Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Styl życia > Studia > Studia bez stresu, za to z pasją? W Niemczech to jest możliwe!

Pozycja materiału w rankingach:

8441 miejsce

Dział: Studia

Ocena: 46pkt

Oceń:

Studia bez stresu, za to z pasją? W Niemczech to jest możliwe!


"8 rano w poniedziałek i tydzień wydaje się nie mieć końca" - to jeden z wyrytych przez jakiegoś znudzonego studenta napisów na krześle w pewnej sali wykładowej na Uniwersytecie Humboldtów.


Często oferowane się również seminaria, mające pomóc danemu wykładowcy w pisaniu książki na dany temat; tak było rok temu, kiedy to profesor Herzberg był w trakcie pisania książki na temat moralności w sytuacjach ekstremalnych. Przemyślenia studentów miały być częścią ostatniego rozdziału pisanego dzieła.

Lista obecności była do niedawna znienawidzonym przez studentów i wykładowców elementem uniwersyteckiej codzienności. Po protestach udało się ją znieść, choć nawet wcześniej była ona raczej zwykłym symbolem, a na zajęciach wykładowca zwykle "zapominał" o niej. Żacy nie przypominali...

Niektóre z zajęć prowadzone są przez samych studentów. Tak dzieje się na tutoriach mających być pomocą w zrozumieniu materiału z wykładu. Dla prowadzących te zajęcia studentów to szansa na zdobycie punktów w ramach praktyk zawodowych, a dla uczestników na zadawanie nieskończonej liczby pytań oraz czas na dyskusję.

Niemiecki student spędza przeciętnie nie więcej niż 15 godzin tygodniowo na zajęciach. Dodając do tego luźną atmosferę panującą na uczelni wydawać się może, iż osoba, która o 8 rano zajmowała się czymś zupełnie innym niż zajęcia, w których uczestniczyła, miała zwyczajnie gorszy dzień. Możliwym jest również, że pisała to jeszcze w czasach, gdy w ławach tych zasiadał sam Einstein, co tłumaczyłby nie tylko opłakany stan wielu sal wykładowych, ale również obecność na uczelni już o 8 rano. Dziś na uniwersytecie nikt nie pojawia się wcześniej niż o 10.
 / Fot. Ciro Fusco PAP/EPA
Aleksandra Puciłowska OFFline profil autora

Autor: Aleksandra Puciłowska

Napisz do autora

Artykuły (53) Galerie (8) Średnia ocen (4.01)

Wiek: 25 | Miejscowość: Berlin | Kraj: Niemcy

O mnie: Slawistka, filozofka. Miłośniczka kotów, Huxley'a i piwa z imbirem.

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 34

Sortuj komentarze:

Autor usunął profil 04.01.2010 16:50

Ocena: Ocena pozytywna 66 Ocena negatywna 47

Przepraszam, że trochę zboczyłam z tematu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 04.01.2010 16:49

Ocena: Ocena pozytywna 65 Ocena negatywna 60

Nigdy w Niemczech nie studiowałam, za to do szkoły podstawowej i gimnazjum w Niemczech uczęszczałam. Poza dogodnościami natury technicznej (sale, sprzęt, pomoce naukowe) oraz ogromem możliwości w wyborze ścieżki życiowej, jak i promocją uzdolnionych uczniów w pamięci zapadł mi jeden negatywny fakt. Otóż różnica między polskimi a niemieckimi uczniami polega na wykorzystywaniu wspomnianych wyżej zasobów. Niemieccy uczniowie nie potrafią lub nie chcą korzystać z danych im możliwości. W Polsce za to nadal mamy braki i tak np. nadal istnieją szkoły, w których uczniowie ćwiczą w małych salkach na parkiecie z brakującymi elementami zamiast przestronnej, nowoczesnej sali gimnastycznej. To samo dotyczy programów stypendialnych, pomocy materialnej i ogólnie całej promocji ucznia. Niby coś takiego istnieje, ale uczeń musi się w tej tematyce orientować i poszukiwać. Rzadko kiedy nauczyciele obserwują i interweniują. W Polsce jest dużo teorii do nauki, ale zarówno z moich doświadczeń jak i z prasy można dowiedzieć się, że Polacy przewyższają poziomem wiedzy ludzi pochodzących z Niemiec czy USA.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewa Kuryło 29.12.2009 17:50

Ocena: Ocena pozytywna 68 Ocena negatywna 61

Studiuję na UW. Na polonistyce jest tak: plan na sem układami paktycznie sami. Nie ma modułów ale są semestry - wielkiej roznicy nie widze. Chyba ze np. "rzeczy do rozliczenia do 3 roku" (lektoraty, wf, etc) to jeden modul a 2 ost lata to drugi. Dydkusja to jest to co wykładowca lubi najbardziej (specyfika kierunku.... tez, ale przecież jakby sie uparli na powtórke ze szkoły to przeciez bułka z masłem, a jednak robia dyskusje). Zmiana zdania lub refleksja pod wpływem studenciaków - owszem, zdarza się. Przedmioty do wyboru? Co roku lista liczy kilkadziesiąt przedmiotow z roznych dziedzin, to my decydujemy ile, kiedy jakie robimy (jedyna wada - system zapisu jest internetowy i sie wiesza, zapisy przypominaja czekanie na otwarta linie w konkursach tv - trza miec czas, fart i stalowe nerwy/cierpliwosc). Specjalizacja zawodowa - do wyboru. Moja praktyczna dosc (nauczycielska), wykładowcy raczej tez praktyczne rady daja, duzo praktyk (w kazdym typie szkoly po 50 h). Sposob uczenia odbiega lekko od szkolnego - nacisk na rozwijanie zainteresowan, sporo pracy własnej (co roku pod okiem wykladowcy piszemy krotka prace z literatury - temat wymyslamy sami). Stosunek do studenta: listy sa (ale roznie "traktowane"), wykładowcy raczej dostępni, przyjazni, do poradzenia/do pomocy, da sie dogadac/załatwic, zapisac do znajomych na n-k ;) Są tacy co po pół roku od skonczenia z nami zajec z chęcią odp na nasz mail z prosba o pomoc w pisaniu pracy i tej pomocy udzielą. Ogolnie - nie narzekam, choc dla chcacego nic trudnego i pewnie cos by sie znalazło. Ale nie chce mi sie szukac :p

