Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27392 miejsce

Struganie wariata

Pisałem już to, ale powtórzę. Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli nie spełniam wymagań stawianych mi przez jakikolwiek Kościół, to problem mój, a nie tego Kościoła.

I na swój sposób bawią mnie nadzieje, jakie z trwającym właśnie synodem wiązali ci, którym z Kościołem jakoś kompletnie nie po drodze. Ktoś, kto uważa, że to ten czy inny biskup może sobie zadecydować o tym co jest, a co nie jest grzechem, kompletnie musi nie rozumieć istoty rzeczy. Albo z premedytacją ją odrzuca. Uważać bowiem, że świat (nie tylko Kościół) musi zawsze dopasować się w swych prawach i poglądach do mojego widzimisię to naiwny, dziecinny wręcz, egocentryzm. Jeśli z jakiegoś powodu nie chodzę do obecnej pracy w bluzie z kapturem i ukochanych szerokich spodniach, to nie dlatego, że zapałałem nagle ogromną miłością do koszul. Ale, nawet za cenę tego kompromisu, uważam, że opłaca mi się tam chodzić.

Dość mam na sumieniu własnych grzechów, by zdobyć się na potępienie drogi, jaką obrał ks. Charamsa. I choć na poziomie biologii nie potrafię zrozumieć jak facet może czuć fizyczny pociąg do drugiego faceta, zabraniać mu tego nie mam ani prawa, ani możliwości, ani ochoty. Jeśli Ewangelia, którą ks. Krzysztof głosił, jest Prawdą, to on będzie miał problem (ja będę miał swój). Ale Krzychu, po jaką cholerę Tyś się pchał na księdza?! Owszem, są zapewne policjanci czy urzędnicy, którzy obierając swój fach, zakładają, że dorabiać będą łapówkami. Są pewnie i klerycy kierowani np. wizją dostatniego życia. Ale czy o to w ich służbie chodzi? Reguły gry i tu i tu są znane i niezmienne, a każdy dokonany w życiu wybór zamyka nam pewne furtki. Gdybym wysyłał swe wypociny do „Wyborczej”, a następnie wylewał publicznie żale, że nie chce mnie ona publikować, uznany bym został za wariata. I słusznie.

Jeśli ks. Charamsa powołuje się na dobro Kościoła, za którego część chce się uważać, niech zda sobie jednak sprawę z wymowy swoich słów. Póki co powiedział on kilku milionom członków Ruchu Czystych Serc z całego świata (o innych ruchach i wspólnotach już nawet nie wspominając), że swoimi podpisanymi deklaracjami czystości mogą się podetrzeć. Nie takiej chyba otuchy ci ludzie potrzebują od swoich kapłanów. Upubliczniając swój grzech nie można się od tego rodzaju odpowiedzialności uchylać. A w stanie duchownym odpowiedzialność ta jest zwielokrotniona.

Szczerze to nie wiem, czy życzyć ks. Charamsie szczęśliwego życia u boku jego Eduarda, czy też powrotu do wierności kapłańskim ślubom. Spektakularne by to było nawrócenie, ale, jeśli Bóg istnieje, to i nie ma dla niego spraw niemożliwych. Jeśli ks. Charamsa był w stanie (korzystając co prawda ze stanowiska), zerwać z grzechem zakłamania, może przecież kiedyś zerwać i z nieczystością. Ale nie wiem czy Krzysztof Charamsa się zwyczajnie na kapłana nadaje. Sam brak predyspozycji problemem jeszcze wielkim nie jest. Problem zaczyna się, gdy ktoś próbuje strugać wariata. Życzę więc ks. Krzysztofowi, abym nigdy więcej nie musiał mu takiej postawy zarzucać. Na razie tylko tyle.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.