Pozycja materiału w rankingach:
Przez wiele lat studenci nie płacili w Niemczech za naukę. Teraz ich sytuacja się zmieniła. Z początkiem drugiego semestru będą musieli zapłacić za swoje studia i nie będą to małe kwoty.
Dla niemieckich studentów normalną sprawą jest, że uczą się i jednocześnie pracują. Nie wszyscy mają jednak szczęście i możliwość podjęcia stałej pracy na poważnym stanowisku w czasie studiów. Bardzo często są to więc zajęcia dodatkowe, tymczasowe jak praca w kawiarni czy sklepie. Płace są dużo wyższe niż u nas, trudno jednak powiedzieć, by z tej kwoty bez problemu mógł utrzymać się student, dzielący swój czas pomiędzy wykłady, naukę i pracę, nie mówiąc o opłaceniu wysokiego czesnego. Część studentów na pewno skorzysta z pomocy rodziców. Ale i dla nich kwota 585 euro (tyle kosztować będzie czesne na Friedrich-Alexander Universität, uczelni działającej na terenie Norymbergi i Erlangen) nawet jako wydatek jednorazowy, nie jest mała. Zobacz także:
Artykuły
(207)
Galerie
(21)
Średnia ocen
(4.72)
Wiek: 29 | Miejscowość: Zurych | Kraj: Szwajcaria
O mnie: Mól książkowy o zmiennym kolorze włosów.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marek Iwaniszyn 06.02.2007 21:14
Nie zgadzam się z postulatem Agaty, że studia państwowe - mam rozumieć dzienne powinny być płatne. I dobrze że takie nie są. Bo nie są! Oczywistym jest, że jeśli ktoś nie zdaje egzaminów w terminie to za to płaci. Ale to wynika tylko i wyłącznie z jego winy! Nie musi za nie płacić....wystarczy się przyłożyć i zaliczyć w terminach;)
Wprowadzając opłaty na dziennych studiach w prostej linii prowadzi się do tego, że możliwość studiowania na państwowych uczelniach miałaby tylko elita. Bo kogo stać by było na dzienne płatne studia? Na pewno nie tych którzy teraz na nich są! W większość;)
Andrzej Czaja 06.02.2007 21:06
Agato + za intuicje dziennikarską oraz talent.
Mir Nalezińskí 06.02.2007 20:36
No bo co, my Polacy, zrobiliśmy dobrze? Ktoś zna jakiś przykład? Taki oczywisty i pierwszy z brzegu? Nawet paru słow nie potrafimy przysposobić do naszego języka. A finanse, motoryzacja w tym autostrady, op. zdr.? Leżą!!!
Urszula Agata Marczewska 06.02.2007 20:30
Oczywiście że studia powinny być platne.
De facto są. Nawet te państwowe. Mam na myśli placenie za powtórki egzaminów itd. Oplaty, niekoniecznie wysokie, moglyby się równać modernizacji uczelni. Na UJ na niektórych krzeslach czlowiek boi się siadać. Możnaby też np. zwolnić z oplat pierwszorocznych, tak by mieli czas na "zalapanie się" do życia studenckiego i stwierdzenie czy byliby w stanie dorabiać na boku w takim wymiarze, by oplacić czesne. No i oczywiście korzystne kredyty.
Tylko jakoś boję się, że jakby się już za to wzięli, to.. zrobiliby źle ;-)
Mir Nalezińskí 06.02.2007 20:07
Niektorzy mawiają - nie ma darmowych obiadów. *Przez wiele lat studia w Niemczech były darmowe* - darmowe czy ktoś fundował? Niemcy myślą o opłatach za autostrady. Zbyt socjalne państwo. Pomagają wszystkim dookoła, masa luda ich oszukuje wg schematu choćby pana Mola. Za komuny słyszałem, że niektorzy nasi rodacy urodzeni na przedwojennych ziemiach niemieckich szli do urzędów niemieckich i dostawali ileś tam marek. Podziwiam Niemców, bo przy naszej gospodarce to już dawno by ich zlicytowano...Generalnie - za wszystko powinniśmy płacić. Nawet za naukę,ale w tym przypadku powinny być udzilane korzystne niekomercyjne kredyty. A nie jakza komuny - panie szły na studia (np. techniczne), aby mężów poznać i przedłużyć młodość i nie w głowie im byłą praca. Albo latami niektórzy studiowali. Albo wielu wyjeżdżało za granicę z ufundowanymi studiami. Owszem, w wielu przypadkach przez rodziców, ale nie zawsze. Jeśli studia bylyby płatne to i podatki o tyle mogłyby być zmniejszone.
Dawid Kuroczko 06.02.2007 17:28
Ciekawe, duży punkt za dziennikarską spostrzegawczość!
Aleksandra Solarewicz 06.02.2007 17:20
Plus za artykuł i przepraszam, że dopiero w tym miejscu.
Urszula Agata Marczewska 06.02.2007 17:15
Michale, winny jest niewątpliwie wadliwy system, który zlicza te komentarze. Nie wiem jak jest teraz, ale kiedyś nieprawidlowo odczytywal ilość punktów (w sensie, podliczal też minusy, traktując je jako plusy). Patrz: najbardziej punktowany tekst wiele tygodni emu autorstwa Witolda Janowicza - mam na myśli jego fotoglerię, za którą zebral dużo minusów.
Michał Tyrpa 06.02.2007 17:06
Plus dla Autorki.
A dla wszystkich ciekawy casus.
Na stronie głównej w bieżącym tygodniu jako "najczęściej komentowany" materiał z poprzedniego tygodnia widnieje (skądinąd wysoko przeze mnie oceniony) artykuł Anny Wittenberg. Szkopuł w tym, że pod owym tekstem - co można sprawdzić licząc "na piechotę" - znajduje się nie 31 (jak głosi licznik), a 28 komentarzy.
Co więcej, przyjmując za koniec tygodnia datę 4 lutego, najczęściej komentowanymi okazują się dwa artykuły:
1) "Dziennikarz pod specjalnym nadzorem" (do końca ub.tygodnia 30 komentarzy, z czego 11 to posty autora tekstu)
2) "Niemiecka wielokulturowość, czyli 'Lebensborn' XXI wieku" (do końca ub.tygodnia 30 komentarzy, z czego 2 to posty autora.
Nie chcę odwoływać się do takich argumentów, jak ciężar gatunkowy kwestii, o których traktują posty komentatorów nie będących autorami. Ciekaw jestem opinii wszystkich czytelników na temat: jak wyjaśnić tak zaskakującą sytuację. Najważniejszy materiał pod względem ilości nie-autorskich komentarzy, w następnym tygodniu wsiąka jak kamfora. A na stronie głównej jego miejsce zajmuje artykuł trzeci z najczęściej komentowanych.
O co tutaj chodzi?
Kolejna awaria na torach. Czy polskie koleje są bezpiecznie?
(odsłon: +245)