Facebook Google+ Twitter

Syberyjska praktyka doktora B

Doktor B. był człowiekiem sympatycznym, a w trakcie imieninowych przyjątek, urządzanych cichutko w godzinach pracy, wznosił pierwszy i ostatni toast zawartością buteleczki, która była drugą, po kartotekach, tajemnicą jego torby.

Doktor B., repatriant z ZSRR, był korpulentny, ubrany przeważnie jakoś tak na brązowo – buro, ale czasy były mało wytworne a i doktor tak zwanej prezencji nie miał. Młody, ledwo po studiach, zagoniony gdzieś w syberyjskie tajgi jak wielu innych, nie rąbał jednak drzew, ani nie wydobywał złota.

Wracz* był potrzebny w czymś, co zwało się szpitalem i tam go zatrudnili. Miał do dyspozycji, watę, jodynę, aspirynę, wodę utlenioną i własny fonendoskop, który go przed zwykłym obozowym losem uchronił.
Oraz komplet narzędzi do skrobanek, skalpele, osełkę do ich ostrzenia i spirytus w słojach, w których dla dezynfekcji moczyły się używane narzędzia, strzykawki oraz igły.

Bolnica** posiadała też cudo techniki, czyli aparat rentgenowski. Diabli wiedzą co to była za maszyneria, ale jedną lampę i ekran do prześwietleń miała. Prześwietlał więc doktor wszystko, mając wprawdzie ołowiowy fartuch, ale rękawic już nie. Badał płuca, żołądki z kontrastem, jelita, nastawiał kości pod ekranem gołymi rękami i wrócił do kraju z palcami na trwałe uszkodzonymi promieniowaniem: bez paznokci i wiecznie łuszczącą się skórą.

Tutaj warunki pracy były normalne, przyjmował pracowników jako lekarz zakładowy i pewien limit kuracjuszy. Ucho miał wyczulone nawet na drobne zmiany gruźlicze (znajdźcie mi teraz takiego!!!), a w sprawach męsko - damskich był omnibusem i specem od wszystkiego.
Jak każdy lekarz, miał i doktor B. swoją torbę lekarską, która, prócz pewnego drobiazgu, o którym później, zawierała papiery. Młodzież męska a jurna zapadała bowiem często na piekącą dolegliwość pewnego organu i tą to wstydliwą chorobę leczył dr B. niezawodnie, a przede wszystkim absolutnie dyskretnie; dokumenty były ściśle tajne, łamane przez poufne i one to stanowiły główną zawartość doktorskiej torby.

Leczył i kobiety z damskiej odmiany wszelkiego wenerycznego draństwa, a co poniektórym, za niewygórowaną opłatą likwidował skutki pioruna sycylijskiego. I chociaż ciągle jeszcze zdarzało się widywać na niektórych rentgenogramach charakterystyczne ślady po zastrzykach bizmutu, to przecież były już powszechnie dostępne antybiotyki, pierwszej i bardzo skutecznej generacji. Stąd też doktor B. był postacią szanowaną i ciesząca się u określonej grupy chorych wielką estymą.

Był człowiekiem sympatycznym, jowialnym, gadatliwym, zaciągał z ruska, a w trakcie imieninowych przyjątek urządzanych cichutko w godzinach pracy - doktor wznosił pierwszy i ostatni toast zawartością buteleczki, która była drugą, po kartotekach, tajemnicą jego teczki. Było to 250 gram spirytusu zaprawionego Guajazylem***, w proporcji znanej wyłącznie jemu samemu.

Nie lubił opowiadać o Syberii. Pewnego dnia jednak może pod wpływem (chwili? Wspomnień? Sytuacji? Gromadki młodych kobiet?) doktor, bez certolenia się ze szklanką, przelał w gardło jednym haustem zawartość słynnej buteleczki po syropie, po czym, patrząc gdzieś ponad naszymi głowami wybełkotał z ruska po polsku:

- Nu, gwałcili je, gwałcili, strażnicy gwałcili, ale nie mogły rodzić, rubotu miały, nu itak i ja pomagał w kłopocie; a potem to już tak wymyślił, żeby nie zachodziły.
- ???? - pytałyśmy bez słów gapiąc się na doktora podpierającego rozpaczliwym ruchem głowę.
- Ot, parę kropel jodyny do macicy i wsio, spokój, nie zachodziły więcej.

Po chwili ciszy i bezdechu, zaczęłyśmy na wyścigi paplać jakieś głupoty i podtykać doktorowi imieninowe przysmaczki. Nie dało rady. Poparzonymi palcami, które jakoś tak mimo woli omijało się wzrokiem, zatrzasnął torbę, podniósł się i – izwinitie - przygarbiony jakoś dziwnie, wyszedł.

*lekarz (ros.)
**szpital (ros.)
***syrop na kaszel

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

(+) Zdorowije, wracz ! I czapką do ziemi JadwigO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadziu w końcu zabraknie mi plusów dla Ciebie:) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Świetnie napisane. Kolejne do zbioru "Opowiadań smutnych" Jadwigi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe..

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No tak, .... zamyśliłam się.

Czemu te wspomnienia sprzed lat bywają takie bolesne?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytałem jak zwykle z przyjemnością, i w raz z kolejnymi linijkami tekstu, uśmiech spływał mi z ust.
Znowu prawdziwa do bólu historia. I znowu puenta, tak piękna, choć tak ludzka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.