Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22976 miejsce

Superman - swojski kosmita z makijażem

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-08-03 16:23

Od jutra w naszych kinach znowu zacznie królować Superman. Komiksowy przybysz z planety Krypton był amerykańskim bohaterem, filmowy pomaga już całemu światu

Elegancki, wymuskany młodzian w opiętym trykocie, który na rzęsach ma więcej maskary niż jego ukochana Lois Lane, ratuje świat przed zagładą średnio raz na trzy minuty.
Kiedyś z dumą wznosił amerykańską flagę. W najnowszym filmie „Superman: Powrót” (w polskich kinach od jutra) bohater broni już wszystkich i każdego na całej Ziemi. Przed złem oczywiście.
Bo początek hasła z oryginalnego komiksu sprzed siedemdziesięciu lat pozostał ten sam: „Prawda, sprawiedliwość i...”, no właśnie, już nie „amerykańska droga”, ale „wszystkie te inne rzeczy”. To znaczy – widzowie z różnych stron świata niech sobie do worka zasad i priorytetów Supermana wrzucą, co chcą.

Amerykańskość nie jest trendy

Tak właśnie nowy film o Supermanie widzieli scenarzyści Michael Dougherty i Dan Harris. – Świat się zmienił i jest już zupełnie innym miejscem. Prawdą jest na pewno, że Superman jest kosmitą i został tu przysłany z innej planety. Wylądował na Ziemi i jest tu, by pomagać każdemu. Jest międzynarodowym bohaterem – twierdzi Harris. Dlatego w nowym filmie nie ma nachalnych propagandowych hasełek i scen. Amerykańskość nie jest już trendy.

Christopher Reeve, legendarny odtwórca roli herosa z planety Krypton, w najbardziej pamiętnym filmie Richarda Donnera z 1978 r. przypominał potężną sylwetką raczej Johna Wayne’a, gwiazdę hollywoodzkich westernów. Brandon Routh, jako nowe wcielenie Człowieka ze Stali, jest szczuplejszy, z lekka zniewieściały i w dodatku pełen wewnętrznych sprzeczności. Jego głównym problemem jest fakt, że jego ukochana Lois Lane (Kate Bosworth) ma nowego adoratora i dziecko. Kowboj John Wayne zniósłby to z godnością. Supermanowi z filmu Bryana Singera wyraźnie zbiera się na płacz. To całkiem normalne w przypadku modelowego, modnego, metroseksualnego mężczyzny początku XXI wieku. Mimo że wrażliwy, Superman nadal jednak fruwa w powietrzu jak błyskawica i z łatwością rozkłada czarne charaktery na łopatki.

Komiks na kryzys

Superman jest uważany za pierwszą w popkulturze postać bohatera o nadnaturalnych zdolnościach i możliwościach. Dopiero po nim nadeszli inni: Spider-Man, Batman czy mutanci z serii X-Men.

Pierwsza obrazkowa historyjka o Supermanie pojawiła się w zeszycie komiksowym „Action Comics” w 1938 roku. Ale Joe Shuster i Jerry Siegel wymyślili Supermana sześć lat wcześniej, w epoce Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Kosmita z sercem dobrego Samarytanina był więc swoistym lekarstwem na problemy ekonomiczne Amerykanów, mężem opatrznościowym, na którego kraj zawsze mógł liczyć. Okazało się, że Superman nie stracił na popularności również w latach 50. i 60., kiedy Amerykanom żyło się dostatnio, ale nękał ich strach przed atomową wojną i rywalizacją z sowiecką Rosją. To w 1948 r. powstała pierwsza ekranizacja perypetii Człowieka ze Stali, czyli serial telewizyjny „Przygody Supermana” (kolejny nakręcono w latach 1952-1957). Najnowszą serią o losach nastoletniego Supermana są telewizyjne „Tajemnice Smallville”, nadawane przez polskojęzyczne stacje.
Ale miano kultowych zyskały trzy części kinowych filmów o Supermanie, w których jako kosmita i jednocześnie swoje ziemskie alter ego, czyli reporter Clark Kent wystąpił Christopher Reeve. Towarzyszyli mu na planie m.in. Marlon Brando i Gene Hackman. Dla Reeve’a była to największa rola filmowa w życiu. Po nieszczęśliwym upadku z konia aktor do końca życia egzystował przykuty do wózka inwalidzkiego.

