poprzedniego Sejmu, na co oczywiście nie było żadnych szans.
W końcu miesiąca szefowa kancelarii prezydenta RP Małgorzata Sadurska zapowiedziała na antenie TVP Info, że prezydencki projekt ustawy o kwocie wolnej od podatku zostanie złożony po 25 października, tak aby zajął się nim Sejm kolejnej kadencji, ponieważ aktualna większość sejmowa nie ma woli pracować nad projektami prezydenta. Na tem projekt czekamy do dziś.


NOTARIUSZ WIĘKSZOŚCI SEJMOWEJ

Wygrane przez PiS wybory parlamentarne radykalnie zmieniły sytuację Andrzeja Dudy w układzie władzy. Prezydent został od razu wciągnięty w wir walki o szybkie wprowadzenie „dobrej zmiany“, a to oznaczało stanięcie u boku partii do rozprawy z Trybunałem Konstytucyjnym.

Skoki na Trybunał

Konflikt konstytucyjny sprowokowała koalicja PO-PSL (z niewielką pomocą SLD), kiedy na podstawie ustawy uchwalonej przez siebie 25 czerwca 2015 roku ustawy o TK wybrała 5 nowych sędziów Trybunału. Trzej z nich zostali wybrani w miejsce tych, których kadencja wygasała 6 listopada, czyli w trakcie minionej kadencji Sejmu. Dwaj pozostali – w miejsce sędziów, których kadencja wygasała dopiero 2 i 8 grudnia, czyli już w czasie kadencji obecnego Sejmu. Sprawa wyboru owych pięciu sędziów zyskała sławę pod nazwą skoku na Trybunał i stała się poręcznym narzędziem propagandowym używanych przez zjednoczoną prawicę do przekonywania społeczeństwa, że pierwotną przyczyną kryzysu konstytucyjnego w Polsce był właśnie ów „skok“ wykonany przez koalicję PO-PSL. (Powoływanie się na „skok“ jako praprzyczynę tego kryzysu okazało się zadziwiająco skutecznym zabiegiem psycho-technicznym: wystarczało przypomnieć, „jak to się zaczęło“, aby uciszyć wszelką krytykę posunięć prawicy wymierzonych w TK i zmusić autorów „skoku“ do kajania się i przeprosin. To misterium powtarzano tysiące razy przy najróżniejszych okazjach).
W rzeczywistości magiczny wpływ „skoku“ na późniejsze wydarzenia powinien był ustać już 3 grudnia 2015 roku, kiedy to Trybunał Konstytucyjny orzekł, że wybór trzech sędziów dokonany przez sejm VII kadencji był zgodny z Konstytucją, natomiast wybór dwóch, niejako dodatkowych, był niezgodny z Konstytucją. Dla rozwiania wszelkich wątpliwości TK stwierdził w uzasadnieniu, że prezydent powinien niezwłocznie przyjąć ślubowanie od trzech legalnie wybranych sędziów. W orędziu wygłoszonym tego samego dnia wieczorem prezydent Andrzej Duda nie odniósł się do wyroku, natomiast wiele miejsca poświęcił „naprawianiu“ Trybunału Konstytucyjnego. O wyroku TK mówili urzędnicy jego kancelarii, wyjaśniając, że przyjęcie ślubowania od owych trzech sędziów stało się niemożliwe, bo wszystkie miejsca w Trybunale są już obsadzone.

