Facebook Google+ Twitter

Świat kina Stanisława Barei w interpretacji Rosława Szaybo

Plakat filmowy to potężna porcja doskonałej grafiki. Filmy Stanisława Barei w plakatowej grafice Rosława Szaybo prezentowane były między innymi rok temu w Muzeum Plakatu w Warszawie.

1 z 6 Następne zdjęcie
Zdjęcie: fot. Jolanta Dyr - plakaty Rosława Szaybo do filmów Stanisława Barei
fot. Jolanta Dyr - plakaty Rosława Szaybo do filmów Stanisława Barei

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

/...trochę dla mnie dziwne, jeśli studenci literatury nie czytają książek. Cóż bowiem robią na studiach dotyczących literatury?/

Analizują problem na podstawie wyimków na przykład.
Problem nie jest w tym, że nie chcą. Nie potrafią po prostu skupić uwagi nad tekstem o takiej objętości. To kwestia zmian w mózgu właśnie.
Zajęcia muszą być prowadzone inaczej albo... likwidacja wydziału ..?
Są prowadzone inaczej - lecz z konsekwencjami jednak.

Zasygnalizowałem tylko namiastkę problemu...

Również pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze ... trochę dla mnie dziwne, jeśli studenci literatury nie czytają książek. Cóż bowiem robią na studiach dotyczących literatury? No bo mimo wszystko trudno nazwać literaturą 3/4 blogów aktualnie dostępnych w sieci lub większość postów na portalach społecznościowych.

Ja myślę jednak, że co by nie pisać na temat internetu, a temat na pewno jest inspirujący, to zamiłowanie do czytania wynosi się z dzieciństwa, z domu rodzinnego.

Jeśli dziecko od małego porusza się po przestrzeni gdzie książka ma swoje miejsce nie tylko na malutkiej półce, ale w sporej domowej bibliotece i jest czytana przez domowników, to w sposób naturalny dziecko robi to samo co inni. Jeśli dziecku do snu czyta się bajkę, jedną, drugą trzecią, a gdy samo z ciekawością sięga po książeczkę z obrazkami i opowiada co tam w środku jest napisane i nawiązuje się z nim na ten temat dialog, to później będzie na pewno czytało książki.

Problem jednak w tym, że dzisiaj inaczej się wychowuje dzieci ... sadzając je od małego przy komputerze a nie przy książce. Po za tym świat wirtualny, pozornie będąc ciekawym mocno zubaża ... nie buduje relacji między ludźmi. Nie buduje pasji, rzeczywistych zainteresowań, więzi międzyludzkich.

Ale chyba zbyt daleko zabrnęłam w tych dywagacjach. Nikogo tak czy inaczej nie zmusi się do czytania, ani do oglądania czegokolwiek jeśli nie znajdzie w sobie na to ochoty.

Będąc dzieckiem zawsze słyszałam w rodzinnym domu, że moja mama umiała już czytać mając lat pięć i w tym wieku miała swoje konto członkowskie w miejscowej bibliotece. Gdy ja miałam z kolei pięć lat, to znałam wiersze Brzechwy dla dzieci na pamięć. Ale mój przykład raczej nie jest dobry, bo po prostu zawsze lubiłam i wiele czytałam, a i jeśli chodzi o internet to nie służył mi on tylko do powierzchownej wymiany myśli na portalach społecznościowych bo ich nawet w 1996 roku jeszcze nie było, ale sama tworzyłam strony internetowe i korzystałam z jego zasobów, tak jak z wiedzy bibliotecznej.

A teraz .... no cóż wymiana myśli często sprowadza się do postu „ ..... no to mamy piąteczek ... pora na grilla ... ha, ha, ha.” Panie Arturze piąteczek się właśnie skończył ... miłego weekendu życzę ;) .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sprostowanie na temat wspomnianej książki.
Jednak ukazała się w Polsce i to dwa lata temu już:

lubimyczytac.pl/ksiazka/159933/plytki-umysl-jak-internet-wplywa- na-nasz-mozg

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Szczerze mówiąc nie chciałabym by dzisiaj powstawały filmy podobne w swej stylistyce firmom Barei, bowiem dawno przestały mnie bawić zawarte w nich dowcipy i poziom intelektualny odbiorców, widziany przez poszczególne kadry filmu. Śmialiśmy się sami z siebie, podczas gdy tak naprawdę powinniśmy byli nad sobą płakać./

Pani Jolanto, moim zdaniem i tak, i nie.
Również preferuję bardziej subtelny i wielowymiarowy przekaz, ale z drugiej strony może to być skuteczna broń w dobie politycznej poprawności, aby w ogóle mieć szanse podjąć temat z innej perspektywy. Przecież i tak najbardziej istotny pozostanie poziom refleksji. A ten albo się pojawi, albo nie. I tak było, sądzę, z filmami Barei w PRL. U wielu pozostał bezrefleksyjny śmiech, ale nie u wszystkich przecież. Kto wie, może nawet był to ostatecznie języczek u wagi..? Tego nigdy nie wiemy. Wiemy natomiast, że te filmy "szły" w kinach, a inne szły na półki... to tez kwestia relatywnej skuteczności, nieprawdaż?


