Facebook Google+ Twitter

Swoboda podlegająca ograniczeniom

Posiadłości władców świeckich i duchownych były niegdyś obciążone obowiązkiem wyżywienia nie tylko koni, ale i całego orszaku. Nic dziwnego, że właściciele chronili się przed takimi popasami, jak przed morowym powietrzem.

Parkowanie nie było w przeszłości znane, natomiast popas dziś jest mało znany. A przecież kiedyś, gdy wybierano się w podróż, zwykle konno, trzeba się było zatrzymać, stanąć na popasie, by konie napasły się, odpoczęły i nabrały sił przed czekającym je dalszym wysiłkiem. W innych częściach świata dotyczyło to mułów, osłów, jaków czy wielbłądów, będących tam pierwszorzędnymi środkami lokomocji, a także normalną siłą pociągową wozów z towarem, karoc i bryczek. Zwierzęta to istoty żywe, dlatego też tylko wtedy mogą być przydatne, kiedy zaspokoi się ich potrzeby zdrowotne i zapewni taką ilość pokarmu, która jest proporcjonalna do energii włożonej w wysiłek.

Funkcje tradycyjnych, używanych przez wieki środków transportu lądowego, spełniają dziś pojazdy mechaniczne, głównie samochody. Popas niekoniecznie pokrywa się z dzisiejszym parkowaniem samochodów, ale z całą pewnością zawiera jego istotny element wypoczynku, jeżeli nie dla silnika, to przynajmniej dla kierowcy i pasażerów. Jeżeli dodamy do tego tankowanie, czyli zaopatrzenie samochodu w potrzebne mu paliwo, ropę, benzynę czy gaz, to podobieństwo staje się jeszcze bliższe.

Biorąc pod uwagę dzisiejsze trudności z parkowaniem, zwłaszcza w centrum miast, wydaje się, że popas to była sielanka. Konie zatrzymywały się w okolicy pełnej zieleni, w miejscu chroniącym przed palącym słońcem albo deszczem czy wiatrem, dostawały swoją porcję owsa i poiły się w rzeczce, stawie albo specjalnym wodopoju. Mogło się to odbywać w warunkach naturalnych, a często w zajazdach, z czekającą na gości służbą. Trzeba jednak pamiętać, że i dawniej ziemia była czyjąś własnością. Nie kmieci. Oni nie mieli nic. Ale posiadłości podwładnych, świeckich i duchownych były obciążone obowiązkiem wyżywienia nie tylko koni, ale i przejeżdżającego przez okolicę dygnitarza i osób mu towarzyszących. Każda wizyta tego rodzaju, choć stanowiła okazję do osobistych kontaktów i rozmów, musiała być wliczona w bilans strat spowodowanych przez mniej lub bardziej niepożądanych gości. To nie było byle co. Orszaki władców, także lokalnych, liczyły zazwyczaj kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt wozów, co w efekcie zamieniało urodzajną glebę w obszar, po którym przeszła niszcząca wszystko szarańcza. Nic więc dziwnego, że właściciele chronili się przed takimi popasami jak przed morowym powietrzem.

Podobne kłopoty pojawiły się również w związku z parkowaniem samochodów. W początkach motoryzacji nie było problemu, ale urósł on do ogromnych rozmiarów, gdy posługiwanie się samochodami stało się powszechne, a zabudowa miast, zwłaszcza starych, nie uległa zmianie. Jeżeli pojedynczy samochód w ciasnych zaułkach jakoś się mieści, to zastawianie wąskich uliczek utrudnia poważnie ruch, także pieszym. W krajach słabo zmotoryzowanych trudno zrozumieć, jak się to dzieje, że nie ma gdzie parkować, skoro jest tam tyle wolnej przestrzeni. Ale przy dużym ruchu zawsze chodzi o metry i centymetry, ponieważ parkowanie samochodów związane jest z możliwością zatrzymania się na moment, na godzinę, na dłuższy czas w najbliższej odległości od miejsca, w którym mamy coś do załatwienia. Zazwyczaj nie jesteśmy jedynymi, którym właśnie to miejsce jest potrzebne. Miasta o historycznej zabudowie po prostu nie są w stanie sprostać tym wymaganiom i rodzi się konflikt między władzami miasta a użytkownikami dróg i parkingów.

Czy można mieć pretensje do osób, które chcą dojechać pod teatr, kino, miejsce wystawy, sklep, dom rodzinny. W zasadzie nie. Ale uwzględniając warunki współczesnego ruchu drogowego, w których na równych warunkach trzeba traktować prawa kierowców samochodów osobowych i dostawczych, przechodniów, uczestników imprez sportowych, manifestantów, pielgrzymów i kto wie, kogo jeszcze, swoboda dojazdu do wymarzonego miejsca będzie zawsze podlegać ograniczeniom, z którymi, dla dobra wspólnego, musimy się liczyć.

Powróćmy jednak do podstawowego pytania dotyczącego popasu czy parkingu. Jeszcze kilka lat temu dziwiliśmy się, że największe kary czekają polskich kierowców za granicą za niewłaściwe parkowanie. Uważaliśmy, że jest to problem drugorzędny. Surowe mandaty za nieprzestrzeganie tych przepisów przekonały nas, że nie jest to problem wymyślony. Wprawdzie trudno się zgodzić z logiką, według której przypadkowe zatrzymanie samochodu w Austrii czy w Niemczech na prywatnym parkingu kwalifikuje się od razu jako naruszenie prawa, o którym należy zawiadomić policję, ale trzeba to złożyć na karb swoistej mentalności, do której nie jesteśmy przyzwyczajeni.

Wykorzystywanie każdej wolnej przestrzeni w mieście na parkingi jest uciążliwe, bo w centrach takimi przestrzeniami pozostały jeszcze tylko tereny zielone, stanowiące płuca miasta, a więc ekologicznie ważne, zaś budowanie podziemnych czy naziemnych parkingów jest bardzo kosztowne, a ponadto tworzy nowe źródła hałasu i zanieczyszczenia powietrza. Nie można się dziwić, że mieszkańcy sprzeciwiają się lokalizacji takich inwestycji, bo powodują one pogorszenie jakości ich życia.

Nie ma jednak i nie może być łatwych i tanich rozwiązań dla spraw, które zawsze stały przed człowiekiem. Decydując się na jakiś sposób życia, musimy dokonać wyboru: albo zrezygnować z wygody, albo ponieść jej koszta. Będzie zawsze tak, jak z popasem. Jedni ułatwią sobie życie, inni będą na tym zarabiać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

/ + /

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.