Ten hokus-pokus zaprodukował nowy sejm Rzeczpospolitej. Przedstawienie odbyło się w niezwykłej scenerii i zostało odegrane w zapierającym dech w piersiach tempie. Występy rozpoczął właśnie prezydent, który spotkał się z szefami klubów parlamentarnych oraz prezesem i wiceprezesem TK, aby – jak informowała po jego zakończeniuo szefowa kancelarii prezydenta Małgorzata Sadurska – zapoznać się z opiniami i porozmawiać na temat sytuacji, jaka się wytworzyła wokół Trybunału Konstytucyjnego. Na tej podstawie prezydent, „analizując ekspertyzy, które są różne, bo spór jest zarówno polityczny, jak i prawny, będzie dokonywał rzetelnej oceny obecnej sytuacji“ - zapowiedziała. Rzecz działa się 1 grudnia wczesnym popołudniem, a około godziny ósmej wieczorem tego samego dnia szef klubu PiS Ryszard Terlecki poinformował, że wybór sędziów TK dokonany w poprzedniej kadencji Sejmu jest niezgodny z prawem i że 2 grudnia odbędzie się głosowanie nad kandydaturami nowych sędziów. W godzinę później sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka pozytywnie zaopiniowała wszystkich pięcioro kandydatów.
Pisowscy kandydaci na sędziów TK mogli się pojawić dzięki serii ekspresowych uchwał nowego sejmu. Pierwszą, podjętą w tydzień po inauguracyjnej sesji, była nowelizacja ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z 25 czerwca (ta. która umożliwiła koalicji PO-PSL „skok“ na Trybunał). Przewidywała ona m.in. powtórny wybór sędziów oraz wprowadzenie kadencyjności funkcji prezesa i wiceprezesa TK, a także wygaśnięcie kadencji pełniących te funkcje Andrzeja Rzeplińskiego i Stanisława Biernata. Ustawa „naprawcza“ została uchwalona przez parlament i następnie podpisana przez prezydenta w ciągu tygodnia od wpłynięcia projektu do Sejmu. Niezwłocznie po podpisaniu ustawy przez prezydenta, ogłoszono ją w Dzienniku Ustaw 2015. Została ona zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez posłów PO, Rzecznika Praw Obywatelskich, Krajową Radę Sądownictwa i Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.
Uchwalona głosami PiS i Kulkiz’15 nowela wprowadzała zasadę, że kadencja sędziego rozpoczyna się w dniu złożenia ślubowania, co następuje w 30 dni od dnia wyboru. Stanowiła także, że w trzy miesiące od wejścia nowelizacji w życie, wygaszone będą kadencje prezesa i wiceprezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego i Stanisława Biernata. Po tym nastąpił prawdziwy skok na Trybunał w postaci pięciu uchwał „w sprawie stwierdzenia braku mocy prawnej” wyboru na sędziego TK dokonanego przez sejm poprzedniej kadencji. Teraz, po „naprawieniu błędów“ poprzedniego sejmu można było pomyśleć o obsadzeniu zwolnionych miejsc w Trybunale swoimi ludźmi.

Trybunał protestował wzywając Sejm do powstrzymania się od wyboru nowych sędziów TK do czasu wydania ostatecznego orzeczenia w sprawie zgodności z konstytucją ustawy o TK z 25 czerwca 2015 - ostatecznie zaskarżonej prze samą PO. Sejm zignorował zastrzeżenia TK i 2 grudnia, jak zapowiedział Ryszard Terlecki, pracowicie uchwalił wybór pięciu kandydatów PiS na sędziów TK. Akty powołania nowych sędziów zostały opublikowane w Monitorze Polskim jeszcze tego samego dnia wieczorem, w około dwie godziny po zakończeniu głosowań. Sejm nie określił początku kadencjiw trzech sędziów wybranych na miejsca zajęte prze sędziów wybranych przes sejm poprzedniej kadencji, zaś w przypadku dwojga z pozostałej piątki (Piotra Pszczółkowskiego i Julii Przyłębskiej) terminy objęcia funkcji wyznaczył na 3 i 9 grudnia.

Prezydent Andrzej Duda odebrał ślubowanie od czterech nowych sędziów o godz. 0.15 w nocy z 2 na 3 grudnia. Z nastaniem dnia czterej zaprzysiężeni sędziowie w asyście funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu weszli do siedziby Trybunału Konstytucyjnego,. Prezes TK Andrzej Rzepliński przydzielił im pokoje do pracy, a jednocześnie zdecydował, że do czasu wyjaśnienia, czy ich wybór nie nastąpił z naruszeniem prawa, nie przydzieli im spraw do rozpatrzenia.

W telewizyjnym orędziu, wyemitowanym tegoż dnia o godzinie ósmej wieczorem, Andrzej Duda przypomniał. że gdy w maju odbierał zaświadczenie o wyborze na urząd prezydenta, apelował, by ważne dla ustroju Polski decyzje nie były podejmowane w okresie zmiany władz państwowych "Niestety, Sejm poprzedniej kadencji nie przychylił się do mojej prośby i dokonał wadliwego prawnie wyboru osób - kandydatów na stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego, naruszając tym samym również dobry obyczaj polityczny". Owszem, dobry obyczaj naruszył, ale wadliwego wyboru dokonał tylko w stosunku do dwóch kandydatów. Ten szczegół konsekwentnie prezydent pominął i tym razem, ponieważ na tym opiera się pretensja rządzących do prawa wyboru swoich pięciu.
W ostatnich miesiącach wokół wyboru nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego narosło wiele wątpliwości, które wywołały niepotrzebne spory i emocje – ubolewał Andrzej Duda, by po tym wstępie wygłosić swoje konstytucyjne credo: "Aby zakończyć niepotrzebne waśnie podważające autorytet najważniejszych instytucji państwa polskiego, stojąc na straży konstytucji i ciągłości władzy państwowej, postanowiłem odebrać przysięgę od sędziów wybranych wczoraj. Kierowałem się przy tym wolą nowo wyłonionego Sejmu, w którym Polacy pokładają tak ogromną nadzieję na naprawę Rzeczypospolitej". Prezydent kierował się więc wolą Sejmu, zapominając o tym, o czym powiedział chwilę wcześniej – że jest strażnikiem Konstytucji i ciągłości władzy państwowej.