Klątwa Supermana

Nie powiodło się w życiu też odtwórcom ról Supermana w dwóch wcześniejszych serialach telewizyjnych. Zarówno dla Kirka Alyna, jak i George’a Reevesa były to role, które przyniosły im największą popularność. Obaj potem nie mogli znaleźć pracy i topili smutki w alkoholu.

O „klątwie Supermana” amerykańskie media przypomniały sobie kilka dni temu, gdy 26-letni Brandon Routh (najnowsze wcielenie suberbohatera) miał wypadek podczas jazdy po bezdrożach na górskim rowerze. Aktor spadł z dwukołowca do jednego z kanionów niedaleko Los Angeles. Z pomocą przyszły mu dwie spacerujące tam kobiety. Napoiły wodą, pocieszyły i towarzyszyły „Supermanowi” aż odzyskał siły i był w stanie poprowadzić swój pogięty rower do domu. Nadzwyczajne moce i umiejętność fruwania nie pozostały Brandonowi po przygodzie na planie filmowym. Być może za mało pijał mleka, do czego od niedawna Routh-Superman namawia także polskie dzieci.

W nowym filmie „Superman: Powrót” zmieszczono prawie wszystko to, co teoretycznie powinno cechować kinowy hit; romans, komedię, wzruszające momenty, błyskotliwe dialogi, dużo szybkiej akcji podpartej świetnymi efektami specjalnymi. Ale w samych Stanach Zjednoczonych film nie okazał się aż takim przebojem, jak oczekiwano. Trzecia część sagi „X-Men” i druga „Piratów z Karaibów” pobiły „Supermana” bezlitośnie. Bo jeśli kręci się film dla wszystkich, tak naprawdę robi się go dla nikogo.

Jezus z Kryptona

Dorosły Superman ukrywa swą prawdziwą tożsamość pod postacią trochę ciapowatego reportera dziennika „Daily Planet”, ukazującego się w wielkim mieście Metropolis. Podkochuje się w swej koleżance, dziennikarce Lois Lane. Naprawdę jednak ma na imię Kal-El i pochodzi z odległej planety Krypton. Jako że globowi groziła katastrofa, jego ojciec Jor-El umieścił maleńkiego syna w kosmicznej kapsule i wysłał w przestrzeń. Statek opadł niedaleko amerykańskiego miasteczka Smallville. Malucha z kosmosu znalazła para bezdzietnych farmerów, Jonathan i Martha Kentowie i wychowała jak własnego syna. Dopiero jako nastolatek Kal-El odkrywa, że posiada ponadnaturalne moce, olbrzymią siłę, szybkość poruszania się i potrafi latać.

Niedawna premiera w Stanach Zjednoczonych filmu „Superman: Powrót” spowodowała, że media ponownie zaczęły spekulować o nawiązaniach całej historii do religii, i to nie tylko chrześcijaństwa. Przypominano biblijną opowieść o Jezusie, Mojżeszu, ale i sumeryjskim Gilgameszu. Kosmiczny ojciec wysyła swego syna na Ziemię, żeby zaniósł tam „światło”. Jego pierworodny potrafi czynić cuda. W końcu „umiera”, żeby znowu się odrodzić. Czy to wszystko nie brzmi znajomo?

Kilka innych scen filmu „Superman: Powrót” rozpaliło internetowe dyskusje o podobieństwach pomiędzy filmowym Kal-Elem a Jezusem. Superman zostaje ugodzony kryształem kryptonitu w bok, tak jak Jezus włócznią na krzyżu. W jednej ze scen Superman spada na ziemię w pozie z rozpostartymi ramionami (ukrzyżowanie). Misją Supermana jest ratowanie świata. Powraca na naszą planetę po pięciu latach spędzonych w kosmosie (wywyższenie Jezusa). Na początku filmu powracający na Ziemię Kal-El jest kołysany w ramionach przybranej matki, podobnie jak w „Piecie” Michała Anioła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ja tam supermana lubiłam jak byłam młodsza.Teraz uważam go za zbyt przereklamowanego...
Jego wygląd....moim zdaniem jest zbyt ulizany, a to swoje wdzianko mógłby mieć trochę mniej obcisłe....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.