Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

169483 miejsce

Święto IV LO we Wrocławiu

IV Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Żeromskiego we Wrocławiu obchodzi w tym roku swoje 60-lecie. 17 października odbędą się uroczystości jubileuszowe i spotkanie absolwentów Czwórki.

IV LO we Wrocławiu / Fot. IV LO we WrocławiuNajpierw zdziwił mnie sam budynek, szara kamienica z początku XX wieku. Z okien auli widać było różne dachy, wieże i iglice miasta. To tam odkryłam, że Wrocław jest trochę większy niż sądziłam wcześniej, a patrząc w dal, myślałam, który z domów jest siedzibą mojej przyszłej uczelni. Pod tymi oknami ćwiczyłam potem poloneza, a w maju pisałam maturę: w auli pod samym strychem. Tajemniczy (dla mnie do końca!) budynek szkoły miał jeszcze równie ważną piwnicę: była w niej szatnia, w której rządziła energiczna pani Maria w niebieskim fartuchu. Niewielka kobietka "ustawiała" o 30 cm wyższych uczniów, którzy nielegalnie wynosili kurtki dla leniwych kolegów. – Wracaj, złodzieju! – krzyczała. – Ależ pani Mario! – uśmiechali się słodko chłopcy, zasłaniając jednocześnie sobą jakiegoś uciekiniera z kurtką, np. mnie. – Pani Maria na pewno rozumie, że w klasie zimno. – Ja wam dam! – odgrażała się starsza pani, siląc się na złość. Kiedy po czterech latach przyszłam do szkoły w odwiedziny, pierwszą osobą, jaką spotkałam, był pani Maria – szatniarka. Nadal trzęsła Czwórkowym przyziemiem, a zapytana czy mnie kojarzy, odpowiedziała z widocznym, lekkim wzruszeniem: „No jak to? Ja mam nie pamiętać swoich absolwentów??”.

Klubo-Kawiarnia i rewia mody

Kiedy kończyłam podstawówkę, Czwórka była ostatnim liceum, jakie brałam pod uwagę. – To Trójkąt Bermudzki (zaniedbana i mało bezpieczna dzielnica Wrocławia – przyp. OS.). Daj sobie spokój – ocenił brat, kiedy przeglądaliśmy informator o szkołach średnich. A jednak do wymarzonego LO zabrakło mi jednego punktu i pod koniec czerwca 1992 roku, w gęstym od upału powietrzu dotarłam, jak mi się wydawało, na koniec świata. Bez żadnej łaski zostałam przyjęta do takiej klasy, do jakiej chciałam. I choć ambicja długo cierpiała z powodu tamtego punktu (i dwóch dziesiątych), to była pierwsza w moim życiu sytuacja z tych, o których mogę powiedzieć: „Przypadek, którego nie żałuję”. Raz tylko się zawahałam, przerażona po pamiętnej lekcji historii z „Heńkiem”, czyli śp. Henrykiem Strzybnickim, którego rozkazujący ton: „Pa-nna!” paraliżował ofiarę wezwaną do odpowiedzi. Poza tym miałam być w Czwórce – i ona przygarnęła mnie ciepło.

Myśląc o mojej Szkole, myślę obrazami, a luki w pamięci mogę wypełnić śmiechem, bo w ciągu tych czterech lat naprawdę wariacko się śmiałam. Była taka lekcja przysposobienia obronnego, kiedy p. Abramczyk zorganizował, jak go nazwał, „pokaz mody” i wszyscy ci, którzy przeszli się po klasie w maskach gazowych i gumowych płaszczach, dostali piątki. Długo funkcjonowała „Klubo-Kawiarnia” – czyli nasza grupka z dwóch ostatnich ławek, wiecznie przeszkadzająca na angielskim – ochrzczona tak przez p. Zgryźniak. To głównie po tych lekcjach łzy leciały mi strumyczkami z samej radości, że znowu przechytrzyliśmy (naszym zdaniem) nauczycielkę, albo też, że dyrekcja przydzieliła nam trzy świece, bo nie było prądu... A jeśli akurat się nie śmiałam, to widocznie dlatego, że zgrzytałam zębami na program nauczania: niemieckiego uczyłam się z enerdowskiego podręcznika, a biologia czy fizyka miały być tak samo ważne na świadectwie jak moje ulubione przedmioty kierunkowe (w moim ówczesnym pojęciu to był skandal). Ale to wszystko blednie przy obozach górskich pod dowództwem p.p. Pawlaka i Andrzeja Wojciechowskiego, nocnych powrotach, piosenkach, wymyślanych na poczekaniu, przyjaźni trwającej do dzisiaj – i miłości do gór. To najważniejsze, czego nauczyła mnie Czwórka, i nauczyła raz na zawsze: warto patrzeć przed siebie i zawsze iść dalej, za linię horyzontu.