W orędziu prezydent Duda zapowiedział, że w ramach Narodowej Rady Rozwoju zamierza powołać zespół, którego celem będzie wypracowanie zasad wyboru sędziów oraz funkcjonowania Trybunału. Jak zaznaczył, chciałby do tego dialogu zaprosić przedstawicieli wszystkich partii politycznych, byłych sędziów Trybunału, ekspertów od prawa konstytucyjnego i inne zainteresowane podmioty. "Liczę na to, że dzięki tej inicjatywie uda nam się wspólnie zapobiegać podobnym sporom w przyszłości" - dodał.

W orzeczeniu z 3 grudnia, zaraz po tym jak Sejm uporał się zobsadzeniem TK swoimi ludźmi, TK uznał, jak można było przewidzieć, że niekonstytucyjny jest przepis ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z czerwca 2015 r. w zakresie, w jakim był podstawą wyboru przez poprzedni sejm dwóch nowych sędziów TK - w miejsce tych, których kadencja wygasała w grudniu. Wybór pozostałej trójki - w miejsce sędziów, których kadencja minęła na początku listopada - był konstytucyjny. Wyrok w tej sprawie został opublikowany 16 grudnia 2015 roku. Nie skłoniło to (i nie mogło skłonić) do przyjęcia ślubowania trzech prawidłowo wybranych sędziów.

Dziewiątego grudnia prezydent przyjął ślubowanie od sędzi Julii Przyłębskiej. W dłuższym wystąpieniu powtórzył, że wokół wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego w tym roku „narosło wiele konfliktów i ogromnie wiele nieprawd“. Wygłosił też rytualną formułę, że poprzednia większość sejmowa dokonała wyboru sędziów TK „z istotnym naruszeniem prawa i konstytucji“. Mówiąc to, prezydent Duda zastąpił Trybunał Konstytucyjny (podobnie jak zastąpił sąd, orzekający nie tak jak trzeba w sprawie Mariusza Kamińskiego), jedyny organ uprawniony do orzekania o zgodności czy niezgodności prawa z Konstytucją, w dodatku bezpodstawnie uznał za bezprawny wybór wszystkich pięciu sędziów dokonany przez sejm VII kadencji, podczas gdy TK orzekł inaczej. Dalej prezydent wiernie powtórzył argumenty podnoszone przez zjednoczoną prawicę w Sejmie o nieistnieniu mocy prawnej tamtych uchwał i ich nieobowiązywaniu. „W istniejącym stanie prawnym decyzje podjęte przez Sejm są obowiązujące. To uchwały podjęte przez najwyższy organ uchwałodawczy wybrany przez naród“ – stwierdził w konkluzji prezydent. Tym samym proklamował wyższość decyzji „organu uchwałodawczego“ nad orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, w praktyce unieważniając art. 10 Konstytucji mówiący coś zgoła innego (Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały). Prezydent zauważył ponadto, że Trybunał nie może oceniać uchwał podejmowanych przez Sejm, ponieważ dotyczą one spraw jednostkowych, nie regulują generaliów ustrojowych.

Piąta kolumna

Akurat w tym przypadku Trybunał przyznał prezydentowi rację. Postanowieniem z 7 stycznia 2016 umorzył, wszczęte na wniosek posłów PO, postępowanie dotyczące uchwał sejmu VIII kadencji o braku mocy prawnej uchwał o wyborze sędziów TK przez sejm poprzedniej kadencji oraz pięciu uchwał z 2 grudnia o wyborze na ich miejsce nowych pięciu sędziów. Trybunał uznał, że uchwały Sejmu nie są aktami normatywnymi, nie są źródłem prawa i nie ustanawiają norm prawnych, stąd ich badanie nie należy do jego kompetencji. W konsekwencji 12 stycznia 2016 prezes TK Andrzej Rzepliński dopuścił do orzekania dwoje sędziów wybranych przez Sejm VIII kadencji - Piotra Pszczółkowskiego i Julię Przyłębską – nie dopuszczając trzech innych, ponieważ uznał, że trzy miejsca w Trybunale są zajęte przez sędziów poprawnie wybranych w październiku 2015 roku, a nie włączonych do składu orzekającego z powodu niemożności złożenia ślubowania. Trybunał Konstytucyjny padł w tym przypadku ofiarą legalizmnu Andrzeja Rzeplińskiego który uznał, że Sejmowi jako niezależnej władzy ustawodawczej wolno wybierać sędziów trybunału jakich się żywnie podoba, chociaż nie mógł mieć nawet cienia wątpliwości, że przyjmuje do grona orzekającego forpocztę piątej kolumny.

