Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178737 miejsce

Subiektywne podsumowanie 18. kolejki Orange Ekstraklasy

Mijający weekend postanowiłem poświęcić na obejrzenie spotkań Orange Ekstraklasy. 18 kolejka obfitowała w kilka znakomitych wydarzeń. Do takich należeć miały derby Łodzi sobotni mecz Lecha z Koroną i niedzielne spotkanie GKSu BOT z Legią.

Piłkę prowadzi Piotr Wlodarczyk (z prawej) z Legii Warszawa przed napierającym obrońcą GKS Bełchatów Edwardem Cecotem (z lewej) w meczu Orange Ekstraklasy, rozegranym w Bełchatowie, 18 marca. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski Czy to był mecz?

Pierwszym spotkaniem, jakie obejrzałem, były derby Łodzi. ŁKS podejmował przy Al. Unii – Widzew. Mecz ten miał obfitować w ciekawe i pomysłowe akcje, strzały, miał być meczem walki. Niestety – miał taki być, ale nie był. Jak zgodnie podkreślają komentatorzy, był to najgorszy i najbrzydszy mecz derbowy w historii łódzkich klubów. Nie wiem, czy to spotkanie w ogóle powinno nosić miano meczu. Tak czy owak, mecz rozpoczął się kilka minut po 20:00 z udziałem ośmiu tysięcy kibiców. Kibicom Widzewa, na mecz derbowy przyznano … czterysta wejściówek.

Zespół gospodarzy do spotkania przystąpił w takim samym zestawieniu, w jakim ograł zespół Górnika Łęczna, tydzień wcześniej. Widzew natomiast wybiegł na murawę z debiutującym na pierwszoligowych boiskach, Mateuszem Broziem oraz dotychczasowymi rezerwowymi: Wojciechem Jarmużem i Josephem Dayo Oshadoganem.


Przebieg spotkania można streścić praktycznie w kilku zdaniach. Na uwagę, w pierwszej połowie, zasługuje akcja z   40 minuty. Magiera, biegnąc lewą stroną boiska, postanowił dośrodkować w pole karne. Piłkę głową odbił Tarik Cerić, a ta, muśnięta przez Fabiniaka, odbiła się od słupka, po czym opuściła pole gry. Chwilę po tej akcji, ŁKS mógł strzelić bramkę. Sytuacji sam na sam nie potrafił wykorzystać Cieśliński, strzelając prosto w nogi Fabiniaka.

Podsumowując pierwszą połowę można rzec, że piłkarze chyba minęli się z powołaniem.

Jednak niezrażony i pełen optymizmu, a dodatkowo zachęcony przez komentatorów, postanowiłem z zainteresowaniem obejrzeć drugą połowę spotkania.

Niestety. Koszmar złej gry obu drużyn powrócił jak bumerang rzucony przez polującego Aborygena i to ze zdwojoną siłą. W meczu nie działo się nic. Jedyną „atrakcją” tej połowy było wtargnięcie kilku pseudokibiców na murawę stadionu. Był to jednak kilkuminutowy epizod, po którym można było wrócić do niezwykle nieciekawego meczu.

Derby coraz mniej przypominały derby. Jednak w 76. minucie na boisku pojawił się Grzegorz Kmiecik, który popisał się dwiema, bardzo dobrymi akcjami. Przy drugiej okazji omal nie przelobował Fabiniaka. Piłka trafiła w poprzeczkę. Cóż za emocje! Rozbudzony … nie doczekałem się ani jednego gola, chociaż po powyższych akcjach ŁKSu bramkę mogli zdobyć przyjezdni. Mieli, ku temu praktycznie stuprocentową szansę, w końcówce meczu. Po dośrodkowaniu Budki i zgraniu piłki przez Jamruża, Bogunović miał przed sobą prawie pusta bramkę. Na drodze do upragnionego gola stanął Tomasz Kłos, który zablokował strzał napastnika Widzewa i piłka o kilka centymetrów minęła słupek bramki „ełkaesiaków”.

Był to koniec słabego meczu. I dobrze. Oby takich spotkań było jak najmniej.

Mecz „retro” na ulicy Bułgarskiej.

Najważniejszym wydarzeniem soboty był mecz Lecha Poznań z Kolporterem Koroną Kielce. Spotkanie rozgrywane było na stadionie, świętującego 85. rocznicę powstania „Kolejarza”. Piłkarze i sędziowie wybiegli na to spotkanie w strojach z okresu dwudziestolecia międzywojennego (Lech powstał w 1922 roku – przyp. autora). Lech przystępował do meczu z Koroną drugi raz w przeciągu pięciu dni. We wtorek przegrał w Kielcach w Pucharze Ekstraklasy 0:1. Lechici obiecali kibicom rewanż za tę porażkę.

Mecz stał na wysokim poziomie. Klasą łódzkie derby nie dorastały mu do pięt. Wiele ciekawych zagrań, fantastyczna atmosfera na stadionie, słowem coś wspaniałego.

