Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20726 miejsce

Superprodukcja "Czyngis-Chan" już na ekranach

Japończyk jako Mongoł, Chińczyk jako jego brat, poplątanie z pomieszaniem, czyli rosyjsko-niemiecko-kazachsko-chińska produkcja w reżyserii Sergieja Bodrowa "Czyngis-Chan" już w kinach.

Plakat reklamujący film. / Fot. Monolith Film"Mongoł" (w polskiej wersji "Czyngis-Chan") to pierwsza część sagi, która opowiada o życiu jednego z największych przywódców świata - Czyngis-chana. Temudżyn (prawdziwe imię Czyngis-chana), 9-letni syn przywódcy Esugeja, wyrusza wraz ze swoim ojcem w podróż, by wybrać sobie narzeczoną spośród plemienia Markitów. Tym gestem przywódca chce zagwarantować pokój z plemieniem, które za młodu najechał i porwał kobietę. Lecz los Temudżyna potoczy się inaczej. W zaprzyjaźnionym klanie, spotkanym po drodze, chłopczyk poznaje Borte, którą wybierze sobie na żonę. W drodze powrotnej Esugej zostaje otruty, a władzę nad plemieniem przejmuje zdradziecki Targutaj. Stąd zaczyna się trudna droga małego Temudżyna do sławy, poprzez głód, poniżenia i niewolnictwo. Droga wypełniona nienawiścią do wrogów, hojnością do sojuszników i nieskończoną miłością do kochanej Borte, której nikt nigdy nie mógł mu odebrać.

Dziwna koncepcja historyczna "Czyngis-chana"


Scena z filmu. / Fot. Monolith FilmSergiej Bodrow już dawno temu miał pomysł, aby nakręcić "Czyngis-Chana", ale różne problemy finansowe i organizacyjne nie dawały szans realizacji filmu. Dopiero po paru latach, mając w kieszeni odpowiednią sumę udało się udźwignąć ten "mongolski" krzyż. Ale pisząc scenariusz Sergiej Bodrow i Arif Aliyew chyba raczej nie zastanawiali się nad legendą i prawdziwą historią wodza. W filmie życie Temudżyna od samego dzieciństwa przesiąknięte jest mistyczną pomocą boga Tengri, i to połączenie sacrum i faktów życiowych na ekranie prowadzi do niezrozumiałych sytuacji w biografii bohatera. Wystarczy wyobrazić sobie bezgraniczny step zimą, gdy w okropnym mrozie mały Temudżyn, ratując się od rąk Targutaja, biegnie przez zamarznięte jezioro. Lód pod nim pęka i chłopczyk wpada do wody. I nagle... ciach! Cięcie i na ekranie widzimy tego samego chłopca na brzegu jeziora, prawie suchego, nie wiadomo jak i przez kogo uratowanego. Być może łapa boga-wilka (do którego zawsze się zwracał w razie potrzeby) uratowała go od śmierci, ale tego widz musi się domyślić sam.



Podobnych sytuacji w tej produkcji jest kilka, a to powoduje, że twórcom filmu trudno zaufać w kwestii dokładnego odtworzenia osobowości przyszłego przywódcy. Filmowy Temudżyn nie potrafi w najtrudniejszych chwilach zadbać sam o siebie, czeka na interwencję boga Tengri, póki ten nie zmiłuje się i nie załatwi za niego trudnych spraw.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.