Dziewiątego grudnia Trybunał Konstytucyjny wydał z kolei wyrok w sprawie ustawy „naprawczej“ z 19 listopada 2015. Pięcioosobowy skład TK jednogłośnie orzekł niekonstytucyjność zapisów: o możliwości ponownego wyboru sędziów w miejsce wybranych 8 października, a mających zastąpić tych, których kadencja wygasała 6 listopada 2015 roku; o tym że osoba wybrana na sędziego TK składa w ciągu 30 dni ślubowanie wobec prezydenta RP; o tym, że ślubowanie zaczyna kadencję sędziego; o wygaszeniu kadencji obecnego prezesa i wiceprezesa TK oraz o możliwości dwukrotnego powołania na prezesa TK. Wyrok w tej sprawie został opublikowany 18 grudnia 2015 roku.

W reakcji na wyroki Trybunału Konstytucyjnego klub parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość - nie bacząc na naprawcze plany prezydenta w stosunku do TK zapowiadane w orędziu -rozpoczął prace nad kolejną nową ustawą o TK. Zdaniem autorów inicjatywy, była ona niezbędna, gdyż zmiany zapowiedziane przez partię rządzącą byłyby blokowane przez Trybunał Konstytucyjny. Prace nad nową ustawą potoczyły się utartym szlakiem czyli błyskawicznie. Projekt wniesiono do Sejmu 15 grudnia, a 22 grudnia 2015 Sejm nową ustawę uchwalił. Głosowanie poprzedziła wielogodzinna dyskusja pomiędzy posłami PiS i opozycji podczas posiedzenia Komisji Ustawodawczej. Posłom z klubów opozycyjnych ograniczono możliwość zabierania głosu. Ustawą niezwłocznie zajął się Senat,. Chociaż jego własne biuro legislacyjne negatywnie odniosło się do przedłożonej ustawy, to w nocy 24 grudnia 2015 roku izba wyższa przyjęła ją bez poprawek.
Nowelizacja stanowiła m.in., że TK co do zasady ma orzekać w pełnym składzie co najmniej 13 sędziów (dotychczas 9 sędziów), a orzeczenia muszą zapadać większością 2/3 głosów (Art. 190 ust. 5 Konstytucji stanowi, że orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego zapadają większością głosów). Ustawa pozbawiała Zgromadzenie Ogólne TK prawa do wygaszania mandatu sędziego TK oraz stanowiiła, że prawo wszczynania postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego TK ma także prezydent lub minister sprawiedliwości, Terminy rozpraw musiałyby być wyznaczane według kolejności wpływu do TK i mogą się one odbywać nie wcześniej niż po upływie trzech miesięcy od dnia doręczenia uczestnikom postępowania zawiadomienia o terminie, a w przypadku spraw orzekanych w pełnym składzie – nie wcześniej niż po upływie 6 miesięcy. Ustawa nie przewidywała vacatio legis.
O ile pierwsza ustawa „naprawcza“ z 17 listopada ub. roku w praktyce oznaczałaby likwidację TK jako organu konstytucyjnego, to ta druga zmierzała raczej do jego paraliżu. Zastrzeżenia wobec tak pomyślanych rozwiązań sformułowała m.in. Krajowa Rada Sądownictwa, Prokurator Generalny (w tym czasie jeszcze Seremet) i Rzecznik Praw Obywatelskich. Na etapie procedowania negatywne opinie wobec tej ustawy formułowały również Naczelna Rada Adwokacka, Krajowa Rada Radców Prawnych, Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Te same instytucje oraz Sieć Obywatelska Watchdog zaapelowały do prezydenta o skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego lub jej zawetowanie. Tego samego dnia została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw i niezwłocznie weszła w życie. Tóż przed Nowym Rokiem podpisał ją prezydent. Wyraził przy tym przekonanie, że przyjęte rozwiązania zmacnią „pozycję i powagę orzecznictwa Trybunału, także w oczach społecznych”.
Wejście w życie nowej ustawy o TK stworzyło sytuację paradoksu prawnego, oznaczało bowiem, że Trybunał miałby badać jej konstytucyjność równocześnie respektując jej przepisy. Została też niezwłocznie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego przez grupę posłów Platformy Obywatelskiej, grupę posłów Nowoczesnej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Krajową Radę Sądownictwa.

