Pozycja materiału w rankingach:
"8 rano w poniedziałek i tydzień wydaje się nie mieć końca" - to jeden z wyrytych przez jakiegoś znudzonego studenta napisów na krześle w pewnej sali wykładowej na Uniwersytecie Humboldtów.
Czy w rzeczywistości studia u naszych zachodnich sąsiadów są aż tak żmudne i wyczerpujące?Zobacz także:
Artykuły
(53)
Galerie
(8)
Średnia ocen
(3.99)
Wiek: 25 | Miejscowość: Berlin | Kraj: Niemcy
O mnie: Slawistka, filozofka. Miłośniczka kotów, Huxley'a i piwa z imbirem.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 04.01.2010 16:50
Przepraszam, że trochę zboczyłam z tematu.
Autor usunął profil 04.01.2010 16:49
Nigdy w Niemczech nie studiowałam, za to do szkoły podstawowej i gimnazjum w Niemczech uczęszczałam. Poza dogodnościami natury technicznej (sale, sprzęt, pomoce naukowe) oraz ogromem możliwości w wyborze ścieżki życiowej, jak i promocją uzdolnionych uczniów w pamięci zapadł mi jeden negatywny fakt. Otóż różnica między polskimi a niemieckimi uczniami polega na wykorzystywaniu wspomnianych wyżej zasobów. Niemieccy uczniowie nie potrafią lub nie chcą korzystać z danych im możliwości. W Polsce za to nadal mamy braki i tak np. nadal istnieją szkoły, w których uczniowie ćwiczą w małych salkach na parkiecie z brakującymi elementami zamiast przestronnej, nowoczesnej sali gimnastycznej. To samo dotyczy programów stypendialnych, pomocy materialnej i ogólnie całej promocji ucznia. Niby coś takiego istnieje, ale uczeń musi się w tej tematyce orientować i poszukiwać. Rzadko kiedy nauczyciele obserwują i interweniują. W Polsce jest dużo teorii do nauki, ale zarówno z moich doświadczeń jak i z prasy można dowiedzieć się, że Polacy przewyższają poziomem wiedzy ludzi pochodzących z Niemiec czy USA.
Ewa Kuryło 29.12.2009 17:50
Studiuję na UW. Na polonistyce jest tak: plan na sem układami paktycznie sami. Nie ma modułów ale są semestry - wielkiej roznicy nie widze. Chyba ze np. "rzeczy do rozliczenia do 3 roku" (lektoraty, wf, etc) to jeden modul a 2 ost lata to drugi. Dydkusja to jest to co wykładowca lubi najbardziej (specyfika kierunku.... tez, ale przecież jakby sie uparli na powtórke ze szkoły to przeciez bułka z masłem, a jednak robia dyskusje). Zmiana zdania lub refleksja pod wpływem studenciaków - owszem, zdarza się. Przedmioty do wyboru? Co roku lista liczy kilkadziesiąt przedmiotow z roznych dziedzin, to my decydujemy ile, kiedy jakie robimy (jedyna wada - system zapisu jest internetowy i sie wiesza, zapisy przypominaja czekanie na otwarta linie w konkursach tv - trza miec czas, fart i stalowe nerwy/cierpliwosc). Specjalizacja zawodowa - do wyboru. Moja praktyczna dosc (nauczycielska), wykładowcy raczej tez praktyczne rady daja, duzo praktyk (w kazdym typie szkoly po 50 h). Sposob uczenia odbiega lekko od szkolnego - nacisk na rozwijanie zainteresowan, sporo pracy własnej (co roku pod okiem wykladowcy piszemy krotka prace z literatury - temat wymyslamy sami). Stosunek do studenta: listy sa (ale roznie "traktowane"), wykładowcy raczej dostępni, przyjazni, do poradzenia/do pomocy, da sie dogadac/załatwic, zapisac do znajomych na n-k ;) Są tacy co po pół roku od skonczenia z nami zajec z chęcią odp na nasz mail z prosba o pomoc w pisaniu pracy i tej pomocy udzielą. Ogolnie - nie narzekam, choc dla chcacego nic trudnego i pewnie cos by sie znalazło. Ale nie chce mi sie szukac :p
Monika Redlińska 22.12.2009 06:50
Kiedy zaczęłam studiować w Niemczech mój synek miał 3 lata i mogłam bez problemu dopasować plan zajęć do godzin studenckiego żłobka (czyli od 9 do 13).
