W wyniku świńskiej grypy w Meksyku mogło umrzeć 81 osób. Tamtejszy rząd wprowadza specjalne środki zapobiegawcze, aby nie dopuścić do rozprzestrzenienia się choroby.
Meksykańscy lekarze potwierdzili, że w wyniku zarażenia się wirusem zmarło 20 osób, trwają badania przyczyn śmierci pozostałych 61 ludzi. Od połowy kwietnia do szpitali z objawami ciężkiej grypy trafiło ponad 1300 osób.
W stolicy, do 6 maja, będą nieczynne szkoły, pozamykano też biblioteki i muzea. Prezydent Felipe Calderon ogłosił dekret umożliwiający izolowanie zarażonych i prowadzenie badań w ich domach. Zapewnił jednocześnie, że w kraju znajduje się odpowiednia ilość leków antywirusowych.
Wczoraj szefowa Światowej Organizacji Zdrowia Margaret Chan powiedziała, że meksykańskie ognisko grypy może przerodzić się w pandemię. Organizacja wprowadziła trzeci stopień zagrożenia pandemią - co oznacza, że zidentyfikowano wirusy, ale nie ma wystarczających dowodów na to, że przenoszą się one z człowieka na człowieka.
Tymczasem naukowcy potwierdzili, że część zgonów nastąpiła z powodu zarażenia się zmutowanym szczepem wirusa świńskiej grypy H1N1. Jego DNA jest mieszanką materiału genetycznego wirusów ludzkiej, świńskiej i ptasiej grypy.
Trwają badania kilkunastu przypadków podobnych zachorowań na ternie USA w Kalifornii, Teksasie i Kansas. Trwa także obserwacja dwustu uczniów ze szkoły w Nowym Jorku, którzy nagle zaczęli przejawiać objawy lekkiej grypy.