W opinii przedstawionej Trybunałowi prokurator generalny Andrzej Seremet uznał ją za niezgodną z Konstytucją w 16 punktach. Czwartego marca 2016 tę opinię wycofał nowy prokurator generalny, który dodatkowo skierował do TK pismo z ostrzeżeniem, że jeżeli wyrok zostanie wydany w „niewłaściwym” składzie lub z naruszeniem procedury, to taki wyrok nie zostanie opublikowany.
Dziewiątego marca 2016 roku Trybunał Konstytucyjny w składzie 12 sędziów orzekł, że ustawa z 22 grudnia 2015 jest w całości niezgodna z Konstytucją. Uzasadniając wyrok sędzia sprawozdawca Stanisław Biernat podkreślił, że orzeczenia TK są ostateczne i mają moc powszechnie obowiązującą z chwilą ogłoszenia na sali rozpraw. Zdania odrębne zgłosili sędziowie Julia Przyłębska i Piotr Pszczółkowski. W rozprawie nie wzięli udziału przedstawiciele rządu, Sejmu i prokuratora generalnego. Rozpoczęła się wojna najwyższych organów władzy Rzeczpospolitej.
Premier Beata Szydło wyrok TK nazwała „stanowiskiem niektórych sędziów TK”. Prokurator generalny Zbigniew Ziobro polecił wszcząć śledztwo w sprawie przecieku projektu wyroku do prawicowego portalu wPolityce.pl. Zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury złożył również prezes TK. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli do prokuratora generalnego zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez sędziów TK, a Klub PO zapowiedział pozew o zniesławienie w związku z twierdzeniami, że projekt wyroku był znany jego posłom przed ogłoszeniem. W życiu podwórkowym nazywa się to ogólną bijatyką.
W następnych miesiącach spór wokół roli i funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego trwał w najlepsze. W połowie maja prezydent Duda, zapytany przez dziennikarzy podczas pobytu we Włoszech, czy zamierza włączyć się w rozwiązywanie konfliktu, oznajmił, że spór o Trybunał Konstytucyjny uda się zakończyć w niedługim czasie, "także na drodze koniecznych rozwiązań prawnych". Rozwiązania "muszą być przyjęte tam, gdzie cały ten spór się zaczął, poprzez uchwalenie przez PO ustawy o TK z naruszeniem wszelkich zasad". Czyli wszystkiemu winien - wiadomo kto. Należało domniemywać, że zło napawią „rozwiązania prawne“. A Trybunał musi być pluralistyczny – więcej naszych!

Drugego czerwca prezydent Andrzej Duda przyjął ślubowanie od wybanego przed dwoma tygodniami nowego sędziego TK Zbigniewa Jędrzejewskiego, który miał zastąpić kończącego swoją kadencję Mirosława Granata. O nowym sędzi powiedział, że jest on w sprawowaniu swojego urzędu niezawisły i podlega tylko Konstytucji. Ale uwaga: ten przepis musi być "także czytany w aspekcie całej Konstytucji, pozostałych jej postanowień, które są ze sobą równorzędne". Czyli – podlega nie tylko i nie tyle Konstytucji, co „innym jej postanowieniom“. Miał oczywiście na myśli dwa, ulubione w tym czasie, artykuły konstytucji mówiące, że wszystkie organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa oraz że tryb pracy TK określa ustawa. W interpretacji polityków PiS, w granicach prawa musi działać przede wszystkim Trybunał, a nie – na przykład – prezydent, nie mówiąc już o sejmie, zaś to, co Trybunałowi wolno, określi ustawa, którą szybciutko uchwali Sejm - niekoniecznie zgodna z innymi artykułami konstytucji, zato doskonale zgodna z zamiarami obozu władzy.

