Facebook Google+ Twitter

Student szuka pracy, czyli mission impossible?

O pracę nie jest łatwo. Jednak tylko student ma pojęcie o tym, jak trudno jest znaleźć satysfakcjonującą posadę, gdy wymaga się od niego doświadczenia i stażu, które może zdobyć najwcześniej za kilka lat...

fot. AKPA To zresztą nie jedyne powody problemów ze znalezieniem pracy przez młodych żaków. Niejednokrotnie czas pracy koliduje z zajęciami na uczelni, a osoby dopiero rozpoczynające karierę zawodową mają zbyt wysokie wymagania.

– Dla części studentów podjęcie jakiejkolwiek pracy jest gwarancją pozostania na studiach. Zazwyczaj jest to praca dorywcza, płace są niskie. Najlepiej sprawdza się roznoszenie ulotek – żartuje student Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego Paweł Leśnicki.

– Nie ma lekko. Zwykle pracuje się w weekendy albo po zajęciach. Głównie w pubach i barach. Nie ma szans na nic lepszego, zwłaszcza jeśli – tak jak ja – studiuje się dziennie. „Zaocznym” jest łatwiej, ale i tak pracodawcy mają wysokie oczekiwania co do stażu i doświadczenia. Przeciętnemu żakowi trudno im sprostać – mówi Katarzyna Budny, studentka Wyższej Szkoły Informatyki i Ekonomii TWP w Olsztynie.

Patrycja Bladosz, studentka Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie, a jednocześnie menedżer jednej z warszawskich kawiarni podchodzi do sprawy ostrożnie. – Sama jestem studentką i zdaję sobie sprawę, że osobom, które się uczą nie jest łatwo dostać pracę. Jednak jako osoba angażująca ludzi wiem, że praca ze studentami to często „orka na ugorze”. Oczywiście są bystrzy i szybko się uczą, ale ogranicza ich czas. Nawet w kawiarni trudno jest się im utrzymać. Mówię zwłaszcza o tych, którym zależy na nauce. Porządny student przecież nie opuszcza zajęć – uśmiecha się. – Mimo wszystko uważam, że trzeba dać im szanse. To często naprawdę zdolni i ambitni ludzie, którzy są w stanie sprostać wyzwaniu, jakim jest podjęcie pracy podczas studiów – dodaje.

Podobnego zdania jest pani Renata, kierowniczka jednej z ostródzkich drogerii, która podczas studiów pracowała w sklepie i dzięki temu była w stanie sama opłacać swoje czesne. Twierdzi, że studenci są dobrymi pracownikami. Sama niechętnie zatrudnia jednak studentki (jeżeli już to robi, to głównie na pół etatu), bo – jak twierdzi – chodzi o ich dyspozycyjność, a raczej jej brak.

O tej samej dyspozycyjności mówią pracownicy biur pośrednictwa pracy. – Pracodawcy potrzebują ludzi gotowych do pracy o „każdej porze dnia i nocy”, ale także takich, którzy mogą się poszczycić pewnym doświadczeniem zawodowym. Tu właśnie zachodzi paradoks, ponieważ dwudziestolatek takim nie dysponuje – mówi wprost pani Anna, pracownik jednego z biur pośrednictwa pracy w stolicy.

Studenci jak i pracodawcy mają mocne argumenty. Pierwsi chcą pracować i zarabiać, a ci drudzy... też chcą zarabiać.

Dziś sama studiuję i winna jestem lojalność moim uczelnianym kolegom. Jednak kto wie, czy za kilka lat nie zmienię stanowiska i nie stanę po stronie pracodawców, gdy już sama będę jednym z nich.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Studiujesz? Brak Ci czasu na podjecie pracy poza domem? Twoja obecna praca nie daje Ci wystarczających zarobków? Chcesz zarobić nie wychodząc z domu? Zarządzający Systemem Web zatrudni w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin pracowników do obsługi e-mail. W celu uzyskana dalszych informacji wyślij e-mail o treści : jestem zainteresowana/y fimbria@tlen.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

