Facebook Google+ Twitter

Suwałki. Blues to zawsze blues jest

A więc zaczęło się! Już po raz trzeci fani bluesa, jednego z najpopularniejszych od lat gatunków muzyki, pojawili się w Suwałkach by posłuchać swych ulubionych wykonawców podczas Suwałki Blues Festival.

Specjalne podziękowania dla młodych wolontariuszy. Nie wiem, jak bez nich można by to organizacyjnie spiąć / Fot. Krzysztof MasłowskiTradycyjnie, już w czwartek, w patio ratusza odbyły się koncerty towarzyszące. Tym razem swoją muzykę prezentowali: Antymos Apostolis Trio, Krzak, i młodzi suwalscy śpiewacy z Suwałki Gospel Choir.

Dla mnie jednak festiwal zaczął się w piątek. Już przed południem w parku miejskim wyczuwało się atmosferę tej imprezy. Suwalczanie i przyjezdni przechadzali się między stoiskami z napojami, spacerowali wśród straganów z obwarzankami, ciasteczkami i kolorowymi balonikami, zachodzili do festiwalowego sklepiku by kupić znaczek czy na miejscu przebrać się w festiwalową koszulkę.

Dwayne Dopsie – akordeon, śpiew (na próbie) / Fot. Krzysztof MasłowskiW tle słychać było zupełnie nową dla mnie muzykę próbującej na scenie amerykańskiej grupy Dwayne Dopsie & The Zydeco Hellraisers. Dowiedziałem się później, że to co grają jest jednym z gatunków amerykańskiej muzyki korzeni. Powstała ona powstałej na początku dziewiętnastego wieku w południowo-wschodniej Louisianie a wywodzi się z tradycyjnej muzyki kreolskiej. To, że głównymi instrumentami są tu akordeon i tara widziałem już na próbie, jednak dopiero na wieczornym koncercie poczułem to niewiarygodnie szybkie tempo tak charakterystyczne dla muzyki zydeco. To, czego dokonywał na akordeonie Dwayne było za każdym razem kolejnym majstersztykiem porywającym publiczność do tańca i oklasków. Pozostali członkowie zespołu nie odstawali poziomem od lidera.
Rodney Sam – tarka do prania (próba) / Fot. Krzysztof MasłowskiDwayne Dopsie, Rodney Sam i basista Glenn Sam wśród łowców autografów. / Fot. Krzysztof Masłowski

Publiczność bawiła się wspaniale szczególnie wtedy, gdy Dwayne wybiegał z akordeonem do publiczności i poza sceną rozpoczynał się porywający show. Na mnie ogromne wrażenie wywarło
oryginalne wykonanie hendrixowskiego „Hey Joe”. Nie byłem jedynym, który ze zdumieniem wsłuchiwał się w gitarowe solówki Hendrixa wykonywane na akordeonie. Nic więc dziwnego, że koncert grupy Dwayne Dopsie & The Zydeco Hellraisers przedłużył się o dwadzieścia minut i występ samego Micka Taylora o tyle się opóźnił.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

lkazff
  • lkazff
  • 14.07.2011 12:04

d46k5x <a href="http://vdarfzfpsaww.com/">vdarfzfpsaww</a>, [url=http://doramlgilwan.com/]doramlgilwan[/url], [link=http://swpqaxaqcrbv.com/]swpqaxaqcrbv[/link], http://upumziesitgw.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2010 10:58

To przykre co napisała Alannah, wpadka organizatorów poważna. Napisałeś "....Młodsi lecz chyba nie mniej niż dziś zafascynowani tą muzyką. " Krzysztof, znam to uczucie , ja czekałam 30 lat by zobaczyć Ten Years After , w końcu zobaczyłam i posłuchałam choć już bez Alvina Lee.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.