„W istocie zatem – wywodził prezydent Duda - nie jest rolą Trybunału Konstytucyjnego wybieranie przepisów, które będzie stosował i ocenianie, które przepisy Trybunał obowiązują, a które przepisy Trybunał może pominąć, jeżeli są one dla niego wiążące, jeżeli są wiążące zgodnie z wolą ustawodawcy i wolą Prezydenta RP, który podpisuje ustawy i przekazuje je do publikacji, w związku czym po opublikowaniu stają się one wiążącym prawem“. Jasne? Nie bardzo, w każdym razie jasne jest to, że Trybunał ma robić to, czego chce ustawodawca i prezydent.

Miała to zapewnić kolejna – druga, a z listopadową nowelą - trzecia, ustawa o TK, uchwalona 22 lipca. Zobowiązuje ona prezesa TK do włączenia do orzekania sędziów, którzy złożyli ślubowanie przed prezydentem, a konkretnie trzech sędziów, których prezes Rzepliński nie dopuścił do orzekania. Pełen skład orzekający powinien liczyć 11 sędziów, a niepełny – pięciu lub trzech. Prezesa i wiceprezesa trybunału ma powoływać prezydent spośród co najmniej trzech (dotychczas dwóch) kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału. Sędziów do składu orzekającego, w tym przewodniczącego składu i sędziego sprawozdawcę, prezes Trybunału ma wyznaczać według kolejności alfabetycznej spośród wszystkich sędziów. Z wnioskiem o zbadanie sprawy w pełnym składzie może występować jedynie prezes TK, skład orzekający w danej sprawie albo grupa trzech sędziów (dotychczas także prokurator generalny i prezydent, co było ustępstwem mającym świadczyć o gotowości do kompromisu). Najgroźniejszy dla sprawności TK jest mechanizm weta, polegający na tym, że podczas narady w pełnym składzie czterech sędziów może zgłosić sprzeciw wobec proponowanego rozstrzygnięcia i tym samym odroczyć rozpatrywanie sprawy o trzy miesiące; jeśli po wznowieniu rozprawy czterech sędziów ponownie zgłosi sprzeciw, przerwa przedłuża się o dalsze trzy miesiące. Dla ważności rozprawy konieczna jest obecność prokuratora generalnego. Ciekawym rozwiązaniem, które wprowadza nowa ustawa, był nakaz opublikowania wyroków Trybunału ogłoszonych po 10 marca, co oznaczało, że wyrok orzekający częściową niekonstytucyjność poprzedniej ustawy z 11 marca nie będzie opublikowany i - z punktu widzenia władzy – nieważny.

Podczas przepychania tej ustawy w Sejmie jej projekt krytykowali: Sąd Najwyższy, prezes TK Andrzej Rzepliński, Krajowa Rada Radców Prawnych, Krajowa Rada Sądownictwa, Naczelna Rada Adwokacka, Rzecznik Praw Obywatelskich, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Komitet Helsiński w Polsce, Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” i „Themis“, Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych w Polsce, Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych Pro Familia i Zespół Ekspertów Prawnych przy Fundacji im. Stefana Batorego. Opinie dla Biura Analiz Sejmowych kwestionujące konstytucyjność projektu przygotowali Marek Chmaj i Anna Rakowska-Trela. Po uchwaleniu ustawy środowiska prawnicze i sędziowskie apelowały do prezydenta Andrzeja Dudy o jej zawetowanie lub skierowanie do TK.

Karawana jedzie dalej

Prezydent podpisał ustawę 30 lipca, 1 sierpnia została opublikowana i 16 sierpnia weszła w życie . Prezydentowi udało się podpisać kontrowersyjną ustawę o TK z 22 lipca chyłkiem. W dniu, kiedy tego dokonał, uczestniczył w inauguracji obchodów wybuchu Powstania Warszawskiego, potem spotykał się z pielgrzymami w podkrakowskich Brzegach i wziął udział w nocnym czuwaniu z papieżem Franciszkiem; o tym że podpisał ustawę można się było dowiedzieć jedynie z krótkiej notki zatytułowanej "Prezydent podpisał osiem ustaw".