U mnie było troszkę gorzej. Mój wydział słynie z tego, że utrudnia studentom tego typu sprawy. No i osób na roku jest u mnie malutko. Sytuacja, którą opisałam powyżej, wkurzyła mnie na tyle, że zmotywowała do starania się o wyjazd na stypendium - to ta dobra strona. :-) Dzięki temu nie żałuję, że nie przeszłam "wtedy" na zaoczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

jeśli poczułaś się dotknięta - przepraszam - nie było to moim celem, jednak nasuwało się samo po lekturze twoich wypowiedzi.

zauważ jednocześnie, że nie wspominałam o "zmywaku" i o tym, że nie można zaczynać "od czegoś lepszego". chciałabym jednak, żeby każdy był w stanie ocenić obiektywnie swoje umiejętności i predyspozycje. często spotykam Panie i Panów Magistrów, którzy uważają, że odpowiednie wynagrodzenie należy im się za sam tytuł, potrafią tylko narzekać. najczęściej właśnie oni mówią o kłodach pod nogami i podcinaniu skrzydeł, gdy nie wystarcza im wiedzy lub chęci. osobiście nie spotkałam się i nie słyszałam o przypadku, żeby ktoś był dyskryminowany dlatego że jest studentem - dziennym, zaocznym - co za różnica... wręcz przeciwnie.mądrzy pracodawcy szukają studentów wiedząc, że można na nich oszczędzić, a często pracują nawet wydajnie, gdyż potrafiąc lepiej zorganizować sobie czas.

chciałabym również podkreślić, że zgadzamy się co do tego, że "Wystarczyło troche dwagi i odrobina samozaparcia". własnie do tego cały czas zmierzam. jeśli wiesz ile jesteś wart, walczysz o swoje i nie boisz się czasem zaryzykować, osiagniesz wszystko to, co chcesz. nawet wymarzoną pracę jeszcze na studiach.

mnie się kiedyś udało :) dlaczego komuś innemu ma się nie udać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wydaje mi się, żebym zionęła pesymizmem. Chce tylko zaznaczyć, że pisząc ten artukuł miałam na uwadze studentów jako ogół. W komentarzach jednak widzę, że dla większości student to taka osoba, która studiuje w trybie dziennym. Pozostałych się pomja.
Być może zagalopowaliśmy się w naszych wypowiedziach, ale z własnego doświadczenia wiem, że nie każdego zadowala byle co.
Niektórzy nie chcą zaczynać od bycia kimś w rodzaju osoby "PPP". Chcą startować z wyższego szczebla i mają do tego prawo, ponieważ są do tego predysponowani.
Nie mówię, że powinno się im ułatwiać, ale dlaczego od razu rzucać kłody pod nogi i ograniczać możliwość do rozwinięcia skrzydeł i pokazania tego co naprawdę potrafią.
Pracować na zmywaku może każdy, ale niektórzy chcą czegoś więcej i nie powinni być za to krytykowani.
To nie te czasy, że aby zostać "kimś" trzeba przepracować 20 lat, zaliczyć kilka drobnych awansów i czekać na łaskawe spojrzenie prełożonego.
Osobiście znam studentów, którzy za nic mieli bycie jedynie podwładnymi. Teraz mają po dwadzieścia kilka lat i robią prawdziwą karierę. Wystarczyło troche dwagi i odrobina samozaparcia :). Niech mi nikt nie wmawia, że zaczynać trzeba od samego dołu.

A co do tego, że chce, żeby ktoś coś za mnie załatwiał, to poczułam się urażona do żywego, ponieważ to co mam i gdzie teraz jestem (a troche już osiągnęłam) zawdzęczam tylko i wyłącznie sobie, czyli uwaga była calkowicie nie na miejscu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

najczęściej wychodziło 4 dni po 10 godz. :) w tym sobota (to praca w recpcji / księgowości dużego koncernu). przez jakiś czas sprzedawałam garnitury - jeden tydzień pracowałam 6-7 dni w tyg. w drugim nadrabiałam zajęcia na uczelni.

