Pozycja materiału w rankingach:
W ostatnich latach obniżył się poziom prywatnych studiów wyższych. To konsekwencja ich umasowienia. Dużo gorszy jest brak ośrodków, umożliwiających rozwój najlepszym, którzy muszą przez to emigrować z kraju
Do napisania tekstu zachęciły mnie dwa bodźce. Pierwszym
była reakcja czytelników na mój tekst „Mam dyplom uczelni, która przestała istnieć
”. Tylko jedna opinia dotyczyła tematu wiarygodności finansowej uczelni. Pozostałe krytykowały systematyczne
obniżanie się poziomu nauczania na prywatnych studiach.
Należy więc przypuszczać, że poziom nauczania jest większym problem niż finanse uczelni.
Drugim bodźcem był napis na T-shircie: „STUDIUJĘ WIĘC BĘDĘ BEZROBOTNYM MAGISTREM”. T-shirt był, zgodnie z jego naturą unisexualny, natomiast pierś na której leżał bardzo kobieca, problem był więc tak napięty, że trudno było go nie zauważyć, co więcej – oderwać wzrok.
W USA jest gorzejZobacz także:
Artykuły
(4)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.47)
Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Aldona Kullmann 03.09.2006 22:50
Jak powiedział Seneka "Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia".
Szkoły, uczelnie, nawet małe, i w małych miejscowościach, dysponując kilkoma wykładowcami z pasją, mogą lepiej przygotować studentów do życia, niż bezosobowe molochy. Oczywiscie istnieje rachunek ekonomiczny małych uczelni, ale wszystko można zoptymalizować. Komisje akredytacyjne zwykle nie rozmawiają z wykładowcami, lecz wczytują się w papierki, plany i sprawozdania. Nawet wysłuchanie z zaskoczenia kilku minut wykładów nie odzwierciedla charyzmy pedagogicznej wykładowcy i jego umiejętności przekazywania wiedzy. Z doświadczenia wiem, ze kontakt ze studentem na konsultacjach, w trakcie prowadzenia prac dyplomowych, nie mówiąc o wykładach służy podtrzymaniu zaufania studentów do samych siebie, że podołają, że i ich stać na wyjątkowe osiągnięcia.
Dążę do tego, że uczelnie powinny wspierać się na wykładowcach wszechstronnych, charyzmatycznych, z pasją pracy naukowej i dydaktycznej, na Mistrzach. Mistrza nie czyni tytuł, etat, lecz pasja pogłębiania wiedzy, zadziwienie światem, szacunek dla studentów, i prawdziwa przyjażń dla osób na sali, troska o ich przyszłość... Wielu takich wykładowców niestety z trudem utrzymuje się w życiu, nie mogąc dobić się do uczelni, bo oni są mistrzami tylko na sali wykładowej, w laboratorium... To przede wszystkim dobrzy wykładowcy są bez pracy. A to implikuje( jeśli nie nizszy poziom uczelni, bo ten jest szacowany liczbą profesorów etatowych), to bezowocnością takich studiów dla jej absolwentów. Zmęczeni studenci tylko biernie zaliczają materiał, nie wczuwając się w wykładaną teorię, nie uruchamiając pokładów własnej twórczej myśli. I wypłukani z wszelkiej pasji, nawet nie zapłodnieni nią, bez zainteresowań, często poniżeni kontaktem: ja -głupi student - on "mądry", niedostępny, niezrozumiany, bo nielogicznie bełkoczący wykładowca -nie mogą liczyć na pracę.
Uczelnia nie może nauczyć wszystkiego (tylko naiwi myślą, że uczelnia nauczy wszystkiego raz na zawsze) ale może dać klucz do rozwiązywania problemów naukowych, zawodowych, życiowych. Osobowość wykładowcy ma istotny wpływ na dalszą drogę jego uczniów. I o tym także, prócz rachunku ekonomicznego powinny pamiętać uczelnie, chcące przetrwać na rynku. My, wykładowcy rozliczamy się z jakości życia naszych studentów...
Oliwia Piotrowska 03.09.2006 12:04
Ja sądzę, że także pracodawcy zweryfikują rynek uczelni, już dziś pojawiają się ogłoszenia z treścią: "- wykształcenie wyższe (z wyjątkiem dyplomów XYZ)"
Andrzej Zaranek 02.09.2006 19:47
Edi! Myślę, że w końcu nadejdzie opamiętanie. A początkiem będzie plajta wielu prywatnych uczelni, która nastąpi bardzo niebawem w związku z niżem demograficznym. Być może ocaleją uczelnie najlepsze. Być może zostaną na nich zatrudnieni ci naukowcy, którzy zechcą wszczepić młodzieży to co najważniejsze, a więc gotowość do samodzielnego zgłębiania problemów naukowych. Na to jednak - jak trafnie zauważa Tomek - potrzebne są pieniądze. Jeżeli barbarzyństwo poprzednich rządów w dziedzinie edukacji stanie się udziałem aktualnego rządu to pakuj się młodzieży i wiej z tego kraju. Lepper rozdaje (kompletnie bez sensu) pieniądze "poszkodowanym" rolnikom. Giertych tworzy szkoły "poprawcze" (cóż to za pomysł?). Nie obawiam się zalewu niewykształconych inżynierów czy lekarzy. Te kierunki pozostały w zasadzie tylko w szkołach państwowych. Wyższe szkoły prywatne kształcą głównie speców od manipulacji (marketingu), a ci nie są tak groźni.
Problem bezrobocia wśród absolwentów wyższych uczelni jednak istnieje, choć w znacznej części jest problemem sztucznym. Kilkadziesiąt tysięcy licencjatów wydawanych rocznie przez prywatne uczelnie w żadnym wypadku nie oznacza, że stajemy się krajem ludzi wykształconych.
Tomasz Sawczuk 02.09.2006 17:58
Państwowych uczelni też ten problem dotyka. Choćby przez powiększenie się grup czy znacznie większej liczbie studentów przypadającej na jednego pracownika. "studia bardziej służą rozwojowi umysłowemu (a także kulturalnemu, emocjoanlnemu, społecznemu itd.), niż zdobywaniu wiedzy bezzwłocznie przydatnej w rozwiązywaniu bieżacych, praktycznych problemów." - hmm, z tego, co wiem, to raczej właśnie o papier chodzi, a wielu studentów niechętnie poszerza wiedzę, bo i tak może im się ona przydać w przyszłej pracy śladowo (będą się musieli wielu rzeczy uczyć od nowa, co wynika m. in. z przestarzałych metod nauczania). Z aktywnością kulturalną studentów też nie jest najlepiej. Też mi żal, że niemal brak jest sukcesów wiodących polskich uczelni, ale wystarczy spojrzeć na ich budżety, a część odpowiedzi będzie znana. Jest trochę dobrych uczelni prywatnych, które rozwijają się bardziej dynamicznie niż te państwowe i przez to lepiej potrafią sprostać ich wymaganiom. I chyba dobrze by było, gdyby właśnie ich rozwój zdopingował uczelnie państwowe do tego, by nie stać w miejscu. A przy tym silny sektor prywatny na pewno nie byłby szkodliwy. Pozdrawiam