Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

95138 miejsce

Sylwetka Justyny Kowalczyk - mistrzyni biegów narciarskich!

Dziś przedstawmy wspaniałą sylwetkę polskiej biegaczki narciarskiej Justyny Kowalczyk. Jej życie jest pełne sukcesów, ale także upadków. Po każdym spadku potrafiła się podnieść jak mało kto.

Historia tej niezwykłej dziewczyny rozpoczęła się gdy miała 15 lat. To wtedy postawiła na sport. Oczywiście nie bez przypadku. Już wtedy widać było jaki ona ma charakter. Powiedziała, że gdy wygra mistrzostwa młodzików to pójdzie w ślady sportu. Trenowała 2 miesiące i wygrała. Na początku było jej bardzo ciężko zadomowić się w świecie sportu. Ale z każdym rokiem było coraz lepiej. W 1999 roku został przyjęty Aleksander Wierietielny. Wielki człowiek i trener, "człowiek sukcesu" można by powiedzieć bo to z nim Justyna Kowalczyk przeżywa najpiękniejsze chwile w swoim życiu. Od tego momentu nastąpił i następuje nadal wzrost formy polskiej biegaczki. A wszystko zaczęło się od IO w Turynie. Polka na tej olimpiadzie w biegu na 10 km stylem klasycznym zasłabła.Biegła tak mocno, że organizm odmówił posłuszeństwa. Zastanawiano się nawet czy powinna wystartować w ostatnim, maratońskim biegu. Ostatecznie wystartowała i bardzo dobrze zrobiła. Ten bieg był dla nas chyba ogromnym miłym zaskoczeniem. Justyna w pewnym momencie prowadziła, ale jak potem przyznała była za młoda by wygrać. Ostatecznie brązowy medal dla Polski. Wielki sukces. Wielka zapowiedź fantastycznej kariery. A przecież Justyna dotąd miała pod górkę, przecież była zdyskwalifikowana. Pozbierała się szybko i pokazała, że jeszcze może zadziwić. Justyna na początku była załamana, myślała nawet o skończeniu kariery. Ale na szczęście jej charakter pozwolił na to by została w sporcie. Opłacało się przecież rok później zdobyła medal olimpijski i wiele innych trofeów. Następną wielką imprezą były MŚ w Libercu. Jedna z najwspanialszych chwil. Oglądaliśmy tam wspaniałą Justynę Kowalczyk. Dominatorkę! W pierwszym biegu na 10 km "klasykiem" Polka była 3. Kolejnym startem był sprint i tą konkurencję Justyna opuściła gdyż nie była to jej mocna strona. Następny bieg, czyli bieg łączony był popisem już absolutnie naszej Justyny. Złoty medal dla Polski to było wielkie wydarzenie. A kolejna szansa to bieg na 30 km i tam kolejne złoto dla Polski. I tak pokrótce skończyły się mistrzostwa. Kwestią nierozwiązaną pozostała jeszcze kryształowa kula. Polka oczywiście, jak zwykle mówiła, że nie jest faworytką, że swoje już zrobiła. Ale oczywiście w głębi serca chciała powalczyć. I walczyła. W każdym ze startów odrabiała straty. Ani przez jeden dzień nie była liderką PŚ. W Falun, w ostatnim biegu, Justyna wygrała, Majdić była dopiero poza pierwszą dziesiątką. Było jasne, że kryształowa kula powędruje do Justyny. To nie do pomyślenia aby polska biegaczka wygrała PŚ. Ale to stało się faktem. Wielki dzień w historii polskiego narciarstwa.
Następny sezon to rok olimpijski. Pamiętając o MŚ w Libercu wszyscy stawiali Justynę w roli faworytki. Wszyscy oczekiwali kilku złotych medali. Polka nie dawała nadziei. Wiedziała jakie są tam trasy. Przecież na próbie przedolimpijskie omal się nie popłakała. Trasy turystyczne to nie jest dobre rozwiązanie dla Justyny, której domeną są trudne podbiegi. Jadąc na IO Justyna mówiła, że jedzie po jeden medal. Justyna Kowalczyk nie byłaby sobą gdyby przed startami nie tonowała nastrojów. W Vancouver było nawet lepiej niż dobrze. 5 miejsce na 10 km stylem dowolnym, srebro w sprincie, brąz w biegu łączonym i wreszcie złoto na 30 km. Olimpiada kończyła się ze wspaniałymi sukcesami, jednak atmosfera igrzysk nie była wymarzoną dla polskiej biegaczki. Został poruszony temat astmy i leków, które przyjmują Norweżki. Poruszenie tego tematu przez Justynę został poddany przez niektórych ostrą krytyką, ale z drugiej strony to nieco dziwne, że po nieudanych MŚ w Libercu zachorowała cała Norwegia. Niemniej jednak te igrzyska olimpijska były na pewno bardzo udane, bo przecież złoto po 38 latach to na prawdę wielka sprawa. Ten Mazurek Dąbrowskiego na który czekaliśmy tyle lat, dokonała tego harda góralka z Kasiny Wielkiej. Jak zawsze zadziwiła świat i pokazuje, że Norweżki to wcale nie są rywalki nie do pokonania. Na koniec sezonu Polka odebrała 2 z rzędu kryształową kulę, a więc sezon 2009/2010 był historycznym w jej karierze.
