Pozycja materiału w rankingach:
Maria Miller, sybiraczka, ma łzy w oczach, gdy wspomina Antoniego, swoją miłość sprzed prawie siedemdziesięciu lat. Do dzisiaj przechowuje w albumie podarowany przez niego zasuszony kwiat.
Maria Miller ma 85 lat i mieszka w Elblągu. Pochodzi z Rafajłowej koło Lwowa i Stanisławowa. Ta miejscowość znana jest z krzyża postawionego na pamiątkę wkroczenia 12 października 1914 roku żołnierzy polskich pod dowództwem Józefa Hallera. Jeszcze wtedy nie było pani Marii na świecie. Nie poznała czym była I wojna, ale okrucieństwo tej następnej doświadczyła aż nadto. Przed wojną dzieciństwo miała szczęśliwe. - Wydawało się, że tak będzie zawsze – wspomina. - We wrześniu 1939 roku wkroczyli Sowieci. W Nowy Rok 1940 aresztowali mojego ojca, którego już nigdy nie zobaczyłam.
Maria i Antoni każdą wolną chwilę spędzali razem. - Podczas jednego ze spacerów podarował mi kwiaty – wspomina Maria Miller. – Zasuszyłam jeden z nich. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by nie zaginął. Słowa dotrzymałam. Wszystko co dobre szybko się kończy. Antoni musiał wyruszyć na front. Wiedział, że bez jego pomocy Maria może nawet umrzeć z głodu lub chorób.
Antoni miał dwie córki. Z obiema utrzymuje Maria Miller kontakt. - Wymieniamy listy i życzenia świąteczne – mówi pani Maria. – Są wdzięczne za odnalezienie drogi do Boga. Druga córka Ludmiła wzięła ślub kościelny. Mam zdjęcia w albumie z tego wydarzenia. Przesyłam paczki z odzieżą na Krym. Tam teraz mieszkają córki Antosia. Pytały mnie dlaczego tak im pomagam. Odpowiedziałam, że odwdzięczam się za każdy kęs chleba od waszego ojca, który ratował mnie od śmierci głodowej podczas zsyłki w Kazachstanie. I tak kończy się opowieść o sybirackiej miłości. Czy o takiej marzą współczesne dziewczyny i współcześni chłopcy?Zobacz także:
Artykuły
(75)
Galerie
(10)
Średnia ocen
(4.23)
Miejscowość: Elbląg | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Beata Kalińska 07.05.2011 09:09
Przejmująca historia, dodająca otuchy i wiary w ludzi.Nie wiemy tylko, czy po wojnie Ci ludzie usiłowali się odnaleźć ?
BARBARA Romer Kukulska 06.05.2011 17:05
Sentymenty i uczucia przestawiają góry i pokonują odległości. Na pewno jest jeszcze historia wyjazdu z Kazachstanu i trafienia do Elbląga. To żywe histerie dopóki żyją ich świadkowie. Ocalmy je.
Krzysztof Bień 06.05.2011 11:04
Z wpisów widać, nie ma żadnego zainteresowania młodych tym tematem, a i historią w ogóle. To smutne czego i jak teraz uczą w szkołach.
Tadeusz Wojewódzki 06.05.2011 10:23
PIĘKNE DZIĘKI
Cała moja rodzina pochodzi z Wilna. W czasie wojny wszyscy Polacy mieli ciężko, ale to, co przezywali kresowiacy mało jest znane. Wilnianie mieli kilku wrogów, każdy gnębił,niszczył i był okrutny na swój sposób. Mój ojciec aresztowany przez gestapo, wrócił po przeżyciach dobrych na scenariusz filmowy (był więźniem budującym wyrzutnie V1, o czym pisał swego czasu Michał Wojewódzki) z Anglii, jego brat zaginął zabrany z domu przez sowietów, stryjek wrócił do Polski w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. I to jest typowy los, typowej, wileńskiej rodziny.
Dzięki za wspaniały materiał. Trzeba o tym pisać. To prawdziwa historia, zwyczajnych Polaków. Nie wiem czy prawdziwych, bo nie znam odpowiedniego atlasu, żeby porównywać, jak grzyby, ale zwyczajnych, z krwi i kości...
Tomasz Petry 05.05.2011 23:00
Tak, ile takich historii jest jeszcze do ukazania.Trzeba koniecznie wykorzystywać wspomnienia takich ludzi, póki jeszcze żyją . A młodzi niech czytają i uczą się.
Tomasz Petry 05.05.2011 23:00
Tak, ile takich historii jest jeszcze do ukazania.Trzeba koniecznie wykorzystywać wspomnienia takich ludzi, póki jeszczeżyją . A młodzi niech czytają i uczą się.
Wielki zlot starych samochodów w Chudowie. Fotogaleria
(odsłon: +498)