Znajomy, krewny - nie znaczy lepiejDopóki z kimś nie zamieszkasz, dopóty nie wiesz o tej osobie wszystkiego. Nawet jeśli długo się znacie, nie dzieląc dotąd wspólnego kąta, podejmujesz ryzyko. Gdyby jednak zdarzało się Wam spędzać od rana do wieczora długie godziny, wspólnie gotować, sprzątać - w domku letniskowym, przyczepie kempingowej, namiocie - to już lepiej. Ale pamiętaj - znajomy, krewny będzie przekonany, że ma u Ciebie większy kredyt cierpliwości i na więcej mu pozwolisz.
Twój współlokator nie musi być na tym samym kierunkuTo wygodna sytuacja - macie wspólne tematy, łatwiej sobie pomagać. Ale nic na siłę. Dyskusja z osobą z innego wydziału, o innych zainteresowaniach, a co za tym idzie - wymiana zupełnie różnych doświadczeń - mogą być znacznie ciekawsze. Poza tym czasem warto odpocząć od wydziałowych spraw, które i tak zajmują Twoją głowę przez połowę dnia, od współlokatora - wystarczy, że z nim wspólnie jesz, sprzątasz i robisz zakupy. - Przyjechałam do Krakowa ze swoją przyjaciółką z liceum, obie zdałyśmy na prawo UJ - wspomina Marta. - Znalazłyśmy dwupokojowe mieszkanie niedaleko centrum, układ po prostu wymarzony. Miałyśmy tych samych ćwiczeniowców, uczyłyśmy się razem w bibliotece, razem wracałyśmy do domu. I szczerze mówiąc trochę było tego za dużo, przejadło się nam, trzeba było od siebie odpocząć. Rozstanie bolało, nasz kontakt nieco przygasł, choć teraz stopniowo się poprawia.
Prawo jest dla ludzi - nie wstydź się podpisywać umowyFormalności nie komplikują sprawy, ale ją upraszczają: terminy, czynsze są od teraz przejrzyste. Pokazujesz otwartość swoich zamiarów. To przecież także Twoje zobowiązania, pod którymi podpisujesz się. - Zgadałem się z kolegą, że podnajmę mu właśnie znalezione mieszkanie. I gryzłem się, rodzice naciskali na umowę, a przecież znaliśmy się od lat. Z początku było nieco niezręcznie, ale szczerze o tym pogadaliśmy. Wszystko jest w porządku - mówi Marcin z Politechniki Warszawskiej.