Facebook Google+ Twitter

Sylwester? Znowu? I to jeszcze dziś?!

Kolorowe czasopisma od połowy listopada zaczeły zarzucać nas swoimi stylizacjami na tą „niepowtarzalną" i „jedyną" noc w roku. Sklepowe półki uginają się od niezliczonej ilości fatałaszków, cekinów i całej masy dodatków. Presja jest ogromna. A co zrobić gdy pomysłów brak?

Nie każdy może sobie pozwolić na wyjazd do ciepłych krajów ten jeden raz w roku, by wraz ze skąpo ubranymi paniami, w rytmie salsy stawić czoła fajerwerkom i litrom szampana. Nie zawsze dostaniemy parę wolnych dni, by po świętach wybrać się w rodzime góry i zakosztować trochę białego szaleństwa. Czasami dzień przed, nie mamy żadnego pomysłu. Zdarza się? Co wtedy?

Wizja sylwestra z odbiornikiem telewizyjnym i programem nagranym miesiąc wcześniej zdaje się być niezbyt kusząca. Co kto lubi. Filmowy wieczorek – czemu nie? Najlepiej we dwoje. A gdy nasza druga połówka nie jest typem domatora, bądz gdy po prostu jej brak? Mamy przecież jeszcze wielu znajomych. Jak mówi stare porzekadło – nie ważne gdzie, ważne z kim. I zdaje się mieć swoje zastosowanie w praktyce.

Większość ludzi nie wyobraża sobie dobrej zabawy bez grona zaprzyjaźnionych osób. Czy będzie to impreza masowa, bal na sto par czy zwykła „domówka", najważniejsze jest to by mieć się z kim bawić. Co nam po drogich sukniach, wymyślnych fryzurach i niewygodnych butach, gdy nie ma nawet do kogo ust otworzyć? Najlepiej wziąć sprawy we własne ręce. Niekoniecznie w tym miejscu należy rzucać się z motyka na słońce. Wystarczy zaprosić znajomych, odgrzebać stare płyty, napompować parę balonów, dodać drobne urozmaicenie - przebranie jako strój obowiązkowy - i bawić aż do białego rana. Pomysł być może niezbyt wyszukany, ale jakże skuteczny.

Uważać należy jednak na postanowienia noworoczne. Pomyślmy ile tych zeszłorocznych udało nam się zrealizować. Niewiele? Schudnę, rzucę palenie, zapiszę się... nauczę...? Czasami za dużo bierzemy na swoje barki, dlatego tak trudno jest nam później pogodzić się z ograniczeniami, które sami sobie nałożyliśmy. Dyscyplina nic tu nie uda. Wymówek nam przecież nie brak. A może tak zamiast rygorystycznych wytycznych postawimy sobie małe cele, zrealizujemy dawne marzenia? To chyba o wiele przyjemniejsza forma przywitania nowego roku. Zamienić znane „nie wolno" na „uda mi się!". Optymizm jest najważniejszy, tak samo jak i uśmiech – dlatego bez względu na to w jakich warunkach przywitamy 2009 rok, niech towarzyszy nam uśmiech będący proroctwem na następne 365 dni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.