na moim roku było sporo osób, więc czasem udawało mi się poprzenosić na zajęciach między grupami, jednak bardzo często zaliczałam dodatkowe konsultacje lub przygotowywałam projekty. jeśli wykładowca widzi, że rzeczywiście ci zależy - i na studiach, i na pracy, a w dodatku będziesz mu wystarczająco dużo marudzić podpierając się rzeczowymi arumentami (z praktyką po studiach ławiej znależć pracę, weryfikując wiedzę teoretyczną w rzeczywistych sytuacjach nabiera się szybciej dościadczena oraz przyswaja materiał i takie głupoty - przygotuj sobie listę ;) ), to nie będzie ci w stanie odmówić. egzaminy zaliczane w "zerókach" lub indywidualie umowione - najlepiej z miesiąc przed sesją zdaje się łatwiej a w dodatku potem można wygospodarować nawet prawie 2 miesiące "wolnego" w zimie i 5 latem. na politechnice jest trochę trudniej, ale w mojej firmie pracują również studeci takiej uczelni. najważniejsze jest chcieć i dążyć do wyznaczonego celu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czarownico, a jak udało Ci się pogodzić 40 h w pracy z byciem na zajęciach? Bo mnie się właśnie to nie udało: pracodawca wymagał ode mnie tych 8 h, a ja miałam ciągle ćwiczenia. Próbowałam to załatwiać na uczelni, ale spotkałam się tylko z pogardliwym "proszę się przenieść na zaoczne".

Pytam z czystej ciekawości. Uprzedzam, bo widzę, że atmosfera robi się gorąca :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

jakoś nie zauważyłam, żeby artykuł traktował TYLKO o pracy stałej w stylu 5/8...

mam masę znajomych studiujących zaocznie i pracujących. u niektórych pracodawcy nawet nie wiedzą, że mają do czynienia ze studentem - czyli jednak - DA SIĘ. jednocześnie służę swoim przykładem - przez pięć semestrów pracowałam przynajmniej pełnoetatowe 40 godzin w tyg. i dawałam sobie radę na studiach dziennych, utrzymując średnią w okolicach 4,5. a studia takie znów proste nie były - skończyłam rachunkowość na UŁ. możesz mi wierzyć, rodzice mnie nie utrzymywali - chociaż mogi - a ja nie "dorabiałam do kieszonkowego".

Twoje podejście: "pracę, której niestety im sie nie daje", "zaocznym niech oferują pracę" świadczy o tym, że zamiast aktywnie poszukiwać zajęcia, z góry założyłaś, że ktoś ma przyjść i wszystko za ciebie załatwić. wcale się nie dziwię, że z twoich komentarzy wieje takim pesymizmem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Już to mówiłam i powiem jeszcze raz. Nie chodzi tylko o studentów dziennych. Przykro mi, ale nie tylko oni się liczą i raczej za centrum wszechświata nie powinni się uważać.
Studentami są również ci ze studiów zaocznych i to na nich powinno się skupić, jeśli chce się wygłaszać komentarze w stylu "studenci na całym świecie pracują dorywczo" i "studia nie są obowiązkowe".
Jeśli ktoś nie zauważył tekst traktuje o stałej pracy, czyli takiej, w której jest się 5 dni w tygodniu po 8 godzin (to w ramach oświecenia mniej pojętnych). Już z tego można wywnioskować, że przede wszystkim chodzi o tych tzw. "zaoczniaków", którzy świadomie zdecydowali się nataki tryb studiów, aby podjąc pracę, której niestety im sie nie daje.
Dzienni, sponsorowani przez rodziców, dziadków, wujków ect. niech sobie pracują dorywczo, ale "zaocznym" niech oferują pracę, której nie można nazwać "dorabianiem do kieszonkowego".

Komentarz został ukrytyrozwiń

ostatnio poszedłem na rozmowę w sprawie stażu (nawet zadowoliłby mnie bezpłatny, niczego takiego nie wymagam). na dzień dobry dowiedziałem się, że powinienem być dyspozycyjny 5 dni w tygodniu przez 8h.. szkoda tylko, ze jestem na studiach dziennych i mam codziennie zajęcia, średnio do 14:00-16:00... ;-/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jasne. Jakąś pracę da się mieć zawsze (bądź prawie zawsze). Problem w tym, że na fajną często nie można sobie pozwolić. Ja się zresztą nie dziwię pracodawcom. No i nikt nie powiedział, że będzie łatwo :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.