Facebook Google+ Twitter

Subiektywna teoria względności

"The Times" napisał: "maestria odczuwalna jest na każdej stronie książki (…) do tego stopnia, że staje się ona częścią czytelnika, autorka obdarzyła nas bowiem powieścią kwantową". A ja jestem w kropce, bo nie odczułam geniuszu.

 / Fot. ze strony wydawnictwa"Powieść kwantowa? Dobry sposób na zaintrygowanie potencjalnego czytelnika" - pomyślałam i otworzyłam książkę, aby po chwili zamknąć ją i sprawdzić u brata Google'a, co to jest (u licha) powieść kwantowa. Po chwili jednak postanowiłam, że pozwolę, aby to autorka "Dyskretnych Symetrii" sama mi wyjaśniła.

Streszczenie fabuły na poziomie podstawowym nie przedstawia się zbyt innowacyjnie. Mamy odwieczny trójkąt: mąż, żona w średnim wieku i ta druga będąca kochanką obojga (nic odkrywczego, było już). Jove, jak i jego kochanka Alice, są fizykami, łączy ich podobne postrzeganie rzeczy, zdarzeń - naukowe, doświadczalne. Na przeciwległym biegunie mamy Stellę, jego żonę-poetkę. Narratorami są wszyscy zaangażowani w ten związek, a kulminacja następuje "na pokładzie jachtu, pod rozgwieżdżonym niebem".

Jest jednak coś więcej niż poziom podstawowy fabuły - to typowe dla stylu Winterson, wplątanie świata odrealnionego, duchowości, kosmosu i fizyki kwantowej. Jestem admiratorką literatury iberoamerykańskiej, gdzie pierwiastek magiczny jest na porządku dziennym. Niestety, w wykonaniu pisarki widzenie świata poprzez pryzmat przenikania się świata duchowego i realnego zupełnie mi nie przypadło do gustu. Tu koegzystencja sacrum i profanum, współistnienie na równych prawach magii i fizyki zwracało na siebie uwagę. Czytając, czułam, że jest to coś "brawurowego i wizjonerskiego", a raczej, że autorka chce bym to tak odebrała.
W książkach J.Cortazara czy Liosy nie zwraca się na to uwagi, narracja jest klarowna i oba światy idealnie się komponują, nie stanowiąc "szoku" z odkrycia ich współistnienia.

Interesująco prezentują się historie rodzinne całej trójki prezentowane aż do kilku pokoleń wstecz. Twarz Nowego Jorku, na którą składają się rysy Żydów, Niemców, Włochów. Podobały mi się nakreślone postacie w ich autonarracyjnym opisie historii oraz ich zmiana pod wpływem wydarzeń: faktycznie z średnio ciekawego osobnika ("typowy facet") Jove pod koniec książki staje się dla mnie wręcz obrzydliwym indywiduum. Ale nie przekonuje mnie uczucie pomiędzy obiema paniami, choć wiem, że autorka jako sztandarowa pisarka nurtu lesbijskiego wie o tym wystarczająco dużo. A może właśnie dlatego oczekiwałam czegoś mocniejszego w określeniu ich relacji?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jest mi bardzo miło czytać te pochwały, tym bardziej że zadowolona z niej nie byłam. Wiadomo, że gdy "wszyscy" krzyczą, że coś jest super trudno nie przystać do tej opinii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niech żyją "Recenzenci w kropce" :) Poza tym, zgadzam się - świetna recenzja. Problem z tym, którym "Geniuszom" ulegać, a którym nie staje się czasem wprost przytłaczający. Osobiście bardzo nie podobają mi się książki, których okładki wzdłuż i wszerz pokryte są cytatami z rozmaitych magazynów, opiewającymi geniusz każdej kropki na końcu zdania. Gratuluję nieugiętości, czekam na kolejne literackie spostrzeżenia Pani Ewo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.