Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9934 miejsce

STUDENCKIE HASŁA KOMAREWICZA

Początkowo miał to być alfabet, mój alfabet . Za każdym razem, kiedy go piszę i publikuję w prasie cieszy się olbrzymim zainteresowaniem i poczytnością. Jeden z kolegów, po lekturze „Alfabetu Komarewicza” nie odzywał się do mnie kilka lat.

Józef Komarewicz i profesor Wiktor Boniecki (z prawej) podczas uroczystości gazety Początkowo miał to być alfabet, mój alfabet . Za każdym razem, kiedy go piszę i publikuję w prasie cieszy się olbrzymim zainteresowaniem i poczytnością. Jeden z kolegów, po lekturze „Alfabetu Komarewicza” nie odzywał się do mnie kilka lat. Ostatecznie przeprosiliśmy się w niezwykłej atmosferze i podpisaliśmy pakt o nieagresji. W podobnym tonie co „ALFABET KOMAREWICZA” postanowiłem napisać „STUDENCKIE HASŁA KOMAREWICZA”. Przysiągłem sobie, że moje studenckie hasła będą jednak wyciszone. Nie oznacza to, że pozbawię je różnych smaków i smaczków. Przenieśmy się zatem „wehikułem czasu” w lata siedemdziesiąte minionego stulecia. Z różnych względów pominąłem też niektóre litery, ale w alfabecie wszystko może się zdarzyć.
ALMA RADIO – Powstało dzięki prof. Mieczysławowi Karasiowi, rektorowi UJ. Dziennikarstwa radiowego uczyła studentów niestrudzona Helena Byrska. Początkowo redakcja mieściła się w „Nawojce”, gdzie kopiowano audycje na kilka taśm, które rozwożono do kilku akademików. Przychylny „Alma Radio” rektor M. Karaś znalazł jednak pieniążki na nowe studio radiowe, które urządzono w DS. „Żaczek” i połączono kablami z sąsiednimi bratniakami. W „ALMA RADIO” debiutowali m.in. Magda Siepak i Edziu Miszczak, był „konstruktorem” RMF, dziś wysoko w strukturze TVN.
BONIECKI (WIKTOR) - O profesorze W. Bonieckim z Akademii Ekonomicznej krążyły po Krakowie legendy. Mówiono np., że założył się z kolegą, że nauczy się na pamięć książki telefonicznej. Zakład ponoć wygrał. Marzyłem spotkać profesora, no i marzenia się spełniły. W 1980 r., w Tarnowie, na jubileuszu gazety zakładowej „Metalowiec Tarnowski”. Miał rewelacyjny jak na tamte czasy wykład na temat sytuacji gospodarczej Polski. Z rozdziawionymi gębami słuchali W. Bonieckiego i działacze i...przyjaciele gazety. Profesor Boniecki palił cygara i „carmeny”. Raz cygarko, raz „karmenka”, raz cygarko, raz „karmenka”. Wieczorem wybraliśmy się z profesorem Bonieckim i znajomymi do Jodłówki Tuchowskiej. Profesor opowiadał kawały chyba do trzeciej nad ranem. Jodłówkowi słuchacze anegdot profesora kładli się ze śmiechu na podłodze.
DŹWIGAJ (MARIAN) – to za jego namową wpierw trafiłem do Klubu Dziennikarzy Studenckich, a później do Amatorskiego Klubu Filmowego „OMAK” działającego przy Akademii Górniczo Hutniczej. Zanim otrzymałem legitymację klubu „OMAK” przeszedłem „chrzest”. Po kilku głębszych wdechach na moim ramieniu spoczął ciężki statyw. No i od tego momentu mogłem brać się za filmowanie. Pojechaliśmy więc ze studentem M. Dźwigajem (zdobywał na różnych festiwalach filmowych nagrody dla klubu) i kamerą wyprodukowaną przez wschodniego sąsiada do Kalwarii Zebrzydowskiej, rankiem, aby „nakręcić” misterium. Wróciliśmy upaprani po uszy w błocie. Nie zważając na wygląd zasiedliśmy przy stole montażowym. Innym razem kręciliśmy w Tarnowie etiudę filmową „W sprawie satyry, poezji i westernów...”. Wykorzystaliśmy do zdjęć i podcienia i urokliwe otoczenie Bazyliki Katedralnej. Przy gromadzeniu rekwizytów niezwykle pomocna była legitymacja Amatorskiego Klubu Filmowego „Omak”. Dzięki niej załatwiliśmy kilkunastu milicjantów, którzy pilnowali porządku na planie filmowym, no i różne atrapy z Tarnowskiego Teatru. Potrzebny był także amerykański samochód. Po różnych perypetiach ” zdobyliśmy” kabriolet z polską rejestracją, która za żadne skarby świata nie mogła „zagrać” w filmie. Z opresji wybawił nas proboszcz jednej z tarnowskich parafii, pożyczył nam belgijskie tablice rejestracyjne. Tak, tak, z Marianem Dźwigajem byliśmy pierwszymi filmowcami, którzy pojawili się na tarnowskim Rynku z zamysłem twórczym i kamerą. Dopiero po nas zaczęły zaglądać tutaj inne ekipy filmowe.
