Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4356 miejsce

Student w wielkim mieście. O dwóch takich, co nie sprzątały

Wynajmujesz komuś mieszkanie? Sprawdź, czy masz odpowiednią umowę. Możesz uniknąć tego, co spotkało jedną z wrocławianek - wynajęła mieszkanie przytulne i zadbane, które w kilka tygodni zmieniło się w fermę robaków i dom cielesnych uciech.

 / Fot. Sebastian Ottenbreit / Fot. RedakcjaKażdy wynajmujący staje przed trudnym wyborem lokatorów, bo jak w ciągu krótkiego spotkania poznać człowieka na tyle, by zawrzeć z nim umowę najmu lokalu mieszkalnego i mieć pewność, że będzie dbał o wynajmowane mieszkanie z należytą starannością? Pani Iza niedawno przeprowadziła się do nowego mieszkania, przy czym nie sprzedała starego. Mieszkała w nim kilka lat, dbała o nie i utrzymywała w dobrym stanie. Posiadanie dwóch mieszkań, z czego jedno spełnia funkcję sentymentalną, jest bez sensu, dlatego też naturalnym krokiem pani Izy była decyzja o wynajęciu go.

Poszukiwania lokatorów na rok akademicki 2010/2011 sprowadziły się do wnikliwej oceny kandydatów, pod uwagę byli brani tylko ułożeni studenci. Sprzyjający los sprawił, że wśród nowych wynajmujących znalazła się również przyjaciółka pani Izy. Do lokalu wprowadziły się też dwie sympatyczne dziewczyny (Asia i Matylda) z ukończonymi licencjatami, nauczycielki języka angielskiego. Sprawiały wrażenie spokojnych, wesołych i dojrzałych osób. Jak się niedługo okazało, pozory mylą.

Ostatecznie mieszkanie zajmowały cztery osoby. Z początku lokatorzy dzielili się obowiązkami, zapowiadała się świetna współpraca i studencka solidarność. Dwie anglistki wyprawiły nawet ''parapetówkę” dla znajomych i pozostałych lokatorów. Miła atmosfera skończyła się, gdy Asia z Matyldą zaczęły jak ognia unikać domowych obowiązków, dotyczących wspólnych przestrzeni - czystość łazienki nie interesowała ich w ogóle, podobnie jak pleśń w koszach na śmieci czy biegające robaki, które ni stąd, ni zowąd przypałętały się do mieszkania.

Dziewczyny tłumaczyły się w prosty sposób: Po sobie sprzątam! Co więc ze wspólną kuchenką, frontami mebli, wc, wanną czy podłogą? Wystarczyło zgodzić się na propozycję przyjaciółki pani Izy - dyżury rozwiązałyby problem sprzątania tego, co należało do wszystkich i do nikogo. Prawdziwe kłopoty miały dopiero nadejść. Otóż Asia postanowiła przyjąć w mieszkaniu swego narzeczonego i zadbała, by inni lokatorzy poćwiczyli swoje wszystkie zmysły. O ile czuli już nieprzyjemny zapach w kuchni, widzieli brudne naczynia, zasmakowali prostackich odzywek, dotknęli lepiącego się czajnika, teraz mogli wykorzystać swój słuch.

Miłość rozbrzmiewała w całym mieszkaniu, przez nie jedną noc i niejeden dzień. A ponieważ człowiek potrafi przystosować się do nowego środowiska, toteż inni lokatorzy zaopatrzyli się w sprzęt grający, zakłócający odgłosy dochodzące z pokoju Asi. Druga z nauczycielek murem stała za swoją koleżanką przy właścicielce, czego nie można powiedzieć o jej wcześniejszych komentarzach na temat zachowania Asi. Ciekawe jest również, że na personalne zarzuty pani Izy, obie czuły się dotknięte - czyżby nie tylko jedna miała coś na sumieniu?

Pani Iza przerażaniem odkryła, jak wygląda jej mieszkanie i kim okazały się dwie sympatyczne dziewczyny. Sposób w jaki prowadziły rozmowy wyjaśniające z panią Izą jest jeszcze bardziej porażający niż brud w lokalu. Nie potrafiły udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego kuchnia nie jest posprzątana, tym bardziej, że dzień przed wizytą Właścicielki telefonicznie zapewniały ją, że niemal cały dzień ją sprzątały. Czajnik ociekający tłuszczem, resztki jedzenia na blatach, pleśń w koszu na śmieci, brudny zlew kuchenny. Skąd?

Asia i Matylda sprawiały wrażenie równie zaskoczonych stanem kuchni, jak sama pani Iza. Przecież one po sobie sprzątają, nie tylko one używały kosza, one są pedantkami i czyściochami. Nie broniły się, lecz zaatakowały zarówno właścicielkę, jak i ich współlokatorkę. Wtedy też wyszło na jaw ich prawdziwe oblicze. Dziewczyny upomniały panią Izę, że wchodzi do mieszkania w butach, a one przecież 6 razy myły podłogi, co zdaje się być wątpliwe.