/Choćby zwróćmy uwagę jak zmalało zainteresowanie książką. Jak nie wiele osób książki czyta./

Internet jest tutaj jednym z głównych winowajców. W negatywnym sensie. Nie tylko jako "pochłaniacz czasu", ale jako medium, które kompletnie wywróciło do góry nogami świat percepcji.

Polecam świetną książkę Nicholasa Carra: "The Shallows: What the Internet Is Doing to Our Brains". Niestety niedostępna w języku polskim.
Przytoczę jeden fragmencik odnośnie książek właśnie. Wypowiada się pani profesor Katherine Hayles z Duke University:

"i can't get my students to read whole books anymore"

Dodam, że chodzi o studentów literatury!!!!!
Czy może być coś bardziej wymownego?

A jakie są tego implikacje, jeśli chodzi o rozumienie świata..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że pewnym faktem jest przesyt szczegółów na plakatach Szaybo dotyczących filmów Barei tak jakby grafik chciał poprzez nie chciał widzom opowiedzieć treść, całą treść kinowego obrazu.

Odkąd filmy Barei stały się kultowymi, właściwie plakat nie pełni roli "zachęty" do ich oglądania, a faktycznie stanowi ich pewne streszczenie.

A jeśli chodzi o o kontekst "demokracja a sprawa współczesnego kina", to wydaje mi się, że nieco za daleko idziemy obciążając "demokrację", a szczególnie jej polską odmianę. Są młodzi zdolni ludzie "kręcący" swoje wywiady i filmy bardzo prymitywnymi metodami i osiągają sukcesy w sieci, bo to dla ogółu dziś najbardziej powszechny i dostępny kanał dystrybucji. I są wielcy, którzy robią w kulturze swoje stosując powszechne metody marketingu i promocji, bo współczesne czasy wymagają tej promocji wiele bardziej niż minione.

Wydaje mi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to jak zwykle chodzi o pieniądze. Szczególnie u nas, gdy "świadomość biedy" góruje nad świadomością możliwości, poczuciem piękna, afirmacją sztuki i sztuki znajomością. Choćby zwróćmy uwagę jak zmalało zainteresowanie książką. Jak nie wiele osób książki czyta.

Redystrybucja pieniędzy tak państwowych jak i unijnych w moim odczuciu realizowana jest nadal metodami "wypracowanymi" w przeszłości. Czyli najpierw do kieszeni własnej (jakkolwiek szeroko lub wąsko pojęcie "kieszeń własna" jest rozumiane), a potem dystrybucja na potrzeby ogółu.

Stąd brakuje pieniędzy dla szkół i edukacji, co widać u wielu choćby w kwiecie wieku polityków, dla których Powstanie Warszawskie miało miejsce w 1981 roku.

Brakuje dla służby zdrowia, dla dróg lokalnych które odprowadzały by wody deszczowe do zlewni, a nie do piwnic czy garaży lokalnych mieszkańców tu i ówdzie w kraju, a w szczególności w miejscach, w których konieczność modernizacji takich dróg występuje i problem znany jest od lat.

Szczerze mówiąc nie chciałabym by dzisiaj powstawały filmy podobne w swej stylistyce firmom Barei, bowiem dawno przestały mnie bawić zawarte w nich dowcipy i poziom intelektualny odbiorców, widziany przez poszczególne kadry filmu. Śmialiśmy się sami z siebie, podczas gdy tak naprawdę powinniśmy byli nad sobą płakać.

Natomiast tematem głównym tak naprawdę jest w tej chwili plakat - według mnie doskonale mimo wszystko oddający klimat i czasu w jakim powstawał i treść filmów o których opowiada. Podobna stylistyka i forma wyrazu emocji, choć tworzywo zupełnie inne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

niż pobudza kontekst tego śmiechu - rzecz jasna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiele filmów na półkach pozostało w PRL, choć też można je określić jako piętnujące "błędy i wypaczenia". To raczej forma odegrała tu rolę. Paradoksalnie, bo przecież o poczucie humoru trudno podejrzewać politruków z KC.
Ktoś gdzieś stwierdził, że śmiech bardziej eliminuje napięcie, niż pobudza. Trafnie zresztą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ta zła komuna pozwalała, aby się z niej śmiano w kinach i przed telewizorami, przyjmując na wiarę, że chodzi przecież tylko o wytknięcie błędów i wypaczeń. Ta doskonała demokracja nie pozwala, aby reżyser chcący robić to samo teraz zebrał fundusze i uzyskał dystrybucję.

Natężenie fimowej krytyki niemiłosiernie panującego braku porządku jest obecnie starannie ograniczane do poziomu podobnego jak w pierwszej serii Czterdziestolatka.

Zaś te plakaty... Może i zręcznie pomyślane, ale mi wydają się tak jakby czekały na rozstrzelanie. Nie gustuję w natłoku obrazów i skojarzeń. Pociągają mnie klasyczne formy. Od tych plakatów czuć postmodernizm, który nie wydaje mi się ani trochę zabawny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.