Następny sezon kojarzy nam się przede wszystkim z MŚ w Oslo. Justyna była dobrze przygotowana, ale nie tak by móc walczyć o złota. W pierwszym biegu, którym był sprint stylem dowolnym Justyna zajęła dobre 5 miejsce. A przecież sprint w dodatku łyżwą nie jest mocną stroną Polki. Kowalczyk rozważała nawet wycofanie się z tego startu bo obawiała się ostrej krytyki. Po rozmowie z trenerem jednak zdecydowała się stanąć na starcie. Drugim biegiem był bieg łączony i tutaj mogliśmy się cieszyć z pierwszego medalu dla Polski. Biegły we trzy Bjoergen, Kowalczyk i Johaug. Młoda Norweżka pomogła Bjoergen w ucieczce. Nieco zablokowała Polkę i Marit zyskała kilkumetrową przewagę. Na takim zmęczeniu Justyna nie była w stanie gonić
Norweżki. Lecz srebro jest olbrzymim sukcesem.
Przed nami był bieg na 10 km klasykiem. To był wielki dramat. Ale chyba nie tylko dla nas kibiców tylko przede wszystkim dla Justyny, dla tej dziewczyny, która wierzyła w złoto. Była tak blisko. Prowadziła przez prawie cały dystans. Każdy inny sportowiec pewnie cieszyłby się ze srebra. Justyna jest bardzo ambitną zawodniczką i nawet jak wygra mówi, że nie wszystko było idealne. Na pewno na długo pozostanie jej w pamięci tamtej dzień, smutny dzień. Pozostał jeszcze bieg na 30 km. Justyna Kowalczyk już nie wierzyła w złoto. Najbardziej nastawiała się na dziesiątkę i trzydziestki szczerze się obawiała. Bo jedna Polka z armia Norweżek jest skazana na porażkę. Na początku biegu Justyna zaliczyła nawet upadek na podbiegu gdyż któraś z zawodniczek najechała jej na nartę. Wielką siłę zademonstrowała Therese Johaug, która zaskoczyła niejednego miłośnika narciarstwa biegowego. Zdobyła złoto i pokonała dotąd nieosiągalną, bardziej doświadczoną Marit Bjoergen. Dla Justyny w udziale przypadł brąz. Po biegu Polka była jednak zadowolona, że udało jej się zdobyć jakiś medal.
Następny sezon był bez imprezy głównej. Justyna Kowalczyk koncentrowała się nad czymś co miało miejsce 17 i 18 lutego na Polanie Jakuszyckiej. W ubiegłym sezonie Justyna ani razu nie pokonała Marit Bjoergen, w sezonie 2011/2012 udało jej się to niejednokrotnie. Norweska biegaczka stanęła nawet na starcie Tour de Ski, którego była wielką faworytką. Bjoergen była głodna sukcesu, bo tylko tego trofeum brakuje jej w bogatej kolekcji. Ale i tym razem ta wyczerpująca impreza nie przebiegała po myśli Norweżki. Justyna Kowalczyk, w trakcie TdS nigdy nie można o niej zapominać, nawet jeśli nie jest jeszcze w najwyższej dyspozycji. Walczyła o każdą sekundę i wygrała z Bjoergen wielki pojedynek. Ale nie tylko w TdS była lepsza od starszej koleżanki z Norwegii, wygrywała także chociażby w Moskwie, Otepaa, Jakuszycach, Rybińsku. Co prawda kryształowa kula powędrowała do Norwegii, ale Polka walczyła do końca, nie poddała się nawet w momentach naprawdę trudnych. Przecież rywalizowała także
z kontuzją, podczas TdS, walczyła z bólem, większość zawodniczek pewnie wycofałaby się z rywalizacji, ale nie ona. Sezon 2011/2012 na pewno zapadnie nam w pamięci, jako ten sezon, w którym Bjoergen już nie dominowała, tylko najważniejsze 2 miesiące dominowała Polka.
Bieżący już sezon zaczął się od 27 miejsca na inaugurację PŚ. Zaczął się słabo, ale potem w Kuusamo Justyna była już na podium. Najważniejszą imprezą były i są MŚ. Justyna bardzo mocno przygotowywała się do tej imprezy. Na razie nie przebiega rywalizacja po naszej myśli. Justyna przed kamerami nie jest jakoś bardzo podłamana, ale na pewno w głębi serca czuje rozczarowanie. Życzmy sobie aby bieg na 30 km klasykiem zakończyła tak jak to było na IO w Vancover, by był medal dla Polski. Chociaż ten jeden, bo wyjazd bez medalu to byłaby katastrofa dla tej zawodniczki. Pamiętajmy jednak, że na MŚ świat się nie kończy i polka pewnie zmierza po czwartą w karierze kryształową kulę. Chociaż to tak naprawdę szukanie pocieszenia, ale może i Bjoergen kiedyś zabraknie paliwa. Być może to będzie w sobotę, wszyscy w to wierzymy. Przecież Bjoergen nie jest maszyną do wygrywania i na pewno ma także słabsze dni. W każdym razie mistrzostwa jeszcze trwają, a Justynie także trzeba podziękować, mimo tego, że nie ma medalu. Bo przecież ile trzeba pracować by móc ciągle walczyć z koalicją Norweżek, by być ciągle na szczycie, a słabsze dni miewa każdy człowiek. Ważne jest to, że Justyna nawet jeśli ma chwilowe zachwiania formy, gdy przeżywa upadek to potrafi wstać i zadziwić każdego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.