Facebook Google+ Twitter

Swanetia - gruziński Dziki Zachód

Swanetia to trudno dostępny region górski w zachodniej Gruzji. Przewodniki ostrzegają udających się tu turystów przed napadami. Jednak zamiast uzbrojonych bandytów spotykamy tu serdeczne Gruzinki, Gruzina praktykującego antropozofię, a przy okazji podziwiamy piękne widoki.

Centrum Mestii / Fot. Bartłomiej ZiębaRedakcja poleca / Fot. W24.plRano, centrum Mestii, liczącej 3,5 tysiąca mieszkańców stolicy Swanetii. Zastanawiamy się z Bartkiem nad strategią poszukiwania noclegu. Mamy namiary na pole namiotowe za pięć lari (dziesięć złotych) od osoby. Pytam się starszego mężczyzny po rosyjsku, gdzie znajduje się szukana przez nas ulica. Mówi, że koło niego i jeśli chcemy to może nas tam zaprowadzić. I woli, jeśli będziemy rozmawiali po angielsku. A tak w ogóle to możemy rozbić się u niego. Za ile? Niedrogo. Czyli ile, pięć lari starczy? Wystarczą trzy.

Nocleg w zrujnowanym domu


Starszy pan ma na imię Merab. Razem z bratem są właścicielami wielkiej działki porośniętej trawą, na której stoją dwa domy. Niestety przez wiele lat cała rodzina mieszkała w Tbilisi, a posiadłość w Swanetii była daleko, więc nikt jej nie doglądał, przez co popadła w ruinę. Obecnie w jednym domu mieszka Merab ze swoim bratankiem. W budynku znajdują się tylko podstawowe meble i kuchnia. Toaleta, czyli dziura w drewnianej szopie, jest tuż obok. W drugim domu z powodu braku pieniędzy na remont sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Merab mówi, że możemy w nim zamieszkać. Dom jest cały zakurzony, wygląda jak by nie był sprzątany od kilku lat. Żeby nie pobrudzić śpiworów rozkładamy karimaty na łóżkach. Może i dom jest stary, brudny i zniszczony, ale z powodu gwałtownej ulewy, która właśnie przechodzi nad miastem, wolimy to niż namiot.

Dom Meraba / Fot. Bartłomiej ZiębaCzekamy aż deszcz przestanie padać, by wyjść na przechadzkę po Mestii. Wcześniej pytamy się jednak Meraba o to, czy w Swanetii jest bezpiecznie. Czytaliśmy przecież, że jeszcze kilka lat temu zdarzały się tu zbrojne napady na turystów. Merab uspokaja nas, że od czasu jak Gruzją rządzi Michaił Saakaszwili policja z wojskiem wzięły się za walkę z bandytami i nie ma się teraz czego obawiać. Krótki spacer po Mestii potwierdza jego słowa. W mieście jest mnóstwo turystów z Zachodu i drogich hoteli, co tworzy atmosferę górskiego kurortu. W informacji turystycznej bez problemu dogadujemy się po angielsku, dostajemy nawet profesjonalną mapkę ze zdjęciami i opisem interesującego nas szlaku.

Ponieważ jest już za późno na chodzenie po górach idziemy do sklepu napić się piwa. W środku zastajemy kilkunastu licealistów, w większości dziewczyn. Jedna z nich zastępuje swoją mamę w prowadzeniu interesu. Prawie wszyscy mieszkają na stałe w Tbilisi, a w Swanetii spędzają tylko wakacje. Nie mają za bardzo co robić, więc jesteśmy dla nich sporą atrakcją. Ponieważ właśnie zaczęła się kolejna ulewa, zostajemy w miłym towarzystwie. Rozmawia z nami głównie roześmiana, ładna brunetka. W międzyczasie koleżanka plecie jej warkoczyki. A dla kogo się tak stroi? Dla Dimy. I kim jest Dima? Rosyjskim aktorem. Bo tak w ogóle to ona uwielbia Rosję i jej kulturę. Jak to? Przecież Rosja przez dwa stulecia ciemiężyła Gruzję, a dwa lata temu stoczyła z nią wojnę. Jak można uwielbiać swojego wroga? No tak, ale to polityka, a aktorzy to inna sprawa.

Ulewa w końcu mija, więc ruszamy w poszukiwaniu obiadu. W tym celu wracamy się do centrum miasta, gdzie widzieliśmy tanią jadłodajnię. W czasie, gdy ja składam zamówienie Bartek poznaje się z nietypowym małżeństwem. Trzydziestoletnia Sabina jest Szwajcarką, a jej o 5 lat starszy mąż Australijczykiem, który nie dawno przyjął obywatelstwo żony. Poznali się w Wenezueli, gdy jeszcze osobno podróżowali po Ameryce Południowej. Postanowili rzucić pracę i dostać się lądem do Chin, stamtąd do Australii, a w międzyczasie zwiedzić kraje, przez które będą przejeżdżać. Przemieszczają się samochodem kempingowym, w którym na co dzień śpią.

Przy okazji spotykamy Meraba. Miło nam się rozmawia i ostatecznie Merab zaprasza Szwajcarów, by zaparkowali na jego działce, a my umawiamy się z nimi, na jutro na wspólne zdobywanie górskiego szczytu.

Impreza u Meraba (trzeci z lewej) / Fot. Bartłomiej Zięba

Zagubieni


Następnego dnia wstajemy o siódmej rano. Chwile później Szwajcarzy są gotowi i ruszamy zdobywać wieżę telewizyjną, z której podobno rozciąga się piękny widok. Niestety droga jest kiepsko oznakowana i gubimy szlak, a na dodatek przez kilka godzin nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wobec tego postanawiamy wracać do Mestii. Jednak od najlepszej drogi powrotnej oddziela nas kilka gospodarstw i żeby się do niej dostać musimy przedzierać się przez cudze pola i przeskakiwać przez płoty. Na szczęście nikt nie ma do nas o to pretensji. W międzyczasie wybucha ulewa i przemoczeni docieramy do gospodarstwa Meraba.

