Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10062 miejsce

Święta dawniej i dziś

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Oto połączona historia Wigilii mojej i mojego dziadka. Dzieli je kilkadziesiąt lat, a łączy tak wiele.

Wigilijny poranek

- Był taki zwyczaj, by nie przespać całego roku, w Wigilię należało wstawać wcześnie rano. Ale tak naprawdę zapachy świątecznych potraw nie dawały nikomu spać. Ach, gdyby teraz ktoś potrafił upiec taki piernik, jak moja mama. Albo ugotować tak pyszną grzybową! - dziadek zerka na mnie spod okularów i dodaje kokieteryjnie, że jemu ostatnio nie udaje się ta wigilijna zupa. Wie doskonale, że nikt w domu nie wyobraża sobie Wigilii bez jego grzybowej.

W Wigilię wysypiam się do późna, bo rzadko kiedy mam czas na długie leniuchowanie. Wstaje dopiero, kiedy słyszę z dołu odgłos miksera. To znak, że mama z siostrą zabrały się już za sernik. Schodzę do kuchni i próbuję wszystkiego po trochu. Odganiana od stołu, lecę się ubrać i zabieram się do pracy. Przy starej, dobrej piosence „Last Christmas” i innych świątecznych „hitach” zaczyna się krojenie, obieranie, wałkowanie, mieszanie...

Wycieczka po choinkę

Choinka / Fot. J.Bogdanowicz- Rano szliśmy z braćmi i ojcem po choinkę. Wycinaliśmy najpiękniejszą, jaką udało nam się znaleźć. Ależ ona pachniała! W domu wspólnie ją dekorowaliśmy. Czym? Bombki były wtedy bardzo drogie i na naszej choince wisiało ich zaledwie kilka. Ale mama przygotowywała takie ciastka na choinkę, herbatniki takie jak kiedyś piekłaś, takie twarde - oczywiście dziadek musi mi wypomnieć moje kulinarne początki i rzucanie ciastkami o ziemię, kiedy próbowałam je złamać.

- Ozdoby robiliśmy sami - kontynuuje. - Pamiętam jak lepiliśmy z braćmi długie łańcuchy ze słomy. Brało się taką słomkę, przeciągało się przez nią nitkę, obwiązywało się bibułką i jedno oczko gotowe. Wieszaliśmy też takie malutkie, czerwone jabłuszka. Marysia, jak się nazywały te jabłka na choinkę? - dziadek pyta się babci, drzemiącej w fotelu. - Rajskie, Tadek. - odpowiada przez sen babcia. - A prawda. Na drzewku nie było żadnych lampek, tylko świeczki. Przyczepione do choinki klamerkami. Pod każdą był spodeczek na wosk. Zapalano je tylko na Wigilię. Na mojej choince dużo było też cukierków w takich kolorowych, błyszczących papierkach. Ale nas, siedmiu chłopców, trudno było upilnować. Do Wigilii na drzewku wisiały już same papierki. Wypychaliśmy je czymś, żeby rodzice myśleli, że są nietknięte. Tacy byliśmy chuligani! - zaśmiewa się dziadek.

W niedzielę, tydzień przed świętami jadę zawsze z tatą po choinkę. Jestem wysyłana z nim, żeby zapobiec kupieniu jakiegoś łysego, krzywego drzewka. A i tak tylko co dwa lata trafia się nam jakiś ładny egzemplarz. Ten rok jest tym pechowym... Dekorujemy ją na kilka dni przed Wigilią. Na choince jest wszystko. Materiałowe pajacyki, wielkie bombki, małe gwiazdeczki. Wszystko i nic. Kiedyś tata wieszał też czekoladowe ozdoby, ale kiedy z moją siostrą tuż po zawieszeniu, wyjadałyśmy wszystko i na choince wisiały same papierki, tata zrezygnował.

Wigilijne ucztowanie

Świąteczne 12/11/10 potrawy (niepotrzebne skreślić). / Fot. J.Bogdanowicz- Wieczorem, wszyscy z nosami w oknie wypatrywaliśmy pierwszej gwiazdki. Po jej pojawieniu się, zasiadaliśmy do stołu. Senior rodu, mój dziadek, brał do ręki opłatek i dzielił go na nas wszystkich. Nie było nas dużo, ot dziadkowie, rodzice i nasza siódemka. Z resztą rodziny spotykaliśmy się w pierwszy, drugi dzień świąt. Składaliśmy sobie nawzajem życzenia i zabieraliśmy się za jedzenie. Potraw zawsze było dwanaście: pierogi z kapustą, zupa grzybowa, śledzie, kutia, barszczyk czerwony, kluski z makiem, łazanki, kapusta z grochem, kompot z suszu. Karpia prawie nie pamiętam. Z ryb przeważnie na stole były te, które się nałapało, np. płocie. Trzeba przyznać, że do stołu zasiadaliśmy głodni. Cały adwent pościliśmy i w Wigilię znikały wszystkie potrawy. Po wieczerzy przychodził czas na ciasta. Moim ulubionym do teraz jest makowiec - wspomina dziadek.

