Po zabiegu młoda kobieta zapadła w śpiączkę, prawdopodobnie doszło do trwałego uszkodzenia mózgu. Pacjentkę początkowo leczono w Gdańsku, ostatecznie rodzina zabrała ją do Szwecji.
Sprawa pewnie nie wyszłaby w Polsce na jaw, gdyby - zaalarmowani przez rodzinę - nie zainteresowali się nią szwedzcy dziennikarze. Napisał o niej dziennik "Sydsvenskan" z Malmö, reportaż poświęcony pacjentce ukazał się także w szwedzkiej telewizji.
W Pomorskim Centrum Traumatologii trudno było w środę znaleźć osobę, która gotowa była wypowiedzieć się publicznie na temat zabiegu sprzed trzech miesięcy.
Odesłano nas do wicedyrektora Zbigniewa Krzywosińskiego. Nie ma go jednak w pracy do końca tygodnia.
- Pacjentka była wybudzona po operacji - słyszę nieoficjalnie. - Skarżyła się na ból, więc podano jej fentanyl, syntetyczny lek przeciwbólowy, podawany między innymi pacjentom z urazami po wypadkach i amputacjach kończyn. Może on jednak spowodować depresję oddechową. Niestety, tak się stało.
Nie wiadomo, dlaczego przy chorej nie czuwała pielęgniarka, dlaczego nie wezwano anestezjologa. W rezultacie doszło do uszkodzenia mózgu. Wprawdzie Szwedkę przewieziono na OIOM do Szpitala Wojewódzkiego, ale nie udało się odwrócić skutków niedotlenienia. Kobieta trafiła do Gdańska za pośrednictwem szwedzkiej firmy. Wiadomo już, że nie była jedyną prywatną zagraniczną pacjentką operowaną przez chirurgów plastycznych w Szpitalu Kolejowym.
Sprawą zbulwersowany jest dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki.
Dorota Abramowicz, www.naszemiasto.pl
Czytaj więcej:
w serwisie naszemiasto.pl