Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17366 miejsce

Sybiracka miłość silniejsza niż śmierć i rozstanie

Maria Miller, sybiraczka, ma łzy w oczach, gdy wspomina Antoniego, swoją miłość sprzed prawie siedemdziesięciu lat. Do dzisiaj przechowuje w albumie podarowany przez niego zasuszony kwiat.

Miłość przetrwa wszystkie przeciwności losu – przekonuje Maria Miller / Fot. Grażyna WosińskaMaria Miller ma 85 lat i mieszka w Elblągu. Pochodzi z Rafajłowej koło Lwowa i Stanisławowa. Ta miejscowość znana jest z krzyża postawionego na pamiątkę wkroczenia 12 października 1914 roku żołnierzy polskich pod dowództwem Józefa Hallera. Jeszcze wtedy nie było pani Marii na świecie. Nie poznała czym była I wojna, ale okrucieństwo tej następnej doświadczyła aż nadto. Przed wojną dzieciństwo miała szczęśliwe. - Wydawało się, że tak będzie zawsze – wspomina. - We wrześniu 1939 roku wkroczyli Sowieci. W Nowy Rok 1940 aresztowali mojego ojca, którego już nigdy nie zobaczyłam.Rodzice Marii Miller: Józef i Ludwika Polakowie, zdjęcie wykonane w połowie lat dwudziestych XX wieku / Fot. Grażyna Wosińska

Od pierwszego wejrzenia


Rozstanie z ojcem nie było ostatnią rodzinną tragedią. - 13 kwietnia 1940 roku o świcie nasz dom otoczyli funkcjonariusze NKWD – opowiada pani Maria. - Po gruntownej rewizji dali nam niewiele czasu na spakowanie rzeczy. Potem szłam do stacji kolejowej 4 kilometry z matką i siostrą niosąc toboły na plecach. Po 6 tygodniach jazdy pociągiem, w chłodzie i prawie bez wody, dojechałyśmy do miejsca zsyłki w Kazachstanie. Warunki życia były trudne: głód, zimno, choroby. Walka o przetrwanie nie pozwalała nawet marzyć o pierwszej wielkiej miłości.
- A jednak było mi dane ją przeżyć – mówi Maria Miller. - Pierwszy raz spotkałam Antosia 17 stycznia 1943 roku. Nie zapomnę tego dnia. Gdy sprzątałam śnieg z Arusią, moją przyjaciółką zobaczyłam młodego mężczyznę przechodzącego obok i powiedziałam, że kacap sobie chodzi i nic nie robi. Uznałam, że nie zna polskiego i nic nie zrozumie. Zdrętwiałyśmy ze strachu, gdy podszedł do nas. Najczystszą polszczyzną zapytał czy może nam pomóc. I tak zaczęła się nasza miłość od pierwszego wejrzenia.

Cenny kwiat


Antoni – wielka miłość Marii Miller, zdjęcie wykonane w 1943 roku / Fot. reprodukcja Grażyna WosińskaMaria i Antoni każdą wolną chwilę spędzali razem. - Podczas jednego ze spacerów podarował mi kwiaty – wspomina Maria Miller. – Zasuszyłam jeden z nich. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by nie zaginął. Słowa dotrzymałam. Wszystko co dobre szybko się kończy. Antoni musiał wyruszyć na front. Wiedział, że bez jego pomocy Maria może nawet umrzeć z głodu lub chorób.
- Zapewniłam Antosia, że przetrwam wszystko, bo mam Boga w sercu – wspomina. - Obiecałam, że napiszę do jego rodziców, którzy mieszkali w Kamieniu Podolskim.