JUWENALIA – W czasie juwenaliowych igrców nie „ryłem”. Nie chciałem być ani świnią ani kanalią. Występowałem na podium ustawionym przed krakowskim Ratuszem. Odziany w strój żakowski darłem się wniebogłosy przez godzinę. Takie zadanie postawił mi reżyser scenki „Sąd nad organizatorami Juwenaliów”. Po spektaklu, który ponoć rejestrowała jedna z japońskich stacji telewizyjnych gromadnie udaliśmy się do DS „Olimp”, gdzie czas nam się zatrzymał. Dalszy przebieg Juwenaliów poznawaliśmy oglądając (kilka miesięcy później) czarno – białe fotki.
DS KLUB LITERACKI – Powstał w latach siedemdziesiątych w Studenckim Centrum Kultury „ROTUNDA”. Zaistniał na łamach „Magazynu Studenckiego”, pisma Klubu Dziennikarzy Studenckich. Duszą klubu był Krzysztof Senajko, później jego twarz mignęła mi na jakimś filmie o Piotrze Skrzyneckim i „Piwnicy pod Baranami”. Utkwiła mi w pamięci postać Piotrka Rakowskiego, miał tak bardzo refleksyjne wiersze, szczególnie mnie zachwycało recytowanie przez Piotra swoich wierszy .W latach siedemdziesiątych Senajko zachwycał się najkrótszymi formami poetyckimi – haiku. Zorganizowaliśmy w „Studni” w „Żaczku” - „NOC POETÓW”, występowaliśmy na balkonach jednego z domów studenta, trzymaliśmy w dłoniach pochodnie i czytaliśmy wiersze. Ta noc utkwiła mi w pamięci, gdyż jedna z członkiń studenckiego klubu literackiego, erudytka i ciekawa poetka – Kinga Olewicz zgubiła futro. W jakich okolicznościach i kto je „zwinął” do dziś nie wiadomo.
NAWOJKA - słynny krakowski „babiniec”. Tutaj miałem swój pierwszy wieczór poetycki „Posłuchaj modlitwy”. Posmarowałem twarz dającą połysk pomadą i recytowałem nieporadne swoje juwenilijne wiersze. Słuchało je niewielkie grono przyjaciół z pierwszego roku studiów. Przed oknami „Nawojki” wzdychałem także do bogdanki. Szybko udało mi się obłaskawić portierów. Wchodziłem do DS„Nawojka” bez zostawiania legitymacji studenckiej na portierni i nie musiałem wychodzić z pokoju, gdy na zegarze wybiła dwudziesta druga. Zdarzało się, że opuszczałem „Nawojkę” grubo po północy.
PYJAS - Akurat pamiętam zabójstwo Pyjasa. Wiadomość o jego śmierci poruszyła środowisko studenckie. Pochód juwenaliowy odbył się. Studenci z płonącymi świecami w rękach szli ulicami Krakowa milcząc. Wówczas też rozpoczęła się dyskusja nad sensem Juwenaliów.
STUDNIA – Tak w latach siedemdziesiątych nazywano dziedziniec DS „ŻACZEK” w Krakowie. Ożywała z chwilą, gdy zwykle po dwudziestej pierwszej w oknie pojawiał się tzw. żelazny student „Rysieczek” ( później, zdaje się funkcjonariusz Najwyższej Izby Kontroli) i zaczął przemawiać do bractwa studenckiego. Przez kilka godzin. Jego wystąpienia, potocznie nazwane przez studentów „kazaniami” cieszyły się zainteresowaniem, z czasem słuchaczy rysieczkowych tyrad zaczęło ubywać.