Spotkanie rozpoczęło się od frontalnych ataków gospodarzy. Piłkarze Lecha byli bardziej aktywni, a akcje częściej rozgrywane były na połowie Korony. Na słowa uznania zasługuje ikona Lecha – Piotr Reiss. Przez całe spotkanie był po prostu wszędzie. Reiss asystował przy pierwszej bramce, którą zdobył wychowanek SKSu 13 Poznań – Jakub Wilk.

Druga połowa w niczym nie odbiegała, pod względem jakości, od pierwszej. Lech atakował, a nieco zagubiona Korona nie miała pomysłu na sforsowanie defensywy poznaniaków. Drugą bramkę Piotr Reiss zdobył już samodzielnie, fantastycznie wychodząc i przecinając strzał Marcina Kikuta. Piłka przeleciała jeszcze między nogami bramkarza Korony – Mielcarza. Była to pięćdziesiąta minuta spotkania. Dobicie konającej Korony nastąpiło w 77. minucie meczu. Wprowadzony kilka minut wcześniej Przemysław Pitry, wykonał kilka zwodów, wyprowadzając w pole obronę trzeciej drużyny OE i strzałem sprzed pola karnego ustalił wynik spotkania na 3:0 dla Lecha. Piękny mecz, świetna oprawa spotkania i obecność selekcjonera – Leo Beenhakkera. Czego chcieć więcej?


Legia wyeliminowana w walce o mistrzostwo?

18. kolejkę kończył mecz w Bełchatowie, gdzie miejscowy GKS BOT podejmował Legię Warszawa. Drużyna Oresta Lenczyka słusznie zasługuje na pierwsze miejsce w tabeli, co potwierdziła pokonując stołeczną drużynę 3:1. Wynik ten pozbawia szans drużynę Dariusza Wdowczyka na obronę tytułu ponieważ w tym momencie Legia ma 11 punktów straty do zespołu z Bełchatowa i zajmuje szóste miejsce w tabeli.

Wracając do meczu - był to klasowy spektakl. Początek spotkania wyrównany, ale z minuty na minutę GKS zyskiwał przewagę w środku pola. Legia swoją ofensywę oparła na lewej stronie boiska, gdzie grał brazylijski obrońca Edson i pomocnik Roger. Jednak taka taktyka starczyła warszawiakom tylko na 31 minut meczu. Po pół godzinie gry nastąpiły dwa nokautujące ciosy lidera. Pomiędzy 31. a 33. minutą GKS strzelił Legii dwie bramki. Pierwszą po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, z prawej strony, bramkę zdobył Dawid Nowak. W 33. minucie było 2:0 dla gospodarzy a przepiękną bramkę głową zdobył Tomasz Jarzębowski. Bramka ta padła po dośrodkowaniu w pole karne, tym razem z lewej strony. Legia po tych ciosach nie mogła się podnieść i z utęsknieniem wyczekiwała przerwy.

Po piętnastu minutach przerwy do ataków ruszyli legioniści, co zaowocowało bramką w 54. minucie. Gola strzelił Hugo Alcantara. Jednak chwilę później jego błąd przyczynił się do utraty trzeciej bramki przez legionistów. Alcabtara nie zrozumiał się z partnerami z formacji obronnej i po nieudanej pułapce „offsideowej” wynik spotkania ustalił strzałem głową Rafał Boguski.

Mecz był ciekawy, a piłkarze GKSu imponowali kondycją i dyscypliną taktyczną. Fantastycznie zagrał zwłaszcza bramkarz „górników” – Piotr Lech, który kilkakrotnie uchronił swój zespół od utraty bramki, popisując się świetnymi interwencjami.

GKS BOT po raz pierwszy w historii wygrał z Legią na własnym boisku i w pełni zasłużył na to zwycięstwo.

 

Pozostałe wyniki:

Pozostałe spotkania dostarczyły, mam nadzieję, wielu emocji zasiadającym na trybunach kibicom.

Wicemistrz z poprzedniego sezonu, Wisła Kraków, straciła punkty, remisując z … Wisłą Płock i zajmuje teraz piąte miejsce, ze stratą 9 punktów do GKS BOT Bełchatów.

Zajmujący obecnie drugie miejsce zespół Zagłębia Lubin potrafił odrobić dwubramkową stratę i zdołał wygrać w Krakowie z Cracovią cztery do dwóch.

Górnik Zabrze przegrał u siebie z imiennikiem z Łęcznej 2:3, a jedyną drużyną, która pokonała zespół gości była Arka Gdynia, pokonując na własnym boisku Pogoń Szczecin 2:0.

 

 


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

No fakt ... Szybkość została ukarana ... literówki, literówki ;) Ale już poprawione :) Dzięki za komentarz Krzysztof. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

kilka błędów w nazwiskach: Jarmuż a nie Zamruż, Edson a nie Edison czy Beenhakker a nie Beenhaker (mam nadzieję, że literówki :) ) Ogólnie ciekawie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.