Hanna Spinalska 21.12.2009 12:55
Ja nigdy nie miałam możliwości układania planu zajęć na polskich uczelniach - a studiowałam w Poznaniu, a teraz we Wrocławiu. Plany przeważnie miałam bardzo niepraktycznie zorganizowane. ( trzeba było się zawsze nagimnastykować i poukładać z wykładowcami co do godzin zajęć i grup, by móc mieć czas na np. pracę, czy też wolontariat). Największym kuriozum były dla mnie zapisy na przedmioty opcyjne. Kolejkę zajmowało się już o 6 rano, by zmieścić się na listę z przedmiotu, którym byliśmy zainteresowani:-)
Autor usunął profil 20.12.2009 17:14
Era ścisłej specjalizacji... Znam tutaj pana inżyniera, którego ja cudzoziemiec mógłbym uczyć zasad niemieckiej pisowni:)
Anna Krajewska 20.12.2009 15:47
Niestety Pani Magdo,nie zgodzę się z Panią.
Kto odnosi w USA SUKCESY NAUKOWE?Żartuje Pani?PROSZĘ POCZYTAĆ O POLSKICH SUKCESACH!
Moi uczniowie wracający z USA,zmuszeni byli cofnąć się o dwie klasy aby poradzić sobie z nauką.
O REFORMIE NIE BĘDĘ PISAŁA-przeszłam ją na własnej skórze!Ta reforma nie jest żałosna!-jest żenująca.
Niestety wchodzimy w erę ścisłej specjalizacji.........
Pozdrawiam
ANNA
Sława Kornacka 20.12.2009 15:46
Aż żałośc bierze, gdy się te bzdury czyta na temat polskich uczelni i profesorów. Nie dziwię się , że jeśli profesor musiał słuchać takich farmazonow jak te, które tu wypisujecie, to Mu nerwy puściły.
Magdalena Kołodziej 20.12.2009 15:34
P. Aspazjo, "W Polsce ROZPOCZĘTO TZW reformę szkolnictwa ,,podpatrując system edukacyjny w Niemczech,w USA,i innych krajach.NIE WIDZĘ W TYM NIC POZYTYWNEGO!
I doczekamy się np;matematyków,fizyków........nie znających prostych zasad pisowni."
Od nauczania prostych zasad pisowni są szkoły podstawowe, gimnazjalne i ponadgimnazjalne, chyba się Pani ze mną zgodzi.
Moim zdaniem, bardzo dobrze, że wchodzimy w erę (chociaż ja osobiście tego nie zauważyłam) ścisłej specjalizacji.Warto sobie odpowiedziec na pytanie, dlaczego USA i Niemcy odnoszą sukcesy naukowe, a u nas w Polsce każdy duży projekt studencki to ogromny powód do radości? Czasem to się robi aż żałosne...
Autor usunął profil 20.12.2009 13:27
Ja również nasłuchałam się wielu ciekawych historii z życia polskiego studenta. W głowie się po prostu nie mieści. I nie były to historie osób z jednego, dwóch, czy nawet trzech uniwerków. Również to o czym pisze Ola ma miejsce na uczelniach w całej Polsce. Niektórzy mają więcej szczęścia i mogą studiować w "ludzkich warunkach". Z tym, że to co w Polsce nazywa się szczęściem, w Niemczech od dawna jest po prostu standardem. I właśnie nad tym należy ubolewać. W Niemczech student zawsze jest traktowany z szacunkiem, jak partner, w razie wątpliwości ma się do kogo zwrócić. O tym świadczy nie tylko wysoka kultura osobista, której brakuje wielu polskich profesorom, ale także wiele poradni oferowanych na samej uczelni: dla osób nie pełnosprawnych, poradnia psychologiczna, dla studiujących rodziców, dla studentów zagranicznych. W Polsce albo ma się szczęście, albo trzeba zagryźć zęby, spiąć d*** i byle do rychłego ukończenia studiów.
"Gorący" Zlot Morsów w Mielnie [Zdjęcia]
(odsłon: +849)