TEMIDA (STUDENCKA) – Mieliśmy też własny sąd. Jeden z moich kolegów z roku mocno narozrabiał w krakowskiej winiarni co zwała się „Baryłką”. Tak się złożyło, że z koleżanką siedziałem kilka stolików dalej i całe zajście obserwowaliśmy. Kolegę jednak musieliśmy bronić. Jako świadkowie. No i wybroniliśmy, wielce się temu przysłużył prowadzący rozprawę - student Dawidowicz (wiecznie występujący w muszce), wybitny matematyk, później nauczyciel bodajże V Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie. „Rozrabiak” miał to szczęście, że wcześniej działalność Dawidowicza i funkcjonowanie sądu studenckiego zaprezentowałem na łamach „Magazynu Studenckiego”. Był mi więc Dawidowicz moim dłużnikiem...
TELEDYSKI - Pierwsze powstawały w Studenckim Centrum Kultury „Rotunda” w Krakowie. Podczas dyskoteki organizowanej na dużej sali, która raz służyła widowiskom a innym razem seansom filmowym. Wyświetlano więc na takiej dyskotece fragmenty np. westernu z Kirkiem Douglasem. Bez dźwięku i przy przyciemnionych światłach. „Ścieżkę dźwiękową” stanowiły utwory „Beatlesów”, BeeGees i Hendrixa przy których wyginaliśmy się, od czasu do czasu zerkając na panoramiczny ekran. Kiedy wspominam sobie te rotundowe „TELEDYSKI”, dzisiejsze emitowane przez MTV nie robią na mnie żadnego wrażenia.
ZAGAJEWSKI (ADAM) - jeden z ideologów ugrupowania w powojennej polskiej poezji - „Nowej Fali”. Pracował w Rynku, w redakcji krakowskiego „Studenta”.W jednej z kamienic, na najwyższym piętrze. Prowadził w „Studencie” dział poezji. Boże, ile się do Zagajewskiego „wyłaziłem”. Chyba z trzy lata. Obiecał mi, że opublikuje w „Studencie” jeden mój wiersz. Słowa nie dotrzymał. Byłem tak tym wszystkim podekscytowany, że chciałem Zagajewskiemu wyrwać wszystkie kłaki. Złość szybko jednak mi minęła. Wiersze moje opublikowano, w innym już „Studencie”, w połowie lat osiemdziesiątych. „Puścił” je mój kolega z tarnowskiego ogólniaka - Grzesiek Koniarz. Krzywo na to patrzył jego kolega redakcyjny – Marek Siwiec, no ten, co to tak przedziwnie całował ziemię...

PS W latach siedemdziesiątych minionego stulecia studiowałem na Wydziale Prawa i Administracji UJ w Krakowie. Mieszkałem na stancji, w pokoiku – „kiszce” z piecykiem elektrycznym i żelaznym łóżkiem. Nie oznaczało to, że nie „waletowałem” w krakowskich akademikach. Raz w miesiącu, może dwa razy, może trzy, może cztery, wszystko zależało od tego kto pierwszy zaczął „uczyć się po nocach” w Żaczku. Pierwsi rwali się do nocnych dyskusji naukowych „prawnicy”, po nich rwali się do "nocnego kucia" "matematycy i filozofowie". Najczęściej był to pokój „411” w DS. „Żaczek”, gdzie mieszkali Roman S. i Andrzej K., dzisiejsi prokuratorzy w województwie podkarpackim a także Władysław P., były zastępca komendanta głównego Policji, no i Robert Rogala, naczelnik jednego z wydziałów Urzędu Miasta Tarnowa. Gra w pokera zmuszała mnie do waletowania w „411”. Karta szła i Romkowi S. i Andrzejowi K. i Władkowi P.. Gorzej – mi a także Robertowi Rogali. Już kilkadziesiąt lat umawiamy się z kolegami na spotkanie karciane na którym chcielibyśmy się z Robertem odegrać.... Na pokera brakuje nam jednak wszystkim czasu. Może nam wszystkim ten poker już przeszedł?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.