17 października – naszym wspólnym świętem!

Im bliżej końcówki, tym bardziej potrzebowałam akademickiego systemu uczenia się, ale nie chciałam jeszcze odchodzić ze szkoły. Dobrze mi było uczyć się już tylko tego, co naprawdę lubię, i dobrze było wiedzieć, że "im" też zależy na tym, żebym bezpiecznie przekroczyła granicę między szkołą a uczelnią. Zostawiłam Czwórkę z dobrą myślą. Tym bardziej teraz, po 12 latach, chcę tam wrócić, by poczuć charakterystyczny zapach murów (podobno zapach wilgoci, ale ja go lubiłam!) i przypomnieć sobie echo głosów na korytarzu i tego krzaczasto-nastroszonego patrona na kamiennej tablicy. I mam po temu dobry powód, bo 17 października zaplanowane są obchody 60-lecia IV LO im. Stefana Żeromskiego we Wrocławiu. Oto plan naszych uroczystości:

1) O godzinie 8.00 msza oraz poświęcenie nowego sztandaru szkoły w kościele p.w. Bożego Ciała (ul. Świdnicka 26);
2) O godzinie 10.00 Uroczysta Gala w Operze Wrocławskiej (ul. Świdnicka 35);
3) O godzinie 13.30 Spotkanie absolwentów w IV LO (ul. Świstackiego 12).

Ja już się zapisałam. A jeśli ktoś się dopiero dowiedział o naszym święcie, a też chce wstąpić w znajome progi, niech zaklepuje miejsce: ze względów organizacyjnych Szkoła prosi o pisemne zgłoszenie udziału w obchodach do 15 września. Można się zgłosić, przesyłając formularz zgłoszeniowy dostępny na stronie internetowej: http://www.lo4.wroc.pl/, na adres: jubileusz@lo4.wroc.pl. Można też zapisać się drogą pocztową, posługując się dobrze znanym adresem: Liceum Ogólnokształcące nr IV, ul. Stacha Świstackiego 12, 50-430 Wrocław.

Warunkiem uczestnictwa jest dokonanie opłaty wpisowej w wysokości 75 zł, jeśli chce się wziąć udział w Gali w Operze (decyduje kolejność zgłoszeń) i spotkaniu absolwentów w IV LO, albo w wysokości 25 zł, jeśli planuje się udział tylko w spotkaniu szkolnym. W obu przypadkach wpłat należy dokonać na konto:

58 1090 2398 0000 0001 0835 5880
Bank Zachodni WBK S.A. I oddział we Wrocławiu
50-950 Wrocław, Rynek 9/11

z dopiskiem: „Jubileusz szkoły”, podając imię, nazwisko oraz adres. Kwota obejmuje koszty przygotowania uroczystości, nowego sztandaru, poczęstunku i upominków okolicznościowych. Dalsze informacje na temat szkoły oraz Jubileuszu można znaleźć na http://www.lo4.wroc.pl/index.php.

Żegnając nas, maturzystów 1996, ówczesna dyrektor p. Ewa Przegoń powiedziała: „Tutaj zawsze możecie
przyjść: kiedy ktoś was skrzywdzi, kiedy będziecie chcieli opowiedzieć, co robicie w życiu, albo kiedy będziecie chcieli po prostu porozmawiać. Zawsze możecie tutaj przyjść”.
Więc przyjdę.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Drobna errata: pani Maria była "niewielka wzrostem" lub też "niewysoka" ;)
Żeby mię ktoś nie podejrzewał o błędy ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.