Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36136 miejsce

Sukienka, czyli krótka historia długiej rewolucji

Wpadła mi w ręce, kiedy szukałam prezentu urodzinowego dla przyjaciółki. Nic stosownego nie znalazłam, ale kupiłam ją dla siebie. „W końcu lato w pełni – pomyślałam – na pewno się przyda na gorące dni”.

Nigdy bym nie przypuszczała, że ten kawałek materiału, w połączeniu z nieznaczną zmianą szerokości geograficznej spowoduje, że niebawem będę szukać odpowiedzi na pytania zasadnicze dla mojej wewnętrznej i społecznej tożsamości.

Niepozorny kawałek tkaniny


Udrapowany na ramionach bądź na biodrach, okrywający najdelikatniejsze części ciała, znany był ludzkości od jej początków. Noszony przez starożytnych obojga płci, opływający luźno ciało – był najprostszym, a zarazem najwygodniejszym elementem codziennego stroju.

Od początku także – doceniony został przez kobiety, a to z rozmaitych względów. Praktyczna (albo wcale), przewiewna (zależnie od potrzeby), łagodnie (albo wyraziście) podkreślająca kształty suknia - bądź całkowicie skrywała ciało kobiety, bądź to (wieki później) odważnie je odsłaniała i podkreślała jego walory. Przez stulecia przypisana kobiecie jako zewnętrzny, dodatkowy atrybut jej naturalnej kobiecości – podobnie jak szminka czy perfumy. Coś co eksponowało i podkreślało kobiecość. Jej najbardziej zewnętrzny wyróżnik.

Nabyłam zatem ów wyróżnik i pojechałam na weekend z wizytą do znajomych do Hamburga, na północy Niemiec. Hamburg słynie z wieloletnich tradycji miasta rządzonego przez partię lewicową. Jego mieszkańcy są niemal dwumilionową mieszanką etniczno – kulturową i w większości są dumni z liberalnych tradycji swego miasta.

Spacerując jego ulicami doznałam jednak dziwnego wrażenia, że mój wygląd w niezrozumiały dla mnie sposób przyciąga uwagę hamburskich przechodniów. Zainteresowanie było raczej neutralne, bez specjalnych zabarwień emocjonalnych, niemniej dość zaskakujące.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Interesujący artykuł, życiowe przykłady. Mnie również feministyczne po części przekonania nie przeszkadzają nosić sukienki i myślę, że wiele jest takich kobiet :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki serdeczne wszystkim. pozdrawiam i do następnego czytania:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Niejako w uzupełnieniu tematu, który w mistrzowski sposób przedstawiła Marta, opowiem o związku jaki zachodzi między feminizmem a tramwajem. Feminizm to słowo, które prześladuje mnie od dzieciństwa. Moja ciotka, która zawsze lubiła ubierać się na czarno i nosić czerwone korale do żakietu, mawiała, że „ona, jako typowa feministka, nie uznaje zakazów, kocha wybryki i nie czepia się nigdy tramwaju”. Słuchając tych słów nie mogłem wyjść z zachwytu nad ich przenikliwością. Najbardziej jednak skupiała moją uwagę ta część wypowiedzi, w której jest mowa o czepianiu się tramwaju. Moja młoda głowa, mimo wysiłku, nie mogła dopatrzeć się logicznego związku między feministką i tramwajem, więc zapytałem o to moją mamę. Wzięła mnie wtedy na kolana i wyjaśniła, że związek tych pojęć jest dość oczywisty. Ciotka zawsze była bardzo kochliwa, więc zmieniała mężów jak rękawiczki, wpajając im co dzień swoje feministyczne teorie. Dlatego co parę lat pojawiał się w jej życiu nowy mężczyzna, który dziwnym trafem schodził z tego świata przedwcześnie dotknięty apopleksją. Nie wzbudzało to niczyich podejrzeń do czasu, gdy w tragicznych okolicznościach był zszedł jej ostatni wybranek. Twarz miał siną jak bokser po przegranym meczu i ciało całe poturbowane. Z ustaleń policji wynikało, że nieszczęsny małżonek uległ wypadkowi, czepiając się tramwaju. Tramwaj ów uderzył go w bok, obrócił w prawo, pociągnął za marynarkę i cisnął na torowisko, co stało się bezpośrednią przyczyną śmierci tego nieszczęśnika. Ciotka, gdy usłyszała o tym zdarzeniu, to tak się przejęła, że z obawy o własne życie dodała do swojej feministycznej dewizy ów fragment o tramwaju, aby ją nigdy nie pokusiło czepianie się tego niebezpiecznego pojazdu, zwłaszcza będącego w ruchu. Trzeba było jednak lat, aby przyznała, że zmiana dokonana w treści tego życiowego motta, to nic innego jak „feministyczny praktycyzm”, który pozwala dość swobodnie modelować ideologię feminizmu, dostosowując ją do aktualnych potrzeb jednostki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

osobiście uwielbiam kobietki w sukienkach i spódniczkach;-))) mmm;-)


zawsze to bardziej kobiece;-))) niż jakieś tam spodnie; beee, be

Komentarz został ukrytyrozwiń

szkolne i nudne, oraz naiwne. Szkolne, bo ten wykład z historii feminizmu zapodany encyklopedycznie, by przypodobać sie pani, nie nooo
nudne, bo za długie. wszystko co ma więcej niż niż 3 strony powoduje, że wiem, że ten ktoś nie ma pojęcia jak powiedzieć o tym, co istotne
naiwne,bo te przykłady, matka Peruwinka czy Chinka, albo sukienka i ginekolog z aborcją, wszystko w jednym worku, zdziwienia wielkie oczy, i najlepiej jak mgłą zajdą, panowie się wzruszą, panie przytakną i wszyscy będa szczęśliwi.
na szczęscie, beze mnie;]

tak, że słabo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
nie wszystkie poglądy zawarte w tekście akceptuję, ale całokształt jest świetny.Zwłaszcza dlatego, że nigdy nie pojmowałam ubierania się jako sposobu prezentacji poglądów.Chyba jednak nie doceniamy kraju, w którym żyjemy :) A tak w ogóle częściej noszę spodnie ze względów "wygodnościowych", nad czym ubolewa moja rodzina

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ładnie opowiedziane (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ znakomite!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak dla mnie ekstra. Duży plus za barwną historię... bardzo dobry tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

długie, ale dobrze napisane

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.