Facebook Google+ Twitter

Świat za łódzką Manufakturą zatrzymał się w XIX wieku...

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2006-09-29 07:57

Toaleta w podwórzu, popękane ściany, dziury w podłodze i okna zabite deskami. Krajobraz jak żywcem wyjęty z "Ziemi obiecanej". Tak żyją łodzianie w famułach sąsiadujących z Manufakturą. XXI wiek oglądają ze swoich odrapanych okien...

fot. Expres IlustrowanyPrzeklęta reklama


Budynek przy ul. Drewnowskiej 60 leży na tyłach Manufaktury. Odrapane mury, stropy podparte drewnianymi balami. Trzeba je było zamontować, żeby dom nie zawalił się lokatorom na głowy. Sufity z dykty zrobili sami mieszkańcy, na własny koszt, bo tynk wpadał do zupy. Studzienki kanalizacyjne zapchane, jak jest ulewa woda podchodzi pod okna parteru. Po podwórzu kręcą się wychudzone koty. Mieszkańcy je błogosławią, bo odkąd się pojawiły, z domu zniknęły szczury. A niektóre były większe od kotów...

Na murze z daleka widoczna jest 4–metrowa reklama.

fot. Expres Ilustrowany– Zamontowali ją właśnie tutaj, żeby zakryć przykry widok, bo nasz dom straszył gości – mówi Jadwiga Wojtal z parteru. – Kiedy ją zawiesili, sąsiadka i ja miałyśmy w domu grobowiec, bo plansza zakryła okna. Musiałyśmy palić światło w biały dzień!

Lokatorki pisały skargi, błagały o zdjęcie reklamy. Po długich bojach wycięto w planszy otwory na okna. Ale to jedyny "luksus", jaki wywalczyły...

Wiesława Piasecka z pierwszego piętra mieszka w pokoju z kuchnią. Do w.c. chodzi na podwórze. Z trzech kabin, z których smród unosi się na całe podwórko korzystają mieszkańcy dwóch kamienic. Pani Wiesława płaci czynsz w wysokości 131 zł miesięcznie. Rachunek za zimną wodę (bo w budynku tylko taka jest) kosztuje ją 54 zł.

– Ech, ciężko mi tu żyć – wzdycha. – Mam cukrzycę, chore serce i kręgosłup. Za każdym razem, jak chcę pójść za potrzebą, to muszę pokonywać schody.... Do tego na leki brak pieniędzy, bo dostaję rentę w wysokości 417 zł. – Remontu nie zrobię, bo nie mam za co. A tam, za oknem – wzdycha – widzę wielki świat: modnie ubranych ludzi, podjeżdżających drogimi autami, eleganckie restauracje...

fot. Expres IlustrowanyJak budowano wielki świat...?


Wielki świat wychodzi lokatorom bokiem. Tak było już od pierwszego dnia, kiedy ekipa budowlana wzięła się do roboty.

– Dzień i noc jeździły tu wielkie auta, przywoziły materiały. Potem odgłosy budowy: stukanie, pukanie, wiercenie. Ani przez chwilę nie mieliśmy tu spokoju. Dzieci nie mogły odrabiać lekcji – mówi Małgorzata Gąsiniak, matka dwóch dziewczynek w wieku gimnazjalnym i chłopca w czwartek klasie szkoły podstawowej.

Pani Małgorzata zajmuje jeden pokój z kuchnią. Dzieci odrabiają lekcje przy malutkim biurku. Na niebieskim regale stoi komputer.

– Ten komputer trzeba było trzymać na kolanach, bo jak wiercono doły na fundamenty, to się cały trząsł – wspomina.

Po tym trzęsieniu ucierpiała cała kamienica.

80–letnia Ewa Kozieł z parteru czuje się w swoim mieszkaniu jak na bombie. Ściany popękane, dziura w podłodze. Staruszka czeka, kiedy sufit spadnie jej na głowę.

– Podłoga się po prostu zawaliła – mówi smutnym głosem. – Ten dom nie ma podmurówki, kamienica stoi na ziemi. Do tego ta wilgoć. W całym mieszkaniu ją czuć...

Pani Ewa przykryła dziurę w podłodze czym się dało. Pod wykładzinę napchała gazet. Omija to miejsce jak może, bo kiedyś w tę dziurę wpadła i omal nie zrobiła sobie krzywdy.

– Boję się, że sobie złamię rękę albo nogę, bo kości już słabe...

Za tę dziurę w podłodze i wilgoć płaci co miesiąc 162 zł czynszu. To dlatego, że ma dwa pokoje, a nie jeden.

fot. Expres IlustrowanySąsiadka pani Ewy, Jadwiga Wojtal od lat pisze pisma do Administracji Nieruchomości Łódź–Bałuty, Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej Łódź Bałuty, inżyniera miasta, prezydenta Łodzi, Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego i wszystkich świętych.... Nie ma jednak nadziei, że kiedyś uda jej się coś wywalczyć albo wyrwać z tego domu. W swoim małym mieszkanku zrobiła remont, kuchnię obłożyła kafelkami, wydzieliła z niej małe pomieszczenie na toaletę, założyła suwane drzwi.

– Jak zrobiłam tę ubikację, to od razu podnieśli mi czynsz do 158 zł – wzdycha. Remont był robiony niedawno, ale ściany już zdążyły popękać na nowo.

Na suficie kobieta zamontowała kasetony, ale czeka, kiedy spadną jej na głowę.

– Jak sąsiad chodzi, to sufit się ugina – mówi.

Tak musi być!


Jadwiga Wojtal ma w domu całą teczkę pism, jakie wysyłała i odpowiedzi z różnych instytucji.

– Z Inżynierii Budownictwa odpisali, że dom nie nadaje się do... rozbiórki, a prezydent miasta w ogóle nie raczył odpowiedzieć.

W teczce jest nawet pismo ze Straży Miejskiej, z którego wynika, że w budynku "żadnych nieprawidłowości nie stwierdzono". Słowem: wszystko jest w porządku. Tak ma być!

Stos różnych pism leży też w Administracji Nieruchomości Łódź Bałuty.

– To jest bardzo skomplikowana sprawa – tłumaczy administrator Waldemar Płoszaj. – Budynek jest prywatny. Po latach odnaleźli się jego spadkobiercy. Oni jednak nie chcą inwestować i najchętniej by go sprzedali. My tylko zabezpieczamy lokatorów, żeby nic im się nie stało.

Jadwiga Wojtal nie przyjmuje żadnych argumentów. Tęsknym wzrokiem patrzy w stronę Manufaktury.

– Wie pani, co my z sąsiadami chcemy zrobić? Ubierzemy się w pasiaki, takie, jakie noszono w obozie i wyjdziemy na ulicę na znak protestu. To będzie taki happening. Może wtedy nas zauważą. Bo my tu żyjemy jak w obozie...

Magdalena Grochowalska – Express Ilustrowany

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.