Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1807 miejsce

Subiektywny szum "Fal" Virginii Woolf

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-07-30 21:01

"Fale piętrzyły się (...) jedna po drugiej wzbierały i opadały (...) opadały i cofały się i opadały znowu z odgłosem przypominającym stąpanie wielkiego zwierzęcia."

"Fale", Virginia Woolf. / Fot. Wydawnictwo LiterackieDlaczego właśnie "Fale" i dlaczego właśnie teraz? Bo są kapitalne, to po pierwsze. Po drugie – za każdym razem z niekłamaną przyjemnością i zdziwieniem dawałam im się unosić. Dlaczego teraz? Też z dwóch powodów. Dla dobrych książek nie ma ograniczeń, a czas wakacji, urlopów, spacerów, zielonych drzew i niespiesznych dni jest dla "Fa" czasem doskonałym. Nie można bowiem czytać ich w biegu, między serialem, ziemniakami, a kompotem, pociągiem a spotkaniem. Mam wrażenie, że nie można ich czytać nawet w czterech ścianach – ja często z "Falami| przenosiłam się na trawę, pod drzewa, na ławkę w parku. Szczytem harmonii byłaby pewnie odludna dzika plaża i zazdroszczę szczerze tym, którzy w tym aspekcie mają szansę zachować decorum.

Ale od początku. Przed "Falami" Virginia Woolf przedstawiała mi się dość mglisto i istniała gdzieś na peryferiach mojej świadomości jako autorka modernistycznej "Pani Dalloway", po sąsiedzku kojarzona z "Godzinami" Cunninghama. Nie przeczytałam "Fal" pod przymusem( bądź co bądź listy lektur czasem zniechęcają), ale obiecałam, że nadrobię (zdarzają się jednak rozsądne listy lektur). Nadrobiłam i co mogę powiedzieć? Wśród całej gamy szczerych zachwytów – właściwie tylko kilka konkretów. Pod względem formalnym "Fale" to kompleks niezwykle giętkiego i podatnego na niebanalne metafory języka, plastyki obrazu i sugestywności. Ogólna wymowa treści nasuwa mi natomiast powinowactwo z moim ulubionym, jakże lapidarnym dialogiem z "Ediego":

- Ale Edi... co to za życie?
- Twoje.


"Fale" zdają się podsuwać podobną odpowiedź, jednak w sposób bardziej subtelny i zawoalowany. Niemal na każdej stronie uświadamiają, rzecz dość oczywistą, choć trochę jakby zakurzoną - życie składa się z chwil. Teraz zachodzi słońce, teraz szczeka pies, teraz spada liść. Teraz mój pokój wydaje mi się środkiem świata. Niemal na każdej stronie pada fraza, zdanie, myśl, które zaskakują swoją trafnością i rozumieją to, co czuję, i to, jak patrzę na pojedyncze wydarzenia, ludzi, świat. I choć "Fale" rzeczywiście pełne są tego zrozumienia, troski i akceptacji dla paradoksalnie naturalnych ludzkich dziwactw, i mimo że dają poczucie bezpieczeństwa, to nie wszystko jest jasne. Bo czasem Bernard, Neville czy Susan powiedzą coś, czego nie pojmuję, coś dla mnie za szerokiego, co być może stanie się moim udziałem na innym etapie, a być może nie stanie się nim nigdy. Ale ta nieprzezroczystość nie niepokoi, nie oburza, jest czymś naturalnym - jednym z atutów przepięknej opowieści o życiu jako splocie tryumfów, porażek i zawodów, poszukiwaniu tożsamości, związkach z innymi, uchwyceniu tego właśnie momentu, dystansie, odczuciu siebie i swego życia. Wyraźnie pojawia się wyjałowione już nieco z pierwotnej soczystości carpe diem, przenikające nie wprost i jakoś inaczej niż tradycyjnie – nienachalnie, a jednak z ogromną sugestią - każdy rozdział. Jest i w "Falach" posiekany modernistyczny świat i kubistyczne pragnienie by go scalić, zobaczyć naraz z każdej strony, ze wszystkich perspektyw, ogarnąć całość. Jest też angielski sentyment do morza, jest refleksja o fałszu mowy i potrzebie powiedzenia czegoś jeszcze niezakłamanego w języku dzieci, kochanków, w krzyku i skowycie. I jest wreszcie słuszne spostrzeżenie, że zaakceptować monotonię i cykliczność - bez łudzenia, że to łatwe - to żyć świadomie, spokojnie, bezgranicznie i lżej.

