Facebook Google+ Twitter

Stylistycznie odmienione Frontside zagrało we wrocławskim Alibi

W ramach trasy „Non Stop Rock’n’Roll Tour” do Wrocławia przyjechał sosnowiecki zespół Frontside. Najnowszy album „Sprawa jest osobista” spowodował, że wylano morze krytyki pod adresem zespołu. Czy słusznie? Jak wystąpili we Wrocławiu?

 / Fot. Paweł GrysW ramach trasy „Non Stop Rock’n’Roll Tour” do Wrocławia przyjechał sosnowiecki zespół Frontside. Najnowszy album „Sprawa jest osobista” spowodował, że wylano morze krytyki pod adresem zespołu. Fani nie potrafią zrozumieć, co skłoniło muzyków do aż tak diametralnej zmiany stylu. Grupa w ciągu dwudziestu lat istnienia przebyła krętą drogę od deathcore do rock’n’rolla. Jest to na pewno świadoma decyzja, żaden wypadek przy pracy.

Duża frekwencja w klubie nie była dla mnie zaskoczeniem, gdyż już przed klubem można było dostrzec wielkie zainteresowanie koncertem. Wierni fani z zainteresowaniem oczekiwali jaką linię obrony przyjmie zespół na scenie w sprawie nowego albumu, jednakże utworów z płyty „Sprawa jest osobista” było niewiele. Jeśli dobrze policzyłem na palcach jednej ręki – trzy – „Legenda”, „Jaki kraj taki Rock’n’Roll” oraz „Wszystko albo nic”. Pozostałą set listę tworzyły utwory z poprzednich płyt. Jednym słowem- „trafiony – zatopiony”.

Zespół zaserwował wszystko, co najlepsze w ich twórczości. Podał na tacy takie wykwintne dania jak „Wspomnienia jak relikwie”, „Zniszczyć wszystko”, „Dopóki moje serce bije” czy choćby „Granice rozsądku”. Na każdym metrze kwadratowym klubu dało się wyczuć chemię panującą między zespołem a publicznością. Auman niczym postawny dyrygent kierował tłumem oddając bardzo często mikrofon zgromadzonym słuchaczom . Ludzie śpiewali wraz zespołem praktycznie wszystkie utwory, które Frontside przygotowało na ten wieczór. Wszyscy mieli wielką frajdę z przebiegu koncertu. Utwory z nowego albumu faktycznie odbiegały trochę od reszty repertuaru, lecz nie można zarzucić, że były słabe. Życzyłbym każdemu zespołowi by brzmiał na swojej płycie tak jak Frontside podczas zagrania tych numerów. Lekko ironiczna okazała się „Legenda” wyśmiewająca twórczość heavy metalową, której fanem nigdy nie byłem. Zabawnie przekazana historia o smokach, rycerzach w starciu z diabłami i dużą ilością smoły. Wielki dystans do siebie przede wszystkim.



Obawiałem się tego koncertu. Bałem się, że zespół który towarzyszy mi już od dobrych paru lat zwyczajnie się wypalił. Myliłem się jednak. Nowe utwory są pstryczkiem w nos. Nie można zawsze robić tego samego. Cytując Demona z którym miałem okazję zamienić słowo: „..to jest jak z pierogami. Z czasem się przejedzą i chcesz czegoś innego” .Mam nadzieję, że kolejny album będzie powrotem do muzycznych korzeni, które zajmują dość spory obszar w moim sercu.

Warto dodać, że ogromnym zaskoczeniem był mieroszowski Veal. Ciężkie brzmienia, które pokazali pozwalają mi wierzyć, że są jeszcze kapele które mają coś do powiedzenia na polskim podwórku. Osobiście uważam, że powinni brać udział w trasie jako zespół, nie support. Wypadli lepiej niż Chainsaw, które rozczarowało mnie w stu procentach.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.