TK postanowił zbadać nową ustawę przed upłynięciem okresu vacatio legis określonym na dwa tygodnie, co wiązało się z koniecznością podjęcia werdyktu na posiedzeniu niejawnym. Naczelna Rada Adwokacka, Krajowa Rada Radców Prawnych i Fundacja im. Stefana Batorego przedłożyły Trybunałowi opinie stwierdzające, że ustawa jest w całości niekonstytucyjna, zaś prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zapowiedział, że rząd nie opublikuje wyroku w tej sprawie. Jedenastego sierpnia Trybunał uznał – przy trzech zdaniach odrębnych - ustawę z 22 lipca za częściowo niekonstytucyjną.
W tydzień później okazało się, że spór o ustawę z 22 lipca staje stanie się wkrótce bezprzedmiotowy, bowiem „grupa trzymająca władzę“ zamierza ją zastąpić ustawą jeszcze nowszą. Pan ten zdradził marszaek Senatu Stanisław Karczewski, który zapowiedział w radiowych „Sygnałach Dnia” w połowie sierpnia, że prace nad kolejną nową ustawą o TK rozpoczną się po wakacjach. Podstawą nowej wersji ustawy ma być raport zespołu ekspertów powołanego przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Jedną z propozycji zawartych w raporcie jest wybór sędziego trybunału większością 3/5 głosów. Sejmowi eksperci stwierdzają też, że brak podstaw prawnych do niedopuszczania przez prezesa TK do orzekania sędziów wybranych przez obecny sejm. (Echem tej ekspertyzy okazał się ogłoszony tego samego dnia komunikat Prokuratury Regionalnej w Katowicach, że od 20 lipca toczy się w tej sprawie śledztwo).
W rzeczywistości próby „dyscyplinowania“ nie tylko sędziów TK, lecz całego środowiska sędziowskiego, trwają od dłuższego czasu. Klub PiS pracuje nad zmianami w przepisach ograniczającymi „przywileje“ sędziów Trybunału. Prezydent Duda rozpoczął wojnę z Krajową Radą Sądownictwa już w końcu czerwca, odmawiając powołania 10 wskazanych przez nią sędziów – bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Rzecznik prezydenta Marek Magierowski tłumaczył, że mianowanie sędziów jest osobistą prerogatywą prezydenta, nie musi on więc podawać powodów swojej decyzji. Niezaeżnie od interpretacji odnośnych przepisów, istotniejszy w ocenie tego przypadku jest fakt, że w przeszłości prezydenci akceptowali – z jednym wyjątkiem, za prezydentury Lecha Kaczyńskiego – przedłożone kandydatury. Masowa odmowa powołania nowych sędziów była więc swego rodzaju wotum nieufności wobec KRS, a brak jakiegokolwiek uzasadnienia otwierał dorogę do spekulacji na temat przyczyn odmowy i kładł się cieniem na dalszej karierze zawodowej zainteresowanych kandydatów.
W tej zaognionej sytuacji Krajowa Rada Sądownictwa i cztery sędziowskie stowarzyszenia podjęly w końcu lipca uchwałę o zwołaniu na 3 września Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich. Głównym tematem obrad miały być właśnie zasady powoływania i odmowy powołania sędziów oraz nadzór ministra nad sądami w świetle przepisów nowej ustawy– Prawo o prokuraturze. Kongres miał również ustosunkować się do sytuacji Trybunału Konstytucyjnego.
W przeddzień otwarcia kongresu prezydent Duda spotkał się z prezydium KRS, obec którego złożył nic nie znaczącą deklarację o woli współpracy przy powoływaniu sędziów i - jak informowała prezydencka kancelaria - podkreślił konieczność zwiększenia jawności procedury powoływania.
Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich przyjął dwie uchwały, w których bardzo krytycznie ocenił politykę państwa wobec sądownictwa. W uchwale pierwszej sędziowie zwracają uwagę, że władza sądownicza jest równorzędna wobec władzy ustawodawczej i wykonawczej, tymczasem od wielu lat „obserwujemy, że władza ustawodawcza oraz wykonawcza podejmują działania mające na celu podporządkowanie sobie władzy sądowniczej. Proces ten w ostatnim czasie uległ znacznej intensyfikacji.“
Dla ochrony i umocnienia zasady trójpodziału władz sędziowie domagają się m. in. przekazania nadzoru administracyjnego nad sądami powszechnymi i wojskowymi pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego.
„Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich z całą stanowczością stwierdza – czytamy w drugiej uchwale - że w dotychczasowej historii wolnej Polski sędziowie różnych szczebli sądów i trybunałów nie byli przedmiotem tak drastycznych działań zmierzających do obniżenia ich autorytetu.“ Kongres wzywa w niej do poszanowania wyroków TK i publikowania ich; sprzeciwia się arbitralnej odmowie powołania przez prezydenta kandydatów przedstawionych przez Krajową Radę Sądownictwa; stwierdza, że takie działania prezydenta stanowią krok do upolitycznienia funkcji sędziego oraz ograniczenia niezawisłości sędziowskiej. „Przeciwstawiamy się także - oświadczają uczestnicy kongresu - decyzji Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, który odmówił zaprzysiężenia wybranych zgodnie z prawem sędziów Trybunału Konstytucyjnego.“
Według organizatorów, uchwały poparła przytłaczająca większość z tysiąca uczestników kongresu przy kilkunastu głosach przeciw i wstrzymujących się.
Na kongresie nie pojawił się ani prezydent Andrzej Duda czy jego przedstawiciel, ani premier Beata Szydło, podobnie jak marszałkowie Sejmu i Senatu czy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Adam Kwiatkowski z kancelarii prezydenta stwierdził krótko, że „wczorajszy Kongres Sędziów Polskich był spotkaniem politycznym.“ Bardziej złożoną opinię sformułował na goraco minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak: „Pewna grupa sędziów, która dziś zebrała się w Warszawie, jest zaangażowana politycznie - krytykuje rząd, który został przecież wybrany na podstawie woli narodu.“

