Facebook Google+ Twitter

Stulatek życiem nakręcony

W poszukiwaniu wyimaginowanego cudu zapominamy, że cudem jest już samo życie.

Za smutkiem idzie radość. / Fot. Kasia_GTo nie będzie tekst z serii artykułów pro-life: w obronie życia poczętego i przeciw niszczeniu embrionów. Ten temat też jest niezwykle ważny, ale nie podejmuję się go tu rozwijać. To będzie tekst z serii: życie to galeria niespodzianek.

Dwa lata temu poznałam S. i choć chciałoby się użyć oklepanego w takich okolicznościach zwrotu-przypadkiem, to jednak sądzę, że byłby on tutaj nieadekwatny. Myślę, że był to ten jeden z wielu cudów życia, które nie zdarzają się bez przyczyny.

Kiedy go poznałam, nie wyglądał zupełnie na swój metrykalny wiek. Ot, starszy pan, jakich czasem spotyka się na swojej drodze. Zmyliła mnie również sprawa z jaką przyszedł - drukarka odmówiła mu posłuszeństwa i nie mógł czegoś ważnego pilnie wydrukować. Zafrapowało mnie też jego podejście - zupełnie nieprzystająca do wieku frustracja wobec swej bezsilności względem urządzeń technicznych, wyrażana w sposób właściwy dla dużo od niego młodszych. Pamiętam, pomyślałam w tamtym momencie, że to pięknie tak twórczo spędzać jesień życia. Ilu starszych ludzi boi się przecież zbliżyć do wszelkich nowinek technicznych, a co dopiero w pełni z nich korzystać!?

Od samego początku nawiązała się pomiędzy nami niezwykła, prawie metafizyczna nić porozumienia.
Nasza otwartość na innych, pogoda ducha i poczucie humoru połączyły się w ogromną kulę pozytywnej energii.

Kurtuazyjne uprzejmości zastąpiła szczerość, umiejętność słuchania się nawzajem i potrzeba wspierania się w trudnych momentach. Każde z nas żyje własnym życiem, ale jest w nim miejsce dla tej drugiej osoby. Nie zważam na pokątne uśmieszki i komentarze o podstarzałym adoratorze. Wiem swoje i nic mnie
od niego nie odwróci. Dopiero śmierć. Często o niej mówimy. „To ostatni, długi sen”- powiedział mi kiedyś i nie trzeba się jej obawiać. Jest blisko niego przez cały czas, bo opiekuje się ciężko chorą, ponadstuletnią żoną.

Co jakiś czas S. zaskakuje mnie czymś nowym i odkrywa kolejne zainteresowania. Któregoś razu dostałam od niego MMS-a (czyli komórkę ma już „obcykaną” - pomyślałam), jeszcze kiedyś dał mi wino własnego wyrobu o poetycko brzmiącej nazwie „Czar łąk Podhalańskich”, kiedy indziej wzruszający wiersz ozdobiony własnoręcznie pięknymi motywami kwiatowymi i wydrukowany na drukarce (a jak!), przy jeszcze innej okazji - wytoczony specjalnie dla mnie amulet z bryłki mosiądzu… Poza tym S. amatorsko zajmuje się bioenergoterapią i zdarzało się nie raz , że przychodził specjalnie po to, aby na zapleczu pomasować mi stopy, żebym się lepiej poczuła i odetchnęła od tempa codzienności. Zatrzymała się na chwilę, zdystansowała. „Energia musi krążyć, musisz ją wyzwolić”- mówił.

Dzwoni do mnie regularnie i nie wiem jakim cudem - przy tak dużej różnicy wieku - potrafimy zawsze znaleźć
łączący nas temat i rozmawiać ze sobą po kilkadziesiąt minut. Jest morsem i tylko czeka, kiedy się zacznie „prawdziwy” sezon, bo kąpiele w morzu latem to nie to samo… Ta witalność dodaje mu sił i rozgrzewa. Zimą chodzi ubrany jak harcerz - w bryczesach, ciepłych skarpetach na które nakłada martensy, na górę-polo i sweter. Palto ubiera tylko na pasterkę lub na zdarzające się w tym czasie pogrzeby. Na plecy zarzuca nieodłączny plecak, a w ręce trzyma swój amulet - wystruganą w formę laski gałąź, która kiedyś uratowała mu życie podczas upadku w górach. Ma ona jeszcze ten szczególny walor, że ściskał ją kiedyś w rękach nasz papież - Jan Paweł II.

Ma tyle energii, że już za samo to można go podziwiać. Ja go niezmiennie podziwiam i uczę się jak postępować by codziennie wzbudzać w sobie nową ochotę do życia. Próbuję obserwować i oceniać świat przez pryzmat jego wieku i doświadczeń, nie tracąc z pola widzenia swojego miejsca i czasu. Widzę wówczas jak wielu młodych ludzi jest zgorzkniałych, zmęczonych, wycofanych i cierpiących - często
z własnego powodu i na własne życzenie. Chciałoby się im głośno powiedzieć, że nie warto tak marnować życia! W ślad za smutkiem, czego często nie widzimy, podąża radość. Dlatego trzeba walczyć, trzeba zakasać rękawy, przestać rozmyślać o sobie, wyjść do świata i czerpać z niego pełną piersią. Nie trzeba wciąż oglądać się na innych i za siebie, bo nie bez powodu nasze oczy znajdują się z przodu głowy i każą nam patrzeć przed siebie. Myślmy pozytywnie i myślmy o sobie dobrze. Jesteśmy często lepsi, niż nam się wydaje, bo najtrudniej oceniać samego siebie.

S. powiedział mi ostatnio, składając życzenia świąteczne: O tym, jaka jesteś świadczy stosunek innych do ciebie. I to prawda.Życzę, aby nadchodzący rok obdarzył wszystkich siłą i odwagą, aby zmienić to, co nas uwiera i dodał energii, by nie zmarnować tego, co w nim piękne i dobre.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

bardzo ladnie napisane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ładnie napisane +

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Stulatkowi wszystkiego najlepszego. Pełen energii artykuł. Gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.