Pozycja materiału w rankingach:
Obiecałam, że napiszę ten artykuł już ponad rok temu. A że nie rzucam słów na wiatr, oto on! Mój powrót do porównania studiów polskich i niemieckich. Teraz już po tym, jak sama je zasmakowałam!

Zobacz także:
Artykuły
(53)
Galerie
(8)
Średnia ocen
(4.01)
Wiek: 25 | Miejscowość: Berlin | Kraj: Niemcy
O mnie: Slawistka, filozofka. Miłośniczka kotów, Huxley'a i piwa z imbirem.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Hanna Sidorska 30.05.2011 22:15
@Artur Wojnowski
A pana zdaniem, student ma siedzieć chicho, kiedy uczelnia nie wywiązuje się z umowy?
Najwyższa pora aby w ustawie o szkolnictwie wyższym znalazły się odpowiednie przepisy. Np kary finansowe dla uczelni za rozwiązanie, bądź niedopełnienie warunków umowy.
Takie zmiany od dawna forsuje Parlament Studentów RP.
Artur Wojnowski 27.05.2011 02:32
@ Hanna Sidorska
/A na marginesie dodam, że jeśli student zapragnie zawalczyć o swoje prawa na uczelni np. kiedy ta zamyka jego kierunek, to jest skazany na sromotną porażkę, bo prawo w żaden sposób tego nie reguluje. /
Skoro prawo nie reguluje, to jak student ma walczyć "o swoje prawa" ?
Hanna Sidorska 27.05.2011 01:53
Niesmaczne żarty profesorów skąd ja to znam. Jeden z moich wykładowców na egzaminie końcowym ze swojego przedmiotu, rzucił żartem, że studentki mogą zaliczyć pod stołem w czasie gdy panowie będą pisać ...
Jeśli chodzi o podziały między kadrą a studentami, to jako takich nie ma, bo i stołówki nie ma ;) Do większości kadry nie miałam nigdy zastrzeżeń (z takimi wyjątkami, jak wspomniany wcześniej profesor). Pożyczali książki, których nigdzie nie szło dostać. Rozmawiali przy papierosie o studiach, zajęciach itp. Pani z dziekanatu również jest bardzo miła i pomaga w wielu kwestiach, ale często jej dobre chęci idą na marne, gdyż "siły wyższe" uczelni robią wszystko by nam i jej życie utrudnić.
Co do obecności, to jej sprawdzanie jest dla mnie czystą farsą. Nawet jeśli student pojawił się na dwóch ćwiczeniach na semestr, to i tak jakimś cudem zdaje i dostaje tę samą ocenę, co ten, który był na wszystkich.
A na marginesie dodam, że jeśli student zapragnie zawalczyć o swoje prawa na uczelni np. kiedy ta zamyka jego kierunek, to jest skazany na sromotną porażkę, bo prawo w żaden sposób tego nie reguluje.
Ireneusz Mosiczuk 17.05.2011 18:12
Brak odpowiedzi i reakcji na wpis Joanna Pachla 12.05.2011 23:57 ....jest już dyskwalifikacją. Nie chce odnosić się do treści bo materiał w M3G. Jest jednak cholernie dyskusyjny. Odpowiedzi autorki niemniej. Materiał pomimo zastrzeżeń dalej wisi w oknie przeznaczonym dla b.dobrych materiałów. Tutaj tego nie dostrzegam.
Aleksandra Puciłowska 13.05.2011 23:33
Znajomość gramatyki i styl mego pisania nie jest wprawdzie przedmiotem powyższego artykułu i całej sprawy, ale z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o owych brakach stylistycznych i gramatycznych..?
Ewa 13.05.2011 23:29
Jak na studentkę literatury tekst stylistycznie i gramatycznie wybrakowany.
Urszula Agata Marczewska 13.05.2011 22:57
No szczerze mówiąc, to mnie odbijanie karty pomiaru czasu w pracy też by się nie podobało. Nawet nie przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby mi coś takiego narzucić.
Aleksandra Puciłowska 13.05.2011 22:17
Ja Cię przepraszam, ale studia, a karta przy pracy zawodowej (której zresztą, w zupełności nie popieram) to co innego. Studia to jest coś, co powinno się robić z pasji- takie były początki szkolnictwa wyższego i możesz mnie nazwać idealistką, która się ośmiesza, ale tym powinny być i dziś. I wiem, że mogą tym być, bo to widzę dzień w dzień u siebie na uniwerku.
A co do kart w pracy zawodowej: zawsze byłam, jestem i pozostanę wielką przeciwniczką robienia z naszej cywilizacji społeczeństwa Wielkiego Brata. Ale, o ile Ty tego typu zjawiska popierasz, to gratuluję świadomości obywatelskiej!
student 13.05.2011 16:53
Nie dość, że uparta, to jeszcze brnie. Podpisywanie listy obecności, odbijanie karty pomiaru czasu-w pracy zawodowej, też będzie godzić w Twoją godność. Nie ośmieszaj się dziewczyno.
Urszula Agata Marczewska 13.05.2011 12:43
Tylko jest jedno "ale" - wielu studentów pracuje, bo musi. Poza tym uważa się (i chyba faktycznie tak jest), że z zawodowego punktu widzenia z rozpoczęciem pracy lepiej nie czekać do zrobienia dyplomu. Być może, gdyby studia naprawdę przygotowywały do pracy, wówczas dla pracodawcy dyplom byłby istotniejszym argumentem niż lata przepracowane w firmie X. Tak czy siak, wszystko to pokazuje, że całość jest kiepsko zorganizowana.
A z ciekawostek - ja po powrocie ze swojego Erasmusa miałam problemy z niektórymi polskimi prowadzącymi, mimo że wyjechałam legalnie, na podstawie umowy między uczelniami, a prowadzący wiedzieli o sprawie. Gdybym nie pozmieniała na szybko prowadzących, skończyłoby się aferą albo powtarzaniem roku.