Facebook Google+ Twitter

Świat zza kółka

Od kiedy pamiętam mój tata zawsze często wyjeżdżał, późno wracał, ale zawsze kiedy tylko mógł zabierał mnie do tego swojego świata, świata motoryzacji, dużych i mocnych samochodów. Uwielbiałam siedzieć z nim na warsztacie i za kółkiem.

 / Fot. W24Dziś mam zaszczyt trochę wam o tym świecie opowiedzieć i przybliżyć naprawdę ciekawy i niebezpieczny zawód kierowcy.
- Na wstępie chciałam zapytać, który wyjazd był najciekawszy?
- Ciężko jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ, każdy wyjazd był ciekawy, jeśli nie z uwagi na okolicę, to na pewno na sytuacje, które mnie spotkały. Ale jeśli już miałbym coś wybrać, to byłby to wyjazd do Turcji.
-Z jakiego powodu?- pada kolejne moje pytanie.
-Z wielu powodów, po pierwsze jest to bardzo egzotyczny kraj o zupełnie innej kulturze niż nasza. Poza tym przejazd przez Bułgarię, Rumunię i Ukrainę nie zawsze okazuje się bezpieczny. To ponad 3800km. Załadunek w Piasecznie, rozładunek w Manisie. –odpowiada mój gość - Dodatkowo przeprawa promem z Grecji, któremu daleko do tych z Litwy.
-Sporo wrażeń, jak na jeden wyjazd, to fakt. A co z tego wyjazdu zostanie na zawsze w pamięci?
- Na pewno poszukiwanie parkingu wieczorem w połowie drogi przez Rumunię, kiedy 3 czarne samochody chciały wymusić na mnie postój. Padło kilka strzałów w kierunku mojego samochodu, na szczęście pojawił się patrol Policji i nie udało im się mnie zatrzymać, ale to jest mało przyjemne wspomnienie.
Jeśli chodzi o coś czego nie zapomnę to widok zamków w Rumunii, Czarnogórze, a dokładnie Montenegro,
czy meczety, bazary w Turcji i koń trojański. Poza tym jazda między Canakkale a Ezine i niesamowicie wręcz strome pojazdy. 19 procent stromizny, po deszczu ciężko w ogóle było mówić o
jeździe, raczej ślizgu i brawurze. Kiedy padało lepiej było poczekać aż droga wyschnie, bo inaczej można było wylądować w przepaści. Ta trasa w kierunku Manisy i Izmiru napędziła mi stracha.
-A co z innymi wyjazdami? Gdzieś jeszcze było strasznie, a może zabawnie?
- Takich historii wszędzie było sporo, a po 20 latach za kierownicą, wiadomo, uzbierało się. Nieraz było nudno, ale nieraz i zabawnie i strasznie. Zabawna sytuacja miała miejsce w Niemczech pod Hamburgiem, gdzie trochę się pogubiłem i zapytałem o drogę listonosza, który akurat przejeżdżał obok na rowerze. Po wytłumaczeniu o co mi chodzi, usłyszałem odpowiedź po polsku, żeby było zabawnie, nawet nie wiecie ile mnie kosztowała moja wypowiedź p o niemiecku.
Zabawnie było też kiedy spotkałem Polaków pod Paryżem i nieświadomie posmakowałem ślimaków, albo we Włoszech gdzie stuknąłem na zakręcie piękne Ferrari i gotowy na poważne konsekwencje usłyszałem od Włocha, że nic się nie stało i żebym się nie martwił i zostałem uraczony przepysznym obiadem.
- No właśnie, przyszło mi właśnie do głowy że przecież jeżdżąc po Europie trzeba znać przynajmniej trzy języki? Jak to faktycznie wygląda?
- Faktycznie wygląda to tak, że angielskiego nie opanowałem mimo wysiłków swoich dzieci, rosyjski znam, po niemiecku się dogadam. Zawsze jakoś dawałem sobie radę. Najzabawniejsze wpadki językowe miały miejsce w Czechach, gdzie czerstwe znaczy świeże,
a myci linka to myjnia samochodowa. – pada odpowiedź- W tej pracy przekonałem się jak życzliwi są Europejczycy i że niekoniecznie trzeba władać biegle każdym językiem żeby się dogadać.-uzupełnia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.