Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9537 miejsce

Studia w Niemczech czyli vs. Erasmus w Polsce. Cz. II

Obiecałam, że napiszę ten artykuł już ponad rok temu. A że nie rzucam słów na wiatr, oto on! Mój powrót do porównania studiów polskich i niemieckich. Teraz już po tym, jak sama je zasmakowałam!

Mój artykuł na temat studiów w Niemczech wywołał burzę emocji i dyskusji. Znalazło się wielu zwolenników mojej tezy, że polskie studia studentów mocno ograniczają, ale również przeciwników tej opcji. Tak jak obiecałam, temat podejmuję ponownie - już po Erasmusie we Wrocławiu. / Fot. Aleksandra Pucilowska

Pół roku we Wrocławiu minęło bardzo miło i niespodziewanie szybko. Ile z owych dobrych wspomnień zawdzięczam polskiemu uniwersytetowi?

Przyjęto nas wszystkich bardzo ciepło, były upominki, było uroczyste powitanie, były uśmiechy i życzenia powodzenia. Kłopot pierwszy pojawił się, kiedy przeżyć musiałam swoją pierwszą przygodę z polskim dziekanatem, który kojarzył mi się głównie ze źle umalowaną i antypatyczną panią z kultowej komedii "Kogel Mogel". Bardzo przyjemnie stało mi się w kilkunastometrowej kolejce w ciasnym korytarzu, wymieniając się pierwszymi wrażeniami z innymi studentami z całego świata, którzy podobnie, jak i ja, postanowili przez najbliższy okres przybliżyć sobie trochę realia polskiego studiowania i rozkoszować się, nota bene, przepięknym Wrocławiem.

Jakże niemiłe było moje rozczarowanie, kiedy to po prawie dwóch godzinach, z dziekanatu wyszła pewna pani, która wprawdzie była o niebo lepiej umalowana od swej filmowej koleżanki, ale w sprawie sympatyczności za to będąc niemalże jej bliźniaczką, i oświadczyła, że żadnych legitymacji ona dziś nie wydaje i nie wie dlaczego, kazano nam się już dziś po nie zgłosić.
Bez obaw, Drodzy Czytelnicy! Legitymację udało mi się zdobyć już za trzecim podejściem i jestem nawet w dniu dzisiejszym w jej posiadaniu. Czysto pamiątkową ma ona naturalnie wartość, bo o sprawie dotyczącej zniżek studentów zagranicznych w Polsce już pisałam- dziwnym trafem student warszawski w Berlinie nadal pozostaje studentem, za to student berliński traci ów status, gdy tylko znajdzie się na ziemi polskiej. Paradoks wart uwagi, ale o tym innym razem!

Zajęcia na Uniwersytecie Wrocławskim były miłe. Niektóre aż za bardzo. Żarty pewnego profesora, którego z oczywistych względów, nazwiska nie wymienię, dotyczące przykładowo urody studentek z drugiego rzędu, kończące się propozycją "marszu na kolanach do gabinetu pana profesora" trąciły lekko tanią historią, niegodną murów tak szanowanej uczelni.
Również gombrowiczowskie "upupianie", czytając choćby listę obecności przez docentów i zgłaszanie się przy swym nazwisku studentów, przypomniały mi wprawdzie bardzo sentymentalnie czasy szkoły podstawowej, ale było trochę nie na miejscu. Cała instytucja sprawdzania obecności uwłacza już, moim skromnym zdaniem, godności szkoły wyższej, gdzie uczęszczać mają osoby dorosłe i odpowiedzialne, biorące odpowiedzialność za siebie i za swą naukę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

@Artur Wojnowski
A pana zdaniem, student ma siedzieć chicho, kiedy uczelnia nie wywiązuje się z umowy?
Najwyższa pora aby w ustawie o szkolnictwie wyższym znalazły się odpowiednie przepisy. Np kary finansowe dla uczelni za rozwiązanie, bądź niedopełnienie warunków umowy.
Takie zmiany od dawna forsuje Parlament Studentów RP.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Hanna Sidorska

/A na marginesie dodam, że jeśli student zapragnie zawalczyć o swoje prawa na uczelni np. kiedy ta zamyka jego kierunek, to jest skazany na sromotną porażkę, bo prawo w żaden sposób tego nie reguluje. /