Jeszcze przed wizytą właścicielki, mieszkanie zostało zdezynsekowane przez specjalną firmę, a pani Iza, w obliczu niekomfortowych warunków (karaluchów, które pojawiły się niedługo po wprowadzeniu się nauczycielek) pokryła koszty dezynsekcji oraz obniżyła cenę za wynajem, za co dwie studentki odwdzięczyły się natychmiastową chęcią wypowiedzenia umowy. Jednak do czasu wyprowadzenia się, miały dbać o czystość i doprowadzić kuchnię (jako że łazienką, wc i przedpokojem zajęła się przyjaciółka pani Izy) do porządku po wizycie firmy dezynfekującej. Niestety, nie poszło im to zbyt efektownie - rezultatem ich sprzątania był ów kosz z pleśnią, oblepiony tłuszczem czajnik, i wymioty współlokatorki.

Od tej pory każde słowo pani Izy dziewczyny interpretowały na swój sposób, przez co rozmowa stała się pyskówką i przyjęła formę tragicznego kabaretu. Wielkie oburzenie młodych dam wywołało pytanie o mężczyznę, który mieszkał w lokalu bez uiszczania opłat. Z oburzeniem żądały zaprzestania obrażania ich i nazywania pannami lekkich obyczajów. Jak widać, manipulacja faktami była ich mocną stroną, bo z ust pani Izy nic takiego nie padło

Całymi godzinami opowiadały koleżankom, jak tragiczną mają sytuację, i jak niesłusznie są oskarżane. Od jednej z lokatorek zażądały również zwrotu pieniędzy za rzeczy skonsumowane na imprezie, którą organizowały. Bezczelność studentek sięgała zenitu, a gdy nie potrafiły już wymyślić kolejnych niskich i bezsensownych tłumaczeń, straszyły panią Izę swoimi rodzicami. Zachowywały się jak dwie nastolatki z burza hormonalną, co by z kolei przy okazji tłumaczyło miłosne ekscesy Asi.

Co może zrobić w takiej sytuacji wynajmujący? Niemalże nic. Pani Iza nie zawarła w umowie sankcji za niewypełnianie obowiązków lokatora. Na szczęście, określiła warunki, co do bezpłatnego użyczania mieszkania osobom trzecim i z czystym sumieniem czeka, aż nauczycielki znikną z jej mieszkania i zapłacą za „narzeczonego”. Niechaj będzie to przestrogą dla innych, którzy będą chcieli pod swój dach przyjąć sympatyczne studentki. Warto przemyśleć, jak ochronić siebie i innych porządnych lokatorów, którym wynajmuje się swoje mieszkanie.

*Prawdziwe imiona opisanych osób zostały zastąpione fikcyjnymi.

CZYTAJ TAKŻE:

Student w Poznaniu. Ale wuchta wiary tej!
Studencie zobacz, co Cię czeka na Politechnice Warszawskiej
Student w wielkim mieście. Studencie lecz się i Ty
Studencie do nauki. Rusza kampania wrześniowa
Student obieżyświat. Wyjazdy w trakcie i po studiach
Gdzie tanio zjeść w Poznaniu, czyli studenci radzą studentom
Studencie do roboty. Zadbaj o swoje CV
Student w Toruniu. Gdzie można się pobawić w mieście?
Nowe specjalności na dziennikarstwie przy UWr
Student w wielkim mieście, czyli wynajmujemy mieszkanie
Studencie, szukasz pracy tymczasowej na weekend? Zobacz jak to zrobić
Tyski studencie, sprawdź, ile może Cię kosztować dojazd na uczelnię
Duszpasterstwa akademickie - student szuka, my podpowiadamy
Przewodnik dla studenta. Komunikacja miejska w Szczecinie
Student też człowiek. Mieszkać musi
Studia i praca - to możliwe
Mieszkanie po studencku. Obalamy mity

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Czata44
  • Czata44
  • 15.11.2010 20:17

Raz się trafi taka dwójka "panienek", a raz przyzwoite osoby. Wynajmuje mieszkanie od ośmiu lat i raz trafiłem na taką parkę studentów z "Kutna" - rozpacz. Brud, imprezy, niepłacenie za media i lewe podłączenie do sieci energetycznej. Inna parka, "kochających inaczej", kultura, czysto, płacenie o czasie i spokój sąsiadów. Teraz mam parkę z dzieckiem i żadnych problemów. To zawsze zależy od ludzi, nigdy nie wiadomo na kogo się trafi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chętnie poprawimy błąd w tytule, jeśli tylko ktoś raczy nam powiedzieć, na czym miałby on polegać. "Student w wielkim mieście" to nazwa akcji, organizowanej przez W24 i obejmującej teksty, studiom poświęcone. "O dwóch takich, co nie sprzątały", jest uzupełnieniem tytułu, w pełni zresztą poprawnym i odnoszącym się już do tego konkretnego, przedstawianego tu tekstu. Czego więc dotyczyć miałby błąd?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marlena Nika
  • Marlena Nika
  • 15.11.2010 16:28