Wieczorem spotykamy się wszyscy u niego i słuchamy jego historii. Na początku lat dziewięćdziesiątych Merab miał dość Tbilisi, sprzedał, więc swoje mieszkanie i przeniósł się do Swanetii. Uzyskane pieniądze pozwoliły mu na prowadzenie sklepu, który jednak szybko zbankrutował. Od tego czasu imał się różnych zajęć, był między innymi nauczycielem. Ostatnio pracuje w turystyce, pomaga mu to, że świetnie mówi po angielsku. Jest przewodnikiem, wozi turystów swoim samochodem po okolicznych atrakcjach. Chciałby przyjmować u siebie przyjezdnych z zagranicy, ale na razie nie ma pieniędzy na to, by stworzyć im odpowiednie warunki, a jego wniosek o dofinansowanie został odrzucony. Problemem jest również to, że buja w obłokach i nie ma smykałki do interesów. Sami to zresztą zauważyliśmy, gdy obniżył nam cenę noclegu, mimo że wcześniej zgodziliśmy się na wyższą.

Gruziński antropozof


Następnego dnia Szwajcarzy robią dzień odpoczynku, a my wspinamy się do leżącego na wysokości ok. 2300 metrów krzyża. Mimo, że na plecach mam co najwyżej dwa kilo bagażu to szybko się męczę i ledwo docieram do celu. Trochę mnie to martwi, bo za tydzień planuję zdobywać szczyty z dwudziestokilogramowym plecakiem. Mam nadzieję, że zmęczenie wynika z tego, że po raz pierwszy jestem tak wysoko i jeszcze nie zaaklimatyzowałem się w górach. W każdym razie widok ze szczytu wynagradza wysiłek. Zwłaszcza na skutą lodem, liczącą 4710 m Uszbę, przez którą niejeden turysta stracił życie.

Nasze posłanie / Fot. Bartłomiej ZiębaWieczorem po raz ostatni mamy okazję posłuchać historii Meraba. Dziś wyjątkowo odwiedziło go dwóch kolegów. To trochę nietypowa sytuacja, bo nasz gospodarz nie jest lubiany w Mestii. Zaczęło się od tego, że Merab nie mógł znieść myśli, że to co widzimy na co dzień to tylko iluzją, pod którą kryje się prawdziwa istota świata. Przeczytał wiele książek, by znaleźć rozwiązanie swoich wątpliwości, aż w końcu odkrył antropozofię. To chrześcijańska szkoła duchowa, zapoczątkowana przez austriackiego filozofa Rudolfa Steinera. Jednym z jej kluczowych elementów są medytacje, które rozwijają świat duchowy człowieka.

W milionowym Tbilisi takie zainteresowania nie zwróciłyby niczyjej uwagi. Ale w prowincjonalnej Mestii ludzie uważają Meraba w najlepszym razie za dziwaka, w najgorszym za niebezpiecznego sekciarza, co miało dla niego przykre konsekwencje. Choćby niechęć popa, który skutecznie interweniował u władz samorządowych o wyrzucenie go z pracy. Mimo tych przeciwności Merab nie traci pogody ducha. Pogodził się z tym, że rozwój duchowy i zarabianie pieniędzy rzadko idą w parze. Poza tym nie ma sobie nic do zarzucenia, antropozofia nie jest religią, a raczej systemem filozoficznym, a on nikogo do niej nie namawia, chce tylko w spokoju pomedytować. A my jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy spędzić z nim czas.

Autor na tle szczytów Swanetii / Fot. Bartłomiej ZiębaAutor ze szwajcarskim małżeństwem na szlaku / Fot. Bartłomiej ZiębaRano opuszczamy Swanetię ze Szwajcarami, którzy zaproponowali, że nas podwiozą. Wcześniej jednak chcemy zapłacić Merabowi za nocleg. Ten nie chce o tym słyszeć, ale Bartek wpycha mu do kieszeni parę lari za piwo, którym nas częstował. Jeszcze tylko pożegnalny kufel złocistego płynu i ruszamy w drogę.

Trzecie część relacji z podróży po Swanetii zostanie opublikowana za tydzień.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Marek Pietrzak
  • Marek Pietrzak
  • 07.01.2011 22:43

wyruszamy do Gruzji w kwietniu, potrzebuję dużo info o Swaneti, uszguli bo to ciekawe miejsca. prosze podaj mi więcej info
hugs
Marek
pietrzakmarek@rambler.com.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przejrzę zdjęcia ze Swanetii i jeśli będzie ich wystarczająco dużo to zrobię galerię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesujący tekst. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ładna relacja. 5*
Faktycznie - przydałoby się więcej zdjęć; a może Autor zafunduje nam galerię?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Atrakcje Gruzji z historią indywidualisty w tle - bardzo ciekawe. Zapalam 5 gwiazdek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech... piękna wyprawa w góry Kaukazu. I pięknie opisana. Byłam kiedyś w tym cudownym i chyba jednym z piękniejszych, rejonie świata. Moim marzeniem jest by pojechać tam raz jeszcze. Zazdroszczę Ci - Michale. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ta świnka w centrum Mestii ... :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michał, pięknie opowiadasz o Swanetii i jej kolorycie przyrodniczo - kulturowym.
Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.10.2010 17:42

Artykuł świetny ale mam niedosyt zdjęć, tylko pozazdrościć takiej przygody:) 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.