Marysia ma Boga w sercu


Historia Marii i Antoniego jak w prawdziwym melodramacie nie kończy się szczęśliwie. Nie zobaczyli się już nigdy. Dwadzieścia lat po wojnie dopiero mogli do siebie napisać. Wtedy już mieli własne rodziny. Antoni podczas wojny był pilotem i został zestrzelony. Doznał urazu kręgosłupa i przez siedem lat poruszał się na wózku inwalidzkim. Ukończył studia prawnicze. Mieszkał w Żytomierzu. - O śmierci Antosia najpierw dowiedziałam się ze snu – wspomina. -
Antoś szedł obok. Mówię do niego, a on się nie odzywa. Uznałam, że to coś złego. Córka Antosia przysłała list. Napisała w nim ostatnie słowa swojego ojca. Nakazał jej jechać do Elbląga, by prosić mnie o pomoc w ochrzczeniu jej samej i wnuka. Pamiętam z listu dokładnie jedno zdanie: „Jedź bo Marysia ma Boga w sercu”.

Wola Antoniego została spełniona. - Ja i mąż byliśmy rodzicami chrzestnymi córki Antosia
jej męża, natomiast moja córka z zięciem – wnuka Antosia – opowiada pani Maria.

Wdzięczność za chleb


Maria Miller ( z lewej ) z przyjaciółką Arusią, zdjęcie wykonano w 1943 lub 1944 roku / Fot. reprodukcja Grażyna WosińskaAntoni miał dwie córki. Z obiema utrzymuje Maria Miller kontakt. - Wymieniamy listy i życzenia świąteczne – mówi pani Maria. – Są wdzięczne za odnalezienie drogi do Boga. Druga córka Ludmiła wzięła ślub kościelny. Mam zdjęcia w albumie z tego wydarzenia. Przesyłam paczki z odzieżą na Krym. Tam teraz mieszkają córki Antosia. Pytały mnie dlaczego tak im pomagam. Odpowiedziałam, że odwdzięczam się za każdy kęs chleba od waszego ojca, który ratował mnie od śmierci głodowej podczas zsyłki w Kazachstanie. I tak kończy się opowieść o sybirackiej miłości. Czy o takiej marzą współczesne dziewczyny i współcześni chłopcy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Przejmująca historia, dodająca otuchy i wiary w ludzi.Nie wiemy tylko, czy po wojnie Ci ludzie usiłowali się odnaleźć ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sentymenty i uczucia przestawiają góry i pokonują odległości. Na pewno jest jeszcze historia wyjazdu z Kazachstanu i trafienia do Elbląga. To żywe histerie dopóki żyją ich świadkowie. Ocalmy je.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z wpisów widać, nie ma żadnego zainteresowania młodych tym tematem, a i historią w ogóle. To smutne czego i jak teraz uczą w szkołach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

PIĘKNE DZIĘKI

Cała moja rodzina pochodzi z Wilna. W czasie wojny wszyscy Polacy mieli ciężko, ale to, co przezywali kresowiacy mało jest znane. Wilnianie mieli kilku wrogów, każdy gnębił,niszczył i był okrutny na swój sposób. Mój ojciec aresztowany przez gestapo, wrócił po przeżyciach dobrych na scenariusz filmowy (był więźniem budującym wyrzutnie V1, o czym pisał swego czasu Michał Wojewódzki) z Anglii, jego brat zaginął zabrany z domu przez sowietów, stryjek wrócił do Polski w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. I to jest typowy los, typowej, wileńskiej rodziny.
Dzięki za wspaniały materiał. Trzeba o tym pisać. To prawdziwa historia, zwyczajnych Polaków. Nie wiem czy prawdziwych, bo nie znam odpowiedniego atlasu, żeby porównywać, jak grzyby, ale zwyczajnych, z krwi i kości...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, ile takich historii jest jeszcze do ukazania.Trzeba koniecznie wykorzystywać wspomnienia takich ludzi, póki jeszcze żyją . A młodzi niech czytają i uczą się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, ile takich historii jest jeszcze do ukazania.Trzeba koniecznie wykorzystywać wspomnienia takich ludzi, póki jeszczeżyją . A młodzi niech czytają i uczą się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękna historia, Grażyno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.