Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18063 miejsce

Sukienka, czyli krótka historia długiej rewolucji

Wpadła mi w ręce, kiedy szukałam prezentu urodzinowego dla przyjaciółki. Nic stosownego nie znalazłam, ale kupiłam ją dla siebie. „W końcu lato w pełni – pomyślałam – na pewno się przyda na gorące dni”.

Nigdy bym nie przypuszczała, że ten kawałek materiału, w połączeniu z nieznaczną zmianą szerokości geograficznej spowoduje, że niebawem będę szukać odpowiedzi na pytania zasadnicze dla mojej wewnętrznej i społecznej tożsamości.

Niepozorny kawałek tkaniny


Udrapowany na ramionach bądź na biodrach, okrywający najdelikatniejsze części ciała, znany był ludzkości od jej początków. Noszony przez starożytnych obojga płci, opływający luźno ciało – był najprostszym, a zarazem najwygodniejszym elementem codziennego stroju.

Od początku także – doceniony został przez kobiety, a to z rozmaitych względów. Praktyczna (albo wcale), przewiewna (zależnie od potrzeby), łagodnie (albo wyraziście) podkreślająca kształty suknia - bądź całkowicie skrywała ciało kobiety, bądź to (wieki później) odważnie je odsłaniała i podkreślała jego walory. Przez stulecia przypisana kobiecie jako zewnętrzny, dodatkowy atrybut jej naturalnej kobiecości – podobnie jak szminka czy perfumy. Coś co eksponowało i podkreślało kobiecość. Jej najbardziej zewnętrzny wyróżnik.

Nabyłam zatem ów wyróżnik i pojechałam na weekend z wizytą do znajomych do Hamburga, na północy Niemiec. Hamburg słynie z wieloletnich tradycji miasta rządzonego przez partię lewicową. Jego mieszkańcy są niemal dwumilionową mieszanką etniczno – kulturową i w większości są dumni z liberalnych tradycji swego miasta.

Spacerując jego ulicami doznałam jednak dziwnego wrażenia, że mój wygląd w niezrozumiały dla mnie sposób przyciąga uwagę hamburskich przechodniów. Zainteresowanie było raczej neutralne, bez specjalnych zabarwień emocjonalnych, niemniej dość zaskakujące.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Interesujący artykuł, życiowe przykłady. Mnie również feministyczne po części przekonania nie przeszkadzają nosić sukienki i myślę, że wiele jest takich kobiet :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

dzięki serdeczne wszystkim. pozdrawiam i do następnego czytania:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Niejako w uzupełnieniu tematu, który w mistrzowski sposób przedstawiła Marta, opowiem o związku jaki zachodzi między feminizmem a tramwajem. Feminizm to słowo, które prześladuje mnie od dzieciństwa. Moja ciotka, która zawsze lubiła ubierać się na czarno i nosić czerwone korale do żakietu, mawiała, że „ona, jako typowa feministka, nie uznaje zakazów, kocha wybryki i nie czepia się nigdy tramwaju”. Słuchając tych słów nie mogłem wyjść z zachwytu nad ich przenikliwością. Najbardziej jednak skupiała moją uwagę ta część wypowiedzi, w której jest mowa o czepianiu się tramwaju. Moja młoda głowa, mimo wysiłku, nie mogła dopatrzeć się logicznego związku między feministką i tramwajem, więc zapytałem o to moją mamę. Wzięła mnie wtedy na kolana i wyjaśniła, że związek tych pojęć jest dość oczywisty. Ciotka zawsze była bardzo kochliwa, więc zmieniała mężów jak rękawiczki, wpajając im co dzień swoje feministyczne teorie. Dlatego co parę lat pojawiał się w jej życiu nowy mężczyzna, który dziwnym trafem schodził z tego świata przedwcześnie dotknięty apopleksją. Nie wzbudzało to niczyich podejrzeń do czasu, gdy w tragicznych okolicznościach był zszedł jej ostatni wybranek. Twarz miał siną jak bokser po przegranym meczu i ciało całe poturbowane. Z ustaleń policji wynikało, że nieszczęsny małżonek uległ wypadkowi, czepiając się tramwaju. Tramwaj ów uderzył go w bok, obrócił w prawo, pociągnął za marynarkę i cisnął na torowisko, co stało się bezpośrednią przyczyną śmierci tego nieszczęśnika. Ciotka, gdy usłyszała o tym zdarzeniu, to tak się przejęła, że z obawy o własne życie dodała do swojej feministycznej dewizy ów fragment o tramwaju, aby ją nigdy nie pokusiło czepianie się tego niebezpiecznego pojazdu, zwłaszcza będącego w ruchu. Trzeba było jednak lat, aby przyznała, że zmiana dokonana w treści tego życiowego motta, to nic innego jak „feministyczny praktycyzm”, który pozwala dość swobodnie modelować ideologię feminizmu, dostosowując ją do aktualnych potrzeb jednostki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

osobiście uwielbiam kobietki w sukienkach i spódniczkach;-))) mmm;-)


zawsze to bardziej kobiece;-))) niż jakieś tam spodnie; beee, be

Komentarz został ukrytyrozwiń

szkolne i nudne, oraz naiwne. Szkolne, bo ten wykład z historii feminizmu zapodany encyklopedycznie, by przypodobać sie pani, nie nooo
nudne, bo za długie. wszystko co ma więcej niż niż 3 strony powoduje, że wiem, że ten ktoś nie ma pojęcia jak powiedzieć o tym, co istotne
naiwne,bo te przykłady, matka Peruwinka czy Chinka, albo sukienka i ginekolog z aborcją, wszystko w jednym worku, zdziwienia wielkie oczy, i najlepiej jak mgłą zajdą, panowie się wzruszą, panie przytakną i wszyscy będa szczęśliwi.
na szczęscie, beze mnie;]

tak, że słabo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
nie wszystkie poglądy zawarte w tekście akceptuję, ale całokształt jest świetny.Zwłaszcza dlatego, że nigdy nie pojmowałam ubierania się jako sposobu prezentacji poglądów.Chyba jednak nie doceniamy kraju, w którym żyjemy :) A tak w ogóle częściej noszę spodnie ze względów "wygodnościowych", nad czym ubolewa moja rodzina

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ładnie opowiedziane (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ znakomite!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak dla mnie ekstra. Duży plus za barwną historię... bardzo dobry tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

długie, ale dobrze napisane

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.