
22 czerwca 1941 roku miał mu w tym pomóc ,,lodołamacz rewolucji'' Hitler, który chcąc odeprzeć atak bolszewików przegrał, co umożliwiło Wielkie Zwycięstwo ZSRR w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.
W dość nieuporządkowanych, przypominających formę esejów książce, jest dużo zarzutów, oskarżeń o nieudolność przywódców Sztabu Generalnego. Autor szuka tym razem potwierdzenia swoich przemyśleń m.in. w pamiętnikach szefa Sztabu Generalnego ZSRR Żukowa. Kontynuuje i rozwija argumenty sformułowane we wcześniejszych częściach cyklu: "Lodołamacz", "Dzień M", "Ostatnia Republika", "Ostatnia defilada" i wydaje się, że "Klęska ma charakter wtórny w stosunku do pozostałych części. Jest tak samo nastawiona na kontrowersje, sarkazm, którego autorowi nie brakuje, ale na obronę warto zauważyć pewien dystans i obiektywizm pisarza, który przecież jest Rosjaninem (ukończył Wojskową Akademię Dyplomatyczną w Moskwie). Nie gloryfikuje swojego narodu, ale stara się wskazać też złą stronę medalu, negatywne decyzje i zachowania przywódców podczas II wojny światowej.
Przywołuje oświadczenie Żukowa i jego współtowarzyszy zawarte we "Wspomnieniach i refleksjach" marszałka: ,,Wiele osób w ówczesnym kierownictwie ludowego Komisariatu Obrony i Sztabu Generalnego zbyt kanonizowało doświadczenia I wojny światowej’’. To miało przeszkadzać w odparciu ataku. Suworow nie zgadza się z tym, wskazując na różnice w zaopatrzeniu techniczno-wojskowym oraz taktycznym sił ZSRR. Zapatrzenie na doświadczenia poprzedniej wojny nie byłoby przydatne, a samo oskarżenie jest przerzuceniem odpowiedzialności za niepomyślne decyzje na innych dowódców. Pisarz analizując kolejne strony wspomnień stara się też określić właściwości i skład 171 dywizji, która znalazła się na granicy niemiecko-radzieckiej, bo ta kwestia budzi wiele wątpliwości.
Na koniec warto podkreślić, w jaki sposób Suworow pisze o swoich rodakach. Ukazuje specyfikę ich myślenia i interpretację pewnych sytuacji. Pisze na przykład, że : "Całkowitą klęskę w Związku Radzieckim nazywano pewnymi niedociągnięciami, najazd na cudzą ziemię – pomocą braterską’’ (my Polacy to znamy); a ,,wymordowanie milionów rodaków – przegięciami niektórych lokalnych przywódców partyjnych’’. Prawda, że ciekawie?