Facebook Google+ Twitter

Sukcesy wyborcze partii za cudze pieniądze. Refleksja po wyborach

Wszystkie partie polityczne, bez wyjątku, odtrąbiły zwycięstwo w wyborach i klęskę przeciwników. Ciekawe, czy mają świadomość, że są mistrzami w zawłaszczaniu często nie swoich zasług.

Niekiedy bowiem są to "sukcesy" odniesione przez kandydatów, a nie przez partie. Także kandydatów bezpartyjnych, bo to oni wydali pieniądze na kampanię z własnej kieszeni. A partie? Niekoniecznie!

Z tego co wiem, choć moja wiedza pewnie do najdoskonalszych nie należy, Polska jest krajem Unii Europejskiej, który przeznacza najwięcej pieniędzy z budżetu państwa na subwencjonowanie partii politycznych. Takie rozwiązanie znajduje rozmaite uzasadnienia, w tym i takie, że ponoć uniezależnia polskie życie polityczne od napływu pieniędzy nie zawsze czystych i nie zawsze w szlachetnych intencjach przekazywanych.

Nie wnikam w to głębiej. Uprawnione, choć mylne, jest domniemanie, że skoro partie otrzymują już te pieniądze, to powinny przeznaczyć je między innymi na wsparcie kandydatów startujących pod ich szyldem w wyborach. Tak jednak nie jest. A jeśli jest, to w nieznacznym stopniu i zakresie.

Startowałem w wyborach jako bezpartyjny z listy partyjnej. Mam przekonanie, że całą kampanię, pomijając jej mizerne osobiste efekty, sfinansowałem z funduszy, które pozyskałem. Były to różnego rodzaju darowizny, które ja sam albo moi znajomi, wpłacili na rzecz komitetu wyborczego. Komitet wyborczy nie dołożył do mnie ani złotówki, natomiast na wszelkich materiałach wyborczych musiałem umieścić obowiązkowy dopisek: ”Sfinansowano z funduszy Komitetu Wyborczego”. Niby drobne, ale jednak kłamstwo! I obłuda! Jeśli mówię nieprawdę, wierzę, że ktoś mnie wyprowadzi z błędu. Obawiam się jednak, że tego nie doczekam.

Mało tego, komitet wyborczy zarobił nieźle na kandydatach. Za miejsca na listach trzeba bowiem było słono zapłacić. Po kilka tysięcy złotych za miejsca 1.,2.,3. i… ostatnie (szalenie atrakcyjne ze względów socjotechnicznych), a po kilkaset złotych za inne pozycje na listach.
Tak naprawdę, za to co wpłaciłem, otrzymałem przydziałowy, rzadki żurek na konwencji wyborczej, klika plakatów zbiorczych z kandydatami w obwodzie (które i tak nie budzą
zainteresowania, bo nie z nich wyborcy czerpią swoją wiedzę), 1000 wizytówek (moja łącznie z kandydatem na prezydenta po drugiej stronie) oraz 500 kopert. Aż tyle!

Partie wynajdują sposoby zarabiania i oszczędności, aby zostawić pieniądze na sfinansowanie swojej kampanii w wyborach do Sejmu i Senatu. Bo prawdziwym wyznacznikiem znaczenia i wpływów danej partii jest udział jej reprezentantów w parlamencie. A potem na posadach państwowych. Jeśli ich nie ma, partia z reguły znika w czarnych odmętach przeszłości, jak rozmaite KPN-y, LPR-y i Samoobrony. Jak niebawem znikną następne!

Na szczęście obecne wybory samorządowe pokazują wyraźnie, że w wielu miastach i gminach, sukcesy wyborcze odniosły lokalne ugrupowania i koalicje oraz kandydaci zupełnie niezależni. I to jest słuszny trend. Bardzo obiecujący! Od nas wyborców zależy czy trwały. Chciałbym, pisałem już o tym zresztą, aby zmora partyjności przestała ciążyć nad wyborami samorządowymi. Aby porządni, kompetentni ludzie nie musieli znosić epitetów, typu: „komuch” „platformers’ czy „pisuar”, tylko dlatego, że start z takiej, a nie innej listy im zaproponowano, a innych możliwości nie mieli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Adamie, masz rację i basta! Przymierzałem się do jakiegoś małego powyborczego artykułu, ale jakoś mnie coś zniechęca. Może to niesmak, a może kac powyborczy. Jednak nie to jest najważniejsze. Ważne są zaskoczenia, w wielu przypadkach powodowane niespodziankami... A może to tak powinno być?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Bartłomieju
Świetny komentarz - merytoryczny i na temat bez tak powszechnej na tym forum napastliwości na autora reportażu/felietonu. Oby był zaczynem do dalszego prezentowania opinii na temat zawarty w artykule.

Komentarz został ukrytyrozwiń
statystyk
  • statystyk
  • 28.11.2010 18:26

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana aby obywatele mieli niewielki wpływ na osoby wybieralne.
Zazwyczaj wygrywają ci z pierwszych miejsc, są tam najczęściej ci co sami układają listy wyborcze.
Tylko okręgi jedno mandatowe i możliwość startu każdej osoby bez partyjnego szyldu mogło by ozdrowić nasz chory kraj.
Zazwyczaj lokalne media kreują zwycięzców tak zwanymi sondażowymi danymi, wyborcy się wmawia na kogo warto oddać głos aby się nie zmarnował.

Gdyby nie było sondaży, prawyborów, plebiscytów wyborca zagłosował by na sobie znanego człowieka, oceniając go po dotychczasowej lub ciekawie zapowiadającej pracy, pewno za kilkanaście lat doczekalibyśmy się prawdziwej demokracji.

Od dziesiątków lat toczą się reformy poprzedniej reformy a kraj i ludzie niepotrzebnie człapie w miejscu.
Od dziesiątków lat wszystkie rządy walczą z bezrobociem a jest go coraz więcej.
Brakuje nam osobowości, autorytetów na miarę Eugeniusza Kwiatkowskiego.

Kolejne rządy zajmują się wymiataniem ze stanowisk przegranych obsadzając swoimi ostatnio nawet po etat pracownika gospodarczego.
To wymiatanie trwa najczęściej większość czasu kadencji i jest tak męczące że na resztę nie ma sił i czasu.
Za rządów Donalda Tuska coś się zmienia ale tak powolnie że ja już chyba nie doczekam tej normalności.
pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejna prawda o spektaklu pn.wybory.Oby przyczyniła się do przemyśleń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.