Komentarz został ukrytyrozwiń

Monika Redlińska 22.12.2009 06:50

Ocena: Ocena pozytywna 63 Ocena negatywna 69

Kiedy zaczęłam studiować w Niemczech mój synek miał 3 lata i mogłam bez problemu dopasować plan zajęć do godzin studenckiego żłobka (czyli od 9 do 13).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hanna Spinalska 21.12.2009 12:55

Ocena: Ocena pozytywna 68 Ocena negatywna 62

Ja nigdy nie miałam możliwości układania planu zajęć na polskich uczelniach - a studiowałam w Poznaniu, a teraz we Wrocławiu. Plany przeważnie miałam bardzo niepraktycznie zorganizowane. ( trzeba było się zawsze nagimnastykować i poukładać z wykładowcami co do godzin zajęć i grup, by móc mieć czas na np. pracę, czy też wolontariat). Największym kuriozum były dla mnie zapisy na przedmioty opcyjne. Kolejkę zajmowało się już o 6 rano, by zmieścić się na listę z przedmiotu, którym byliśmy zainteresowani:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 20.12.2009 17:14

Ocena: Ocena pozytywna 66 Ocena negatywna 70

Era ścisłej specjalizacji... Znam tutaj pana inżyniera, którego ja cudzoziemiec mógłbym uczyć zasad niemieckiej pisowni:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Anna Krajewska 20.12.2009 15:47

Ocena: Ocena pozytywna 62 Ocena negatywna 62

Niestety Pani Magdo,nie zgodzę się z Panią.
Kto odnosi w USA SUKCESY NAUKOWE?Żartuje Pani?PROSZĘ POCZYTAĆ O POLSKICH SUKCESACH!
Moi uczniowie wracający z USA,zmuszeni byli cofnąć się o dwie klasy aby poradzić sobie z nauką.
O REFORMIE NIE BĘDĘ PISAŁA-przeszłam ją na własnej skórze!Ta reforma nie jest żałosna!-jest żenująca.
Niestety wchodzimy w erę ścisłej specjalizacji.........
Pozdrawiam
ANNA

Komentarz został ukrytyrozwiń

S. Korn. 20.12.2009 15:46

Ocena: Ocena pozytywna 63 Ocena negatywna 67

Aż żałośc bierze, gdy się te bzdury czyta na temat polskich uczelni i profesorów. Nie dziwię się , że jeśli profesor musiał słuchać takich farmazonow jak te, które tu wypisujecie, to Mu nerwy puściły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magdalena Kołodziej 20.12.2009 15:34

Ocena: Ocena pozytywna 70 Ocena negatywna 64

P. Aspazjo, "W Polsce ROZPOCZĘTO TZW reformę szkolnictwa ,,podpatrując system edukacyjny w Niemczech,w USA,i innych krajach.NIE WIDZĘ W TYM NIC POZYTYWNEGO!
I doczekamy się np;matematyków,fizyków........nie znających prostych zasad pisowni."

Od nauczania prostych zasad pisowni są szkoły podstawowe, gimnazjalne i ponadgimnazjalne, chyba się Pani ze mną zgodzi.

Moim zdaniem, bardzo dobrze, że wchodzimy w erę (chociaż ja osobiście tego nie zauważyłam) ścisłej specjalizacji.Warto sobie odpowiedziec na pytanie, dlaczego USA i Niemcy odnoszą sukcesy naukowe, a u nas w Polsce każdy duży projekt studencki to ogromny powód do radości? Czasem to się robi aż żałosne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 20.12.2009 13:27

Ocena: Ocena pozytywna 65 Ocena negatywna 58

Ja również nasłuchałam się wielu ciekawych historii z życia polskiego studenta. W głowie się po prostu nie mieści. I nie były to historie osób z jednego, dwóch, czy nawet trzech uniwerków. Również to o czym pisze Ola ma miejsce na uczelniach w całej Polsce. Niektórzy mają więcej szczęścia i mogą studiować w "ludzkich warunkach". Z tym, że to co w Polsce nazywa się szczęściem, w Niemczech od dawna jest po prostu standardem. I właśnie nad tym należy ubolewać. W Niemczech student zawsze jest traktowany z szacunkiem, jak partner, w razie wątpliwości ma się do kogo zwrócić. O tym świadczy nie tylko wysoka kultura osobista, której brakuje wielu polskich profesorom, ale także wiele poradni oferowanych na samej uczelni: dla osób nie pełnosprawnych, poradnia psychologiczna, dla studiujących rodziców, dla studentów zagranicznych. W Polsce albo ma się szczęście, albo trzeba zagryźć zęby, spiąć d*** i byle do rychłego ukończenia studiów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.