Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1072 miejsce

Student w wielkim mieście. Studencie, lecz się i Ty!

Odnalezienie się w nowej, studenckiej rzeczywistości wbrew pozorom wcale nie jest takie proste i szybkie. Nowe miejsce, nowi ludzie... A często zdarza się coś, czego nie planowaliśmy, na przykład choroba. I co wtedy?

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Przychodnia_internistyczna1.jpgWyjeżdżając na studia do innego miasta musimy pamiętać o załatwieniu wielu spraw, jak na przykład zapewnienie sobie na miejscu podstawowej opieki zdrowotnej. Często bowiem dopiero w momencie, gdy naprawdę potrzebujemy udać się do lekarza, nie wiemy gdzie i jak. Okazuje się, że nigdzie nie chcą nas przyjąć w ramach umowy z funduszem zdrowia i że każą nam albo zapisać się do prywatnego gabinetu, albo też pojechać do swojego miasta rodzinnego i odwiedzić swojego lekarza. Absurd? Zapewne. Aczkolwiek niestety taka jest rzeczywistość.

"Totalny brak informacji. Dowiadywałam się na początku studiów, podobno miały być jakieś studenckie książeczki zdrowia, ale później okazało się, że ich nie dostaniemy, bo uczelnia już zrezygnowała z takiego rozwiązania. I któregoś miesiąca rozchorowałam się, myślałam, że to zwykłe przeziębienie. Gdy zaczęło robić się poważniej, udałam się do przychodni. Nie przyjęli mnie. Kazano mi szukać gabinetu prywatnego. No i znalazłam. Na końcu miasta. Okazało się, że mam zapalenie płuc, rodzice po mnie przyjechali, zabrali do domu i tam do swojego lekarza. Paranoja jakaś. Pytałam ostatnio opiekuna roku jak to jest, a on wie jeszcze mniej niż ja. Najlepiej nie chorować zatem" - opowiada jedna ze studentek UAM.

Rzeczywiście, jak się okazuje, większość studentów nie ma pojęcia, gdzie szukać pomocy lekarskiej w ramach bezpłatnej opieki zdrowotnej. Informacji na uczelniach brakuje. A studenci na własną rękę muszą szukać rozwiązań. Coraz więcej żaków zapisuje się do studenckiej przychodni Uniwersytetu Ekonomicznego. "Dlaczego tam? Bo tylko o tej przychodni dla studentów słyszałam" - opowiada Paulina z III roku UAM.

Warto też pamiętać, że jeżeli już wybierzemy przychodnię i lekarza rodzinnego w mieście, w którym kontynuujemy naukę, wygasa umowa z naszą rodzimą przychodnią, gdyż jeden pacjent nie może być jednocześnie przypisany do dwóch lekarzy pierwszego kontaktu. W praktyce oznacza to, że jeżeli wybraliśmy takiego lekarza w Poznaniu, to automatycznie zostaliśmy wypisani z naszej poprzedniej przychodni. Oczywiście nie jest to zobowiązanie na całe życie, lekarza rodzinnego możemy zmieniać. I tak na przykład, jeśli wracamy na całe wakacje do domu, wybieramy tam lekarza na okres wakacji i wówczas tylko tam możemy korzystać z bezpłatnej opieki zdrowotnej do momentu, gdy znowu zmienimy swą deklarację.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Informacja całkiem przydatna :)
Sam zostałem zmuszony przez los do przepisana się z rodzinnego miasta do przychodni we Wrocławiu. Miałem problem z uchem. Zacząłem więc wydzwaniać po różnych przychodniach czy zostanę przyjęty, bo sprawa nie wygląda za ciekawie i wymagała pilnej interwencji specjalisty (nie chciałem iść prywatnie, gdyż jeżeli płacę podatki na służbę zdrowia, to oczekuję odpowiednich świadczeń względem pacjentów)... Tylko jedna przechodnia zaoferowała mi, że bez problemu zostanę przyjęty. Poszedłem do owej poradni - poinformowano mnie, że muszę zmienić przychodnię. Załatwianie formalności potrwało 5 minut. Od razu zostałem przyjęty do lekarza pierwszego kontaktu. Dostałem skierowanie i udałem piętro wyżej do laryngologa. Sprawa załatwiona, jak na służbę zdrowia, bezproblemowo! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie nie chciano kiedyś przyjąć w Krakowie po ukąszeniu przez kleszcza...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Oczywiście nie jest to zobowiązanie na całe życie, lekarza rodzinnego możemy zmieniać. I tak na przykład, jeśli wracamy na całe wakacje do domu, wybieramy tam lekarza na okres wakacji i wówczas tylko tam możemy korzystać z bezpłatnej opieki zdrowotnej do momentu, gdy znowu zmienimy swą deklarację" - z tego, co się orientuję, to niezupełnie tak wygląda. Ponoć przychodnię można zmieniać nie częściej niż raz na pół roku...
"Żacy mogą zatem korzystać z usług każdej placówki, która ma podpisaną umowę z NFZ" - owszem, jeśli się do niej zapiszą. Ale, jak sama zresztą napisałaś, automatycznie uniemożliwia nam to wizyty w naszej rodzinnej przychodni.
Raz w roku, w razie sytuacji kryzysowej, może nas przyjąć każda dowolna przychodnia, ale to raz i basta. Tak czy owak, sprawa wygląda fatalnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.