Rzadko kiedy zasiadamy do stołu wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki. Tuż po naszej, domowej Wigilii, idziemy do dziadków. Tam zjeżdża się cała rodzina mojego taty. Żeby zdążyć ze wszystkim, kolację zaczynamy dość wcześnie. Dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia i zabieramy się za jedzenie. Najpierw zupy. Wspomniana już przepyszna grzybowa dziadka, który nie chce zdradzić tajników jej receptury. A potem reszta wigilijnych potraw. Jedni mówią, że ma być ich dwanaście, drudzy wierzą w nieparzystą liczbę dań. Dlatego u nas jest różnie: raz dwanaście, raz jedenaście... A na stole same smakołyki: karp smażony, w galarecie, ryba po grecku, łosoś, śledzie. Ja, smakosz ryb, mogę wreszcie najeść się do woli. Oprócz tego sałatki i moja specjalność - pierogi z kapustą i grzybami. Wymuszam na wszystkich komplementy i zabieramy się za ciasta.

A pod choinką...

Mała, sztuczna choinka / Fot. J.Bogdanowicz- Po ciastach wyciągaliśmy spod choinki prezenty. Nie było ich dużo, ale zawsze każdy coś dostawał. Same praktyczne rzeczy. Buty, ubrania, czapki. Chociaż ja zawsze marzyłem o rowerze, albo piłce.
- A najlepszy prezent, jaki kiedyś dostałeś? - pytam dziadka.
- Najlepszy? - zamyśla się. - Pamiętam taką kurtkę w kratkę, na zamek!
- Jaki tam zamek! Wtedy nie było na zamek - wtrąca się babcia.
- Był, był! Bo to była amerykańska kurtka! - z zachwytem dodaje dziadek.

Tuż po jedzeniu, patrzę się wyczekująco na moją mamę. Jej powolne kiwanie głową to znak, że można już rozdawać prezenty. Od taty zawsze z siostrą dostajemy identyczne paczki pełne słodkości. Ale i tak się wymieniamy zawartością. Za to na mamie spoczywa obowiązek wyboru i zakupu reszty prezentów. Doskonale zna nasze gusta i dobiera nam wymarzone rzeczy. W dzieciństwie zawsze marzyłam o takim dużym samochodzie, w którym można byłoby jeździć, ale nigdy nie takiego nie dostałam. I chyba już nie dostanę. Zresztą i tak bym się do niego już nie zmieściła.

Zwierzęta mają głos

Nic wam nie powiem! O nie! / Fot. J.Bogdanowicz- Po skończonej wieczerzy, mój ojciec wyciągał spod obrusu sianko i karmił nim zwierzęta - dziadek opowiada dalej. - Ponoć o północy mówiły ludzkim głosem, ale wtedy wszyscy byliśmy już na pasterce! Cała wieś spotykała się w kościele. Śpiewaliśmy kolędy. „Dzisiaj w Betlejem”- to moja ulubiona, taka radosna. Z resztą śpiewaliśmy już wcześniej podczas Wigilii - kończy dziadek.

Co roku z siostrą budzimy naszego psa o północy, żeby przemówił ludzkim głosem. Niestety, nigdy nie udało nam się wydusić z niego ani słowa. Słyszałam, że zwierzęta odzywają się jedynie do swojego gospodarza. Nasz pies widocznie nikogo z nas nie traktuje tak poważnie i tylko przewraca się na drugi bok. Potem idziemy na pasterkę. Tam przynajmniej mogę się wyśpiewać. Żałuję, że u mnie w domu, nie zwyczaju wigilijnego kolędowania. Mimo, że nie mam do tego talentu, uwielbiam nucić moje ulubione „Dzisiaj w Betlejem”, czy „Chrystus się rodzi”.

Święta dawniej i dziś

- Które święta były lepsze dziadku? Te z twojego dzieciństwa, czy te, które spędzamy teraz, razem? - pytam.
-
Te z dzieciństwa na pewno były uboższe, ale spokojniejsze niż teraz. Nie można ich jednak porównać. Bo w świętach Bożego Narodzenia nie liczy się ilość potraw, prezentów, czy ozdób. W ten jeden wieczór zapominamy o wszystkich kłótniach, kłamstwach. Zasiadamy wspólnie do stołu, cieszymy się swoją obecnością. A w dzisiejszych czasach, tak trudno jest znaleźć dla siebie trochę czasu. To rodzinna atmosfera decyduje, czy możemy zaliczyć święta do udanych. A teraz do piwnicy! Musimy sprawdzić lampki na choinkę!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

A kto był na pasterce w małej wiosce o tej samej nazwie Pasterka? Malownicza wioska położona tuż przy samej granicy z Czechami u samego podnóża Szzczelińca Wielkiego. Pasterka w Pasterce :) W Pasterce ta uroczysta msza jest odprawiana o 22.00. Tradycją jest to, że przyjeżdżają na nią leśnicy z całej okolicy. W Pasterce msza jest odprawiana w małym barokowym kościółku. Niesamowity klimat: góry, często śnieg i sama nazwa Pasterka. www.pasterka.eu

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluje pomysłu na tekst. Od razu chce mi się zabrać za gotowanie :-))

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Nastrojowo, świątecznie, z pomysłem :)

Fajnie się czyta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) świetne, przypomniały mi sie opowieści mojego pradziadka, a plus się należy także za fajna fotkę psa:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najbardziej podobają mi się wypowiedzi.. babci :) Plus za ciekawy pomysł stworzenia artykułu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

milusio

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.