* * *
Jako grorliwy wykonawca woli większości sejmowej prezydent Andrzej Duda naraża się na zarzut permanentnego łamania Konstytucji. Teoretycznie grozi mu za to postawienie przed Trybunałem Stanu, o czym napomykają czasem przedstawiciele bezsilnej koalicji. W istniejącej sytuacji politycznej nic takiego mu oczywiście nie grozi. Może być to co najwyżej zachętą do jeszcze bardziej stanowczego umacniania władzy swojej formacji politycznej, aby podobna groźba nigdy się nie pojawiła.



Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Tak,tak... Sądy w Polsce są niezawisłe (tak przynajmniej powszechnie się mówi), w przeciwieństwie do sędziów... którzy są do tego stopnia niezależni i niezawiśli, że w wielu sprawach bez przewodniczącego danego Sądu nie są w stanie wiążąco podjąć decyzji, nawet gdy w składzie orzekającym jest ich aż troje czy trzech.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cos mi jednak mówi, że Głowa ( Państwa) zostanie poświęcona. W przenośni i dosłownie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Jak tu można mówić o niezawisłości i bezstronności?/

No właśnie, jak?:

" Uchwałą z 18 listopada 2015 r. Sejm RP dokonał wyboru dwóch zastępców przewodniczącego Trybunału Stanu oraz szesnastu członków"

Nic tylko stawiać głowę państwa przed takim bezstronnym Trybunałem. Ale trzeba się spieszyć, bo kadencja mija w 2019, a nowy Trybunał - może być już bezstronny inaczej ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie EM miało być, nie wiem skąd mi się to TW wzięło...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie TW, w tekście m.in. broniony jest zjazd sędziów. Ten sam, na którym zaproszeni bili brawo Rzeplińskiemu, na którym padły piękne słowa o niezwykłej kaście ludzi, gdzie z dumą siedział nieudolny doradca PO a do tego standardowo Rysiek z kropki przypominał o Kafce. Jak tu można mówić o niezawisłości i bezstronności?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mało tego, jest moim zdaniem prawdopodobne, że do każdego "następnego razu" degrengolada systemu edukacji się jeszcze zwiększy, a "poilityczny show" przybierze na sile. Przez co białe stanie się jeszcze bielsze, a czarne jeszcze czarniejsze. Niuansowanie będzie dążyć do zera.

Racjonalna dyskusja już od dawna jest niemozliwa. Polityka to religia, a "wyborcy" - to wyznawcy. Albo w kategoriach sportowych: mecz i fani. Na dobre i na złe ;)

To propaganda! - rzecze propaganda. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A nic! Masz obowiązek czekać na następny moment w dziejach swojego państwa, gdy jako "suweren" będziesz mógł wrzucić do urny następną karteczkę... wszak legalnie wybrana władza nie podlega zmianie.

Po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warto chyba prościej przedstawić sedno problemu z TK.

1. To, że w konstytucji jest zapisane, że organizację TK określa ustawa, jeszcze nie oznacza, że sama ustawa jest zgodna z konstytucją.

2. Konstytucyjność ustawy nie może być badana na podstawie odwoływania się do zapisów tejże ustawy ( X jest konstytucyjne bo w ustawie napisano że X), ponieważ jeszcze nie rozstrzygnięto jej zgodności z konstytucją. Jest badana na podstawie wciąż obowiązujących, "przedustawowych" przepisów.

3. Dopiero ustawa uznana za zgodną z konstytucją staje się nowym prawem.


Problem w teorii jest prosty.W praktyce może się stać wszystko i to jest najlepszym dowodem na to, że "rządy prawa" nie są normą. Nie tylko u nas zresztą.
Albo inaczej: są normą - z wyjątkami ;)
No i co zrobisz Człowieku ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.