Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54291 miejsce

Student Twoim sąsiadem, czyli historia z imprezą w tle

W chwili, gdy piszę te słowa, z mieszkania znajdującego się dwa piętra pode mną dobiegają dźwięki muzyki dance. Wygląda na to, że zapowiada się ciekawy rok.

"Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi" - mówi polskie przysłowie. Wbrew pierwszemu skojarzeniu nie musi koniecznie chodzić o wścibskich sąsiadów, którzy lubią wiedzieć o nas więcej niż my sami. Czasem bolesne skutki sąsiedztwa nie dzielą, a łączą nas z ciekawymi naszego życia lokatorami zza ściany.

Gdy do bloku sprowadzają się studenci


Kilka dni temu, wspinając się po schodach na czwarte piętro, minęłam grupę młodych ludzi prowadzonych przez nieco starszą od nich kobietę. Na drugim piętrze się zatrzymali: najstarsza z towarzystwa wyjęła pęk kluczy i wszyscy uśmiechnięci weszli do środka. Jako osoba, która przez trzy lata studenckiego życia tułała się po stancjach, rozpoznałam sytuację natychmiast: młodzi ludzie byli prawdopodobnie przyjezdnymi, pobierającymi- lub dopiero zamierzającymi pobierać wraz z początkiem października - naukę na krakowskich uczelniach. Zresztą, rok wcześniej mieszkanie to również było wynajmowane przez studentów. Dowiedziałam się o tym od wszechwiedzących sąsiadów, jako że młodzi ludzie zachowywali się zupełnie inaczej, niż ponury stereotyp studenta kazałby to sobie przedstawiać: było tak cicho i spokojnie, że lokatorów z drugiego piętra nie byłabym w stanie nawet rozpoznać.

O tym, że mijani na klatce schodowej domniemani studenci zdecydowali się na wynajęcie mieszkania, dowiedzieliśmy się w sobotni wieczór. Bynajmniej nie od dobrze poinformowanej sąsiadki. Regularnych tonów muzyki typu dance raczej nie dawało się nie słyszeć, zwłaszcza w tym starym, pochodzącym jeszcze z lat pięćdziesiątych bloku, zamieszkiwanym głównie przez osoby starsze oraz, ewentualnie, trzecie i młode pokolenie stałych lokatorów.

Impreza do rana


Klatka schodowa, na której mieszkają studenci. / Fot. U.A.MarczewskaCóż, sytuacja nie wymagała chyba niczego ponad wzruszenie ramion. Młodzi ludzie prawdopodobnie wynajęli właśnie mieszkanie, w którym przyjdzie im spędzić kolejne miesiące życia i z pewnością chcą to jakoś uczcić. Jeśli ponadto stawiają dopiero pierwsze kroki na swojej studenckiej drodze - zapewne należy się im wybaczenie. Moja wyrozumiałość skończyła się jednak na jednej nocy, którą spędziłam bezsennie z książką w ręku. Kolejna noc z rytmicznym naśladownictwem muzyki w tle przekroczyła granice mojej tolerancji. Nie były to zresztą jedyne dochodzące mnie dźwięki: co jakiś czas drzwi zamykały się z trzaskiem, słychać było głosy osób, które do trzeźwych chyba nie należały, a wszystko to aż do godzin porannych, słyszane doskonale z odległości dwóch pięter. Czyli: regularna balanga. Zdenerwowana, około szóstej rano postanowiłam się upewnić, czy hałasującymi są rzeczywiście aktualni lokatorzy owego mieszkania. Wykluczyłam wprawdzie wejście tam bojowym krokiem, rozsiadłam się jednak na korytarzu i, czytając, zerkałam na drzwi, za którymi, jak podejrzewałam, doskonale się bawiono. Miałam rację: w którymś momencie wyszedł stamtąd mocno rozchwianym krokiem młody człowiek. Nie pozostawało mi nic innego, jak wrócić do siebie, zwinąć się w kłębek i, czekając na sen, myśleć nad sposobem poskromienia cieszących się życiem żaków. Jedną z ostatnich moich myśli wypełnił pomysł: może zamiast terroryzować nowych sąsiadów, dzwonić po policję itd., dobrze byłoby zainteresować ich przynajmniej innym rodzajem muzyki. Choć głosy dobiegające mnie z dołu chyba nie należały do osób skaczących z radości w momencie, gdy otrzymują w prezencie płytę z muzyką Vivaldiego.

Wspólny problem


W chwili, gdy piszę te słowa, z mieszkania znajdującego się dwa piętra pode mną wciąż dobiegają dźwięki muzyki dance. Wygląda na to, że zapowiada się ciekawy rok. Rozrywkowi studenci staną się zapewne wspólnym problemem mieszkańców bloku na osiedlu Zgody. Cóż, w grupie zawsze raźniej. Mam nadzieję, że także skuteczniej. Istnieje również szansa, że moi nowi sąsiedzi wkrótce przystąpią do odkrywania uroków krakowskich knajpek, które w mojej opinii są właściwym miejscem na organizowanie głośnych imprez. Piszę to jako osoba młoda, która również lubi spotykać się z przyjaciółmi i nie jest abstynentką, lubi za to spokój we własnym domu, który z założenia powinien być schronieniem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (19):

Sortuj komentarze:

Zależy kto nie może żyć :)...
Uwierz mi na słowo - student może :)...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus.

Nie ma nic bardziej irytującego niż ludzie, którym się wydaje, że są sami na świecie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No wlasnie. Zawsze mozna uprzedzic sasiadow...

Poza tym ja rozumiem, ze oni sie chca bawic - ja tylko nie chce, zeby to bylo non stop, bo tak sie nie da zyc. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dwa razy 200 zł później sąd grodzki 2000 zł i masz spokój... :]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dawno dawno temu, w czasach kiedy używało się jeszcze magnetofonów kasetowych, a żeglarze stanowili jeszcze pewną społeczność, wpłynęliśmy do portu w Giżycku. Niestety przyjemną ciszę i spokój szybko zniszczyło obrzydliwe umca-umca. W tamtych czasach fakt, że na żaglach pojawili się tacy dziwni ludzie terroryzujący okolicę dźwiękami sugerującymi brak jakiegokolwiek gustu, był jeszcze szokujący ;)

Kiedy jednak pierwszy szok minął, kolega rzucił
-Mamy mocny magnetofon.
-A ja odpowiednią kasetę - dodałam.
I po chwili nad całą przystanią rozległa się, nie uznająca żadnej konkurencji...
Toccata i Fuga d-mol. J.S.Bacha
(dla niezorientowanych to taki bardzo wyrazisty, mocny utwór organowy).
Osoby z okolicznych łodzi jakoś to zniosły, szczególnie że
kiedy Bach przebrzmiał... nastała cisza :)
Miłośnicy umca-umca nie odważyli się konkurować z Bachem :)

To tak a propos rozwiązania Szymona :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na Allegro można zakupić płyty z dźwiękami wiercenia, przybijania gwoździ czy radzieckimi pieśniami wojskowymi ;) W sam raz na skacowanego upierdliwego sąsiada :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Urszulo, troszkę przesadzasz :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcinie, litości! Tylko nie balangi w plenerze! Przecież jest lato, okna otwarte. No i gdyby plener lubili tylko studenci geografii...

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawy tekst :)
a pomysł Szymona nieziemski :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cóż. Najlepiej mieszkać obok studentów kierunków przyrodniczych. Np geografii. Oni balangi urządzają zazwyczaj "w plenerze" ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.