- Nie trzeba było pracować w wakacje! – zażartowała moja mama po lekturze informatora dla podatników. Dlaczego? Ulga przysługuje na każde dziecko niepełnoletnie i dziecko otrzymujące zasiłek pielęgnacyjny, ale już nie na każdego studenta.
Rodzice mogą odpisać 1145,08 zł od podatku tylko wtedy, gdy ich uczący się lub studiujący potomek, który nie ukończył jeszcze 25 lat, zarobił w tym roku mniej niż 3013 zł 49 gr, bo tyle wynosi kwota wolna od podatku.
Moja rodzina nie ma prawa narzekać na swoją sytuację finansową, ale w iluż przypadkach prawie 1200 zł mniej lub 1200 zł więcej, może decydować o tym, czy rodzice pojadą na wakacje albo czy będzie ich stać na kurs językowy dziecka. Jak poczują się studenci, którzy pracują, by odciążyć finansowo rodziców, nagle dowiedzą się, że swoim trudem zaprzepaszczają szansę rodziny na skorzystanie z tak dużej ulgi? Zwłaszcza, że 3013 zł nie jest sumą oszałamiającą. Za 250 zł miesięcznie żaden student się nie utrzyma!
Posłowie i senatorowie, choć prześcigają się w prorodzinności, nie zadali sobie najwidoczniej pytania, z jakich rodzin pochodzą zwykle pracujący studenci. Pewnie chcieli by rodzicom „bogatych” dzieci ulga się nie należała. A przecież to przede wszystkim studenci z rodzin gorzej sytuowanych muszą pracować, bo kosztują zarówno płatne studia na prywatnych uczelniach jak i „bezpłatne” studia na uczelniach państwowych. Tymczasem przy korzystaniu z ulgi, dochód całej rodziny nie ma znaczenia, więc może dojść do sytuacji, że rodzina, w której „na głowę” jest mniej pieniędzy, nie odliczy 1145 zł, bo studiująca córka czy syn wnieśli do domowego budżetu więcej niż 3013 zł, a rodzice lepiej zarabiający skorzystają, bo ich studiujące dziecko nie pracuje.
Autorzy nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, najwyraźniej nie zastanowili się także nad tym, czy takie zasady nie będą powodować poszerzania się szarej strefy. Pracujący na czarno student będzie miał pensję, a jego rodzice ulgę. Zanim student zacznie jakąkolwiek pracę wakacyjną albo całoroczną, przeliczy jak długo będzie się mu ona opłacała.
A co najgorsze, okazuje się, że aktywność, przedsiębiorczość, pracowitość przestają być zaletami, gdy przychodzi do rozdzielania państwowej pomocy. Studencie, jeśli będziesz pracować tak, by zarobić mniej niż 3000 zł, to wesprzemy Twoich rodziców – taka nauka płynie z nowych przepisów w czasach, gdy tak ważne jest zdobywanie doświadczenia zawodowego już na studiach.
Tak wysoka ulga od początku była pomysłem kontrowersyjnym, ale jeśli już ją wprowadzono, to trzeba było zrobić to z głową. Czemu „karać” rodziców za to, że ich studiujące dzieci są aktywne zawodowo, bo chcą zdobyć doświadczenie albo muszą pracować, bo w przeciwnym razie pożegnałyby się ze studiami? Przecież aktywność zawsze powinna się opłacać.