Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14985 miejsce

Syndrom tłuka

Bariery mentalne blokują nasze plany, marzenia, projekty. Zauważamy ich konsekwencje, ale nie przywiązujemy do nich należytej wagi. Nie umiemy sobie z nimi radzić. Poznaj jedną z ponad 30 barier na przykładzie syndromu tłuka.

tabelaryczne ujęcie syndromu tłuka / Fot. Tadeusz WojewódzkiW codzienności

Rzadko się zdarza, żeby człowiek czekał na to, aż pójdzie do pracy. Ale tutaj było właśnie tak. Szczęśliwy zbieg okoliczności: Ludzie nadawali na tych samych falach, czuli się w swoim towarzystwie wyśmienicie. Do tego dobrze ułożona praca: zadaniowo podzielona, z pełnym zrozumieniem i akceptacją obowiązujących zasad przez wszystkich. Każdy wiedział co do niego należy. Wzajemna pomoc polegała głównie na tym, żeby sobie nie przeszkadzać i tego pilnowali wszyscy, jak oka w głowie.

Dobra atmosfera w miejscu pracy, to cała harmonia wzajemnych uprzejmości. Stosownych, w odpowiednim miejscu i czasie, bez narzucania się, trafnie wybranych, niezbędnych. Nie każdy to potrafi. Konieczna jest otwartość na ludzi. Kiedyś nazywano to atencją, uważaniem na innego człowieka. Teraz nie ma nazwy, ale co gorsza - nie każdy wie o co chodzi. Szczególnie ludzie wychowani przez rodziców w obawie o to, aby nie mieli biedy tak okrutnej, jak oni. W tym egoistycznym, egocentrycznym świecie ludzi odkuwających się za los rodziców- nie ma zbyt wiele miejsca dla innego człowieka. Chyba, że postrzegany jest jako zagrożenie, konkurencja. A to, o czym mówimy jest czymś takim, jak przytrzymanie drzwi, kiedy mamy zajęte ręce. Ktoś dostrzega Twój problem i pomaga. To jest jak zaparkowanie samochodu tak, aby zrobić miejsce jeszcze na następne auto, chociaż wygodniej byłoby zaparkować w poprzek. itp. Ta masa drobiazgów, niewiele w sumie kosztujących uprzejmości tworzy szczególnie w miejscu pracy fantastyczną atmosferę. I w tym zespole było właśnie tak.

Zbieg okoliczności prawie wszyscy pili herbatę. Utarł się szybko taki zwyczaj, że pod koniec miesiąca każdy wrzucał do specjalnej puszki 5 złotych, a na początku miesiąca jedna osoba kupowała herbatę. Mieli do niej dostęp wszyscy. Normalnie, jak wszędzie. I było ok. Ale któregoś dnia ktoś z zespołu rzucił tak z głupia frant pytanie czy ktoś widział Zbyszka, jak wrzuca swoją dolę do puszki. Ludzie zaśmiali się, zachichotali, gdyż Zbyszek największym był fanem herbaty i spijał ją za trzech i poszli robić swoje.

Po jakimś czasie, kiedy zbliżył się termin zrzutki na herbatę okazało się, że niezauważana dotychczas puszka stała się przedmiotem obserwacji. Nikt niczego nie mówił, ale ludzie znają się na tyle, że widzieli jak obserwują puszkę i Zbyszka. Zbyszka i puszkę. A Zbyszek nic, tylko robił sobie, jak zwykle, następną herbatę. Można też było odnieść wrażenie, iż akurat w tym czasie omija miejsce z puszką z daleka. Chodzi specjalnie dłuższą trasą. odwracał się do puszki ostentacyjnie ignorując jej obecność.

Basia, jak zwykle wybrała monety z puszki i poszła po herbatę. Widać było, że robi to ostentacyjnie, przy Zbyszku. Potrząsnęła nawet puszką, znacząco kilka razy. Obecni przyjrzeli się Baśce, a Zbyszek wstał wprawdzie, ale po to tylko, żeby zrobić sobie kolejną herbatę.

Minął jakiś czas, wypełniony ciekawszymi zdarzeniami, jak obserwowanie Zbyszka. Ale kiedy Basia miesiąc później znów szła po herbatę, a Zbyszka nie było na miejscu, ktoś głośno zapytał o to czy widziano Zbyszka w oczekiwanej roli. Wszyscy zaprzeczyli. Zapadło milczenie.
Kiedy Zbyszek znalazł się na miejscu zaraz zrobił sobie herbatę. Pewnego dnia ktoś zapytał, pod nieobecność Zbyszka, o to ile herbat wypił dzisiaj nieobecny. Zdania były podzielone, ale nie było takich, którzy naliczyliby mniej niż 6 i takich, którzy byli zdania, że więcej niż 9. Nikt już nawet nie pytał o to, czy wpłacił, gdyż wszyscy wiedzieli, że pije na krzywy ryj. Niby mała sprawa, 5 złotych to nie są pieniądze, ale ludzie czuli się jak oszukiwani.

Wkrótce dzień w pracy zaczynał się od pytania o Zbyszka: Pił? Ile? Początkowo nawet to ich śmieszyło. Nie zauważyli momentu w którym to, co uważali za zabawę, choć może nigdy nią nie była przerodziło się w irytację. Widok Zbyszka zmierzającego w kierunku herbaty irytował coraz bardziej, nie pozwalał się skupić. Kończyło się na tym, że ktoś nie wytrzymał i wychodził trzaskając drzwiami. W powietrzu wyczuwało się wibracje, niepokój. Ciężko było się skupić.

Baśka w końcu zaproponowała, żeby nie składać się na herbatę. To było niczym jajko Kolumba. Rozwiązanie tak proste, że aż wykraczające po codzienną konwencje prostoty. Wzbudziło w ludziach podziw dla Baśki. Ludzie przestali zrzucać się na herbatę. I wszystko na pierwszy rzut oka- wróciło do normy. Temat Zbyszka przeminął jak ospa wietrzna u dziecka. Tyle tylko, że atmosfera w zespole siadła. Że do pracy nie jeździ się z takim samym, jak kiedyś entuzjazmem, oczekiwaniem, zapałem. I ludzie nie są już dla siebie tacy sami, jak kiedyś.