Z artykułu wynika, że właścicielka podpisała umowę, tylko jak ją skonstruować, żeby zgodnie z prawem bronić się przed lokatorami, którzy np. zarobaczą mieszkanie? Wszakże jest ustawa o ochronie praw lokatorów. Czy sankcje finansowe wchodzą w grę, np. obowiązek pokrycia kosztów dezynsekcji? Studenci są różni - ok. Nikt nie jest idealny, i nie chodzi tu o wzorowy porządek, a o minimum, które nie doprowadzi mieszkania do ruiny. A co z innymi lokatorami, którzy to muszą znosić? Brud i obcy ludzie w mieszkaniu przez kilka dni. Czym innym jest bałagan, a czym innym syf, do którego lgną robale.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Podczas towarzyskiej godzinnej pogawędki na neutralnym gruncie o wiele łatwiej sprawdzić taką osobę niż przy samym tylko spotkaniu w mieszkaniu. "

Nawet ta godzinna rozmowa niczego tak naprawdę nie wyjaśni.

Co do umowy. Jeśli wynajmujący jest zdziwiony istnieniem takowej, można próbować go uświadamiać, ale nie wiem czy warto. Może mieć opory przed podpisaniem, potrzebę zasięgnięcia porady prawnej itp.
Oczywiście można w to brnąć, jeśli oferta wydaje się atrakcyjna, ale... ja zdecydowanie preferuję świadome osoby. Wtedy układ jest jasny od początku. Bez niedomówień, które się i tak dopowiedzą same przy jakichkolwiek problemach. Z tym, że wtedy niekoniecznie zgodnie z wolą strony. Którejkolwiek.

Komentarz został ukrytyrozwiń
marcio
  • marcio
  • 15.11.2010 15:36

Kiedy zostanie poprawiony błąd w tytule??????????????????????

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, może nieco nieściśle się wyraziłam. Większość właścicieli meiszkań podpisuje umowę po kilkunastominutowym spotkaniu z przyszłymi lokatorami. Często też nie wiedzą, jak taką umowę skonstruować. Jedna z moich gospodyń, o dziwo dość młoda Pani, w ogóle zdziwiła się, kiedy przyniosłam jej wzór umowy do wglądu :) Właśnie taka niefrasobliwość prowadzi do nieciekawych sytuacji.

Najlepszym sposobem "sprawdzania" potencjalnych lokatorów, z jakim się do tej pory spotkałam, było... zaproszenie ich na kawę. Podczas towarzyskiej godzinnej pogawędki na neutralnym gruncie o wiele łatwiej sprawdzić taką osobę niż przy samym tylko spotkaniu w mieszkaniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Student w wielkim mieście. O dwóch takich, co nie sprzątały!!!!!!!!!!!!!! A po jakiemu to jest?????????????

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja zgodzę się z istotnością tematu poruszanego przez autora.
Sam studiuję i wynajmuję mieszkanie we Wrocławiu. Sam musiałem żyć w potężnym syfie spowodowanym przez moje byłe współlokatorki - blaty w kuchni obklejone tłustymi substancjami, umywalka pełna naczyń do tego topnia, że odkręcenie kranu powodowało wylewnie się wody na podłogę, własne kubki u dziewczyn w ich pokoju obrośnięte pleśnią, niespłukana woda w toalecie czy worki ze śmieciami wystawione w przedpokoju, czekające aż same się zniwelują... Grafik ze sprzątaniem też niedużo zmienił...

Komentarz został ukrytyrozwiń

" Lepiej już uświadamiać właścicieli, że powinni lepiej przyglądać się kandydatom, niż potem żałować... :) "

To bardzo ciekawe. Jestem zainteresowany instrukcją, jak "lepiej przyglądać się kandydatom" ? :)
Może jakiś tani, podręczny wariograf ? :)
Może listy polecające od mamy, proboszcza, wychowawcy ze szkoły średniej ?

A tak poważnie. Pozory mylą. Przekonałem się o tym nie raz, jeśli chodzi o lokatorów. Co nie zmienia faktu, że kierujemy się często właśnie nimi.

Dlatego podkreślę. Ważna jest umowa. Dla obu stron. Im bardziej będzie szczegółowa, tym mniejsze prawdopodobieństwo nadużyć. Z obu stron.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zgodzę się z autorem - choćby dlatego, że patrzę na całą sprawę z drugiej strony :)

Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że studenci niszczą mieszkania, drażnią sąsiadów, są głośni i brudzą - jednak nigdy nie widziałam mieszkania (nawet w akademiku), które byłoby doprowadzone do tego legendarnego stanu. Większość sytuacji wyglądała wręcz odwrotnie: właściciel mieszkania zachowywał się nie fair. Przychodził z własnym kluczem pod nieobecność lokatorów, żeby "kontrolować", czy nie niszczą. Za przypalony czajnik liczyli po kilkaset złotych, spotkałam nawet sytuację, w której właściciel za odbite kilka - dosłownie kilka - płytek na balkonie pozwał lokatorki do sądu o kilkutysięczne odszkodowanie, na dodatek po zakończonym okresie trwania umowy.

Dlatego nie sądzę, żeby warto było nagłaśniać kilka na kilkaset przypadków, w których winny złej sytuacji jest lokator. Lepiej już uświadamiać właścicieli, że powinni lepiej przyglądać się kandydatom, niż potem żałować... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.