Skoro prawo nie reguluje, to jak student ma walczyć "o swoje prawa" ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niesmaczne żarty profesorów skąd ja to znam. Jeden z moich wykładowców na egzaminie końcowym ze swojego przedmiotu, rzucił żartem, że studentki mogą zaliczyć pod stołem w czasie gdy panowie będą pisać ...
Jeśli chodzi o podziały między kadrą a studentami, to jako takich nie ma, bo i stołówki nie ma ;) Do większości kadry nie miałam nigdy zastrzeżeń (z takimi wyjątkami, jak wspomniany wcześniej profesor). Pożyczali książki, których nigdzie nie szło dostać. Rozmawiali przy papierosie o studiach, zajęciach itp. Pani z dziekanatu również jest bardzo miła i pomaga w wielu kwestiach, ale często jej dobre chęci idą na marne, gdyż "siły wyższe" uczelni robią wszystko by nam i jej życie utrudnić.
Co do obecności, to jej sprawdzanie jest dla mnie czystą farsą. Nawet jeśli student pojawił się na dwóch ćwiczeniach na semestr, to i tak jakimś cudem zdaje i dostaje tę samą ocenę, co ten, który był na wszystkich.
A na marginesie dodam, że jeśli student zapragnie zawalczyć o swoje prawa na uczelni np. kiedy ta zamyka jego kierunek, to jest skazany na sromotną porażkę, bo prawo w żaden sposób tego nie reguluje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brak odpowiedzi i reakcji na wpis Joanna Pachla 12.05.2011 23:57 ....jest już dyskwalifikacją. Nie chce odnosić się do treści bo materiał w M3G. Jest jednak cholernie dyskusyjny. Odpowiedzi autorki niemniej. Materiał pomimo zastrzeżeń dalej wisi w oknie przeznaczonym dla b.dobrych materiałów. Tutaj tego nie dostrzegam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znajomość gramatyki i styl mego pisania nie jest wprawdzie przedmiotem powyższego artykułu i całej sprawy, ale z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o owych brakach stylistycznych i gramatycznych..?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ewa
  • Ewa
  • 13.05.2011 23:29

Jak na studentkę literatury tekst stylistycznie i gramatycznie wybrakowany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No szczerze mówiąc, to mnie odbijanie karty pomiaru czasu w pracy też by się nie podobało. Nawet nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby mi coś takiego narzucić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja Cię przepraszam, ale studia, a karta przy pracy zawodowej (której zresztą, w zupełności nie popieram) to co innego. Studia to jest coś, co powinno się robić z pasji- takie były początki szkolnictwa wyższego i możesz mnie nazwać idealistką, która się ośmiesza, ale tym powinny być i dziś. I wiem, że mogą tym być, bo to widzę dzień w dzień u siebie na uniwerku.

A co do kart w pracy zawodowej: zawsze byłam, jestem i pozostanę wielką przeciwniczką robienia z naszej cywilizacji społeczeństwa Wielkiego Brata. Ale, o ile Ty tego typu zjawiska popierasz, to gratuluję świadomości obywatelskiej!

Komentarz został ukrytyrozwiń
student
  • student
  • 13.05.2011 16:53

Nie dość, że uparta, to jeszcze brnie. Podpisywanie listy obecności, odbijanie karty pomiaru czasu-w pracy zawodowej, też będzie godzić w Twoją godność. Nie ośmieszaj się dziewczyno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko jest jedno "ale" - wielu studentów pracuje, bo musi. Poza tym uważa się (i chyba faktycznie tak jest), że z zawodowego punktu widzenia z rozpoczęciem pracy lepiej nie czekać do zrobienia dyplomu. Być może, gdyby studia naprawdę przygotowywały do pracy, wówczas dla pracodawcy dyplom byłby istotniejszym argumentem niż lata przepracowane w firmie X. Tak czy siak, wszystko to pokazuje, że całość jest kiepsko zorganizowana.

A z ciekawostek - ja po powrocie ze swojego Erasmusa miałam problemy z niektórymi polskimi prowadzącymi, mimo że wyjechałam legalnie, na podstawie umowy między uczelniami, a prowadzący wiedzieli o sprawie. Gdybym nie pozmieniała na szybko prowadzących, skończyłoby się aferą albo powtarzaniem roku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.