Tym "Fale" są dla mnie. A tak obiektywnie? Tradycyjnie rozumiana akcja jest tu właściwie szczątkowa. Poznajemy szóstkę zaprzyjaźnionych ze sobą bohaterów w czasach ich dzieciństwa i poza kilkoma szczegółami biograficznymi niewiele znamy konkretów. Niewiele one nas też jednak obchodzą, bo "Fale" są utkane nie z życiorysów, lecz z przeżyć, ulotnych myśli i fraz, głębokich uczuć, skojarzeń, przemyśleń – zarejestrowanych w wewnętrznych monologach. Wiemy owszem, że ojciec Louisa jest Australijczykiem i w związku z tym Louis mówi z australijskim akcentem, wiemy że Rhoda w dzieciństwie tworzyła flotę w misce wody, a Susan o przenikliwym zielonym spojrzeniu wstydzi się swych dłoni przed Jinny. I nie inne, tylko właśnie te epizody, ten szereg pozornie nic nieznaczących drobiażdżków implikuje a zarazem tłumaczy ich wnętrze i interakcje ze światem. Przyjaciele spotykają się o różnych porach dnia, w różnych okolicznościach na różnych etapach swojego życia i prowadzą wewnętrzne monologi. A poszczególne rozdziały poprzedzone są opisami nadmorskiego krajobrazu od wschodu do zachodu słońca - ot, wszystko, cała akcja. Reszta dzieje się w ich i naszych umysłach, i pomiędzy wierszami.

A czym są tytułowe fale jednostajne, nagłe, spokojne – tak zmienne, ale wciąż obecne? Nie wiem. Może nami? A może czymś w rodzaju podskórnego imperatywu życia?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 10.11.2007 11:23

Hmmm...
bo gdy w niewielkiej przestrzeni siedzi kilka osób i wypowiadają one jakieś-tam-wszakże-piękne monologi, ale słowa nie docierają do żadnego interlokutora, żadnego bohatera, żadnej innej, jakiejkolwiek postaci w książce, a lecą w próżnię i tam umierają - to nie jest tak, że ludzie nie potrafią porozumieć się z sobą? Może ta "powieść" jest właśnie o tym: o nieumiejętności porozumienia się ludzi, o dezintegracji bliskości, jasności, zrozumiałości słów? Może. Morze.
Zastanawiam się, co sama Woolf pisała o "Falach" w swoich dziennikach.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.11.2007 12:36

Też przeczytałam "Fale" tylko raz. Czy kryzys w relacjach między ludźmi? Nie wiem. Ale czy kiedyś było lepiej?
Przemyślałam, masz rację - nie każda wypowiedź to monolog wewnętrzny, ale nie odbieram ich wszystkich jako słów materialnych, wypowiedzianych. To już jest sprawa na następne czytanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.11.2007 10:18

Istnieją książki, których nie rozumiem, bo zbyt mało czasu im poświęciłem, a jedno odczytanie to za mało.
Pomysł na "Subiektywny szum..." polega na subiektywnej interpretacji i obiektywnej minianalizie. Bohaterowie nie prowadzą monologów wewnętrznych. Oni wypowiadają słowa fizyczne, namacalne - prowadzą pseudodialogi, monologi wypowiedziane. Dlaczego? Czy mam rozumieć, że jednym z pomysłów na książkę, jedną z możliwych interpretacji jest kryzys w relacjach między ludźmi?
Nadal nie rozumiem tej książki, ale + przyznaję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus! Milo przeczytac na w24 recenzje jednej z ulubionych ksiazek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.