Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

83440 miejsce

Super-mecz nie rozczarował. Fiorentina lepsza od Realu

Były gwiazdy, były piękne bramki, chwilami było to, czego można oczekiwać po starciu triumfatora Ligi Mistrzów z czwartym zespołem włoskiej Serie A. Nawet jeśli wyglądało ono bardziej na show niż sport.

Piłkarz Realu Angel di Maria w akcji przy piłce Davidem Pizzaro i Nenadem Tomovicem z Fiorentiny. / Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski- Potrzebujemy tego meczu jako przetarcia przed sezonem - zapewniał Carlo Ancelotti. Trzy dni po batalii o Superpuchar Europy i trzy dni przed pierwszą odsłoną Superpucharu Hiszpanii mogło się wydawać, że Włoch nie zaryzykuje wystawienia piłkarzy pierwszego wyboru, ale znalazł miejsce (patrz: kontrakt z organizatorem) dla Cristiano Ronaldo i Jamesa Rodrigueza, którzy w Cardiff wznieśli najnowsze realowskie trofeum. Na boisko i tak wybiegł skład warty ponad 300 mln euro.

Jak wyczekiwana była pierwsza od 10 lat wizyta Realu w Polsce świadczą tłumy, które w sobotnie południe szczelnie opanowały dziedziniec hotelu Hilton. Gdy autobus z piłkarzami Królewskich w asyście jadących na sygnale radiowozów ledwo przedarł się przed główne wejście, ochrona nie była w stanie zapanować nad białym zgromadzeniem, które siłą rozpędu powiększyło swoje terytorium o lobby hotelu. Ogromne zainteresowanie nie uszło klubowym mediom z Madrytu, które wzmiankę o tym umieściły na oficjalnej stronie. Fiorentina przyleciała do Warszawy już wczoraj i późnym popołudniem odbyła godzinny trening.

Jeśli pierwsze 45 minut opatrzeć logiem Ligi Mistrzów, byłaby to niewielka pomyłka. Tempo, pomysłowość i zaangażowanie były na najwyższym poziomie. Zanim publiczność zdążyła się rozsiąść w fotelach, najdroższy piłkarz świata (dzierżący to miano do spółki Gareth Bale nie grał z powodu kontuzji) zdążył udowodnić, dlaczego rocznie sprzedaje się ponad 1,5 mln koszulek z jego nazwiskiem, a każdy kontakt z piłką powoduje gwałtowne zwiększenie decybeli na trybunach. Błyskawicznie wyprowadzona kontra w duecie z Angelem Di Marią i Portugalczyk pewnym, płaskim strzałem umieścił piłkę w siatce. Argentyński skrzydłowy, który wierzyć doniesieniom hiszpańskiej prasy wypychany jest do innych klubów, bardzo chciał potwierdzić swoją przydatność. Brzmi to dziwnie w kontekście zawodnika, który jest wicemistrzem świata i ma za sobą bardzo udany sezon, ale na madryckim niebie liczba gwiazd też ma swoje ograniczenia. Zresztą, kto może być pewny pracy, jeśli nie jest jej pewny Di Maria... Sami Khedira, drugi z zawodników, którym przepowiadana jest przeprowadzka z Madrytu, wyglądał już trochę gorzej - kilka jego strat w środku pola zaowocowało groźnymi kontrami.

Dzięki świadomej swojej wartości Fiorentinie nie był to spektakl jednej drużyny. Nieco zapomniany Alberto Aquilani, szukający piłki najbardziej klasyczny z klasycznych rozgrywających David Pizzaro i wszechstronny Borja Valero kulturą gry wcale nie ustępowali rywalom (wymienność pozycji w tym trójkącie godna uwagi). Trudno się dziwić, że wprowadzony w drugiej części gry Rafał Wolski głównie siedzi na ławce i prawdopodobnie zostanie wypożyczony do beniaminka Empoli. Z piłkarzy, którzy nie dali do tej pory poznać się szerszej widowni, wrażenie zrobił Boubakhar Kouma. 21-letni senegalski napastnik w ostatnim sezonie wypożyczony do Modeny strzelił 20 bramek w Serie B. Jest zupełnie innym typem snajpera od Mario Gomeza. Ten, jak to ma w zwyczaju, nie potrzebował wielu podań, żeby wpisać swoje nazwisko do protokołu meczowego w rubryce "strzelcy", a i trudno jego strzałowi odmówić wartości artystycznych.

W przerwie Ancelotti dokonał czterech zmian i Real zapłacił cenę za brak zgrania i pasywność. Nie w każdym ustawieniu jego zawodnicy rozumieli się automatycznie, z biegiem minut coraz mniej czasu spędzali pod polem karnym zespołu z Florencji, co skutkowało problemami z wypracowaniem sytuacji. Ekipa uważanego za jednego z najzdolniejszych trenerów na Półwyspie Apenińskim Vincenzo Montelli wykorzystała słabości rywala - po strzale Gonzalo Rodigueza o piłkę do własnej bramki skierował Nacho.

Ponad 40 tys. widzów na trybunach Stadionu Narodowego (za bilet zapłacili tyle, ile w niektórych klubach ekstraklasy kosztuje karnet na całą rundę) dowodzi, że idea super-meczów wg pomysłu Polish Sport Promotion znajduje zapotrzebowanie, każdy z dotychczasowych stanowił wydarzenie na polskiej scenie piłkarskiej. Głód na wielkie gwiazdy i najatrakcyjniejsze klubowe marki nadal jest u nas zaspokojony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.