Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180436 miejsce

Świąteczne wspominanie

Od wielu lat jestem już na świecie, ale oczekiwanie na Święta Bożego Narodzenia przeżywam prawie tak samo emocjonalnie, jak w dzieciństwie. Nie były to czasy dla Polaków szczególnie wesołe. Ale skąd, ponad pięćdziesiąt lat temu, mały chłopiec miał to wiedzieć.



Ciągle jestem myślami i wyobraźnią na początku drugiej połowy dwudziestego wieku i przeżywam przygotowania świąteczne. Choinka, wielka, drzewo prawie, już stoi w pokoju, a mieszkanie jest pełne miłych zapachów. Najważniejszy z nich to zapach pieczonego ciasta. Cudowny. Zaskakujące, jak pamięć doskonale przechowuje odczuwane wtedy emocje.

Za oknami prawdziwa zima. Śnieg, czysty wtedy i bardzo biały, zasypał wszystko. Drzewa są przykryte wielkimi czapami. Przyroda, nie dręczona przez ludzi, niczym negatywnym nie zaskakiwała. Zimy były śnieżne, lata gorące i pozbawione suszy, a o cudownej polskiej jesieni nawet najmniej wrażliwi poeci pisali, że jest złota. Co więcej, przed wiosną było nawet przedwiośnie, w sposób delikatny ją zapowiadające. W piękne dni słońce było już tak mocne, że szukaliśmy, jako mali chłopcy, takich miejsc w lesie, w których nie było już śniegu, by kłaść się na mchu. Był on suchy, ciepły i pachniał odradzającym się życiem, czyli upajająco.

Choinkę „ubieraliśmy” z bratem i matką (mówiliśmy wtedy mamusia) w wigilijny poranek. Nie było wtedy takiego wyboru ozdób choinkowych jak teraz, więc wiele z nich samodzielnie przygotowywaliśmy. Nigdy nie mieliśmy z bratem talentu plastycznego, nie prezentowały się one zatem zbyt pięknie, ale zawsze na choince wisiały, gdyż był to nasz osobisty wkład w święta i nikt nie miał sumienia odbierać nam tej radości.

Poza nieporadnymi ozdobami z kolorowego papieru (był to niezwykle pożądany dziecięcy skarb), na choince wisiały cukierki, małe jabłuszka, jeśli oczywiście dotrwały do świąt w dobrym stanie, pierniczki i oczywiście królowe choinki, czyli bombki. Mieliśmy do nich stosunek szczególny, gdyż było ich zwykle dosyć mało i do nas należał wybór miejsca, gdzie miały się znaleźć. Na koniec choinka, jeszcze nieświadoma swojej sakralnej funkcji, pokrywana była „anielskimi włosami”, srebrną lametą i dużą ilością waty imitującej śnieg. Zawsze wyglądała pięknie. Po kilkugodzinnej pracy, która była radością, staliśmy bardzo długo przed nią w zachwycie, myśląc już jednak o prezentach, które przyniesie Święty Mikołaj.

Była to postać zagadkowa. Nigdy go nie widzieliśmy i zawsze próbowaliśmy ustalić, jak dostaje się do naszego domu. Ojciec nie miał zdolności aktorskich, nie lubił też przebierania się, dlatego też w dzieciństwie nie odbyłem z Mikołajem żadnej pryncypialnej rozmowy. Bardzo zazdrościłem innym dzieciom, że do ich domów on jednak zaglądał. Już wtedy miałem wielkie poczucie społecznej sprawiedliwości i uważałem omijanie mojego domu za wysoce krzywdzące.

Myślę, że gdyby ojciec wiedział, jak to z bratem przeżywamy, to uległby corocznym prośbom matki, by wystąpić w tej szlachetnej roli. Niestety, tego rodzaju szczęśliwych przeżyć, z powodu jego braku oddania szlachetnej sztuce aktorskiej, nie doznałem. Podobnie zresztą jak moi synowie, gdyż również nigdy nie wystąpiłem w roli Świętego Mikołaja. Na szczęście nie mają do mnie żalu, gdyż wiedzieli, że ma on wiele miliardów dzieci do obdarowania i na każdy dom może poświęcić jedną milionową sekundy. I z tego powodu jest niewidzialny.

Prezentów otrzymywaliśmy mało, ale nie mieliśmy o to do nikogo żalu. Takie były czasy i cieszyło wszystko, czym mogliśmy się bawić. Byłem zresztą w tej dobrej sytuacji, że miałem młodszego brata, a nie siostrę, po pewnym czasie bowiem zgadzał się on dokonywać wymiany zabawek. Czasami musiałem użyć argumentów mocniejszych od ustnej perswazji, ale robiłem to rzadko i wyjątkowo niechętnie. Jego zabawki, poza tym, niczym nie różniły się od moich. Zazwyczaj były takie same, miały tylko inne kolory.

Jedzenie, poza ciastami, nas nie interesowało. Podobnie jak dziwna, przezroczysta ciecz, którą pili zachłannie dorośli. Dziwnie się po niej zachowywali. My czekaliśmy na moment, kiedy rodzice pozwolą nam zjadać cukierki z choinki. Najszybciej znikały oczywiście czekoladowe.

Uwielbiam wspominać Święta Bożego Narodzenia. Było biednie, zewnętrzna rzeczywistość była przerażająca, ale dzięki rodzinnej czułości, przeżywałem zawsze coś wyjątkowo pięknego. Wiedziałem to wtedy i wiem to także teraz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Panie Doktorze, niech takie wspomnienia toważyszą Panu zawsze, zwłaszcza w takim okresie jak Święta Bożego Narodzenia. Życzę zdrówka i takiej energii jaką Pan teraz daży swoich słuchaczy i czytelników. Wesołych Świąt
Pozdrawiam Smmigol

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zwyczajne wspominanie? Nie, bo z czułością wspomnienia i pięknem, które każe do siebie powracać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przez krótką chwilę chciałem napisać jak w mojej pamięci trwają minione Święta Bożego Nardodzenia. Ale byłby to jedynie wyraz zbędnej grafomanii.
Wesołych Świąt Panie Doktorze!
Wesołych Świąt dla wszystkich Czytelników i Autorów Wiadomości24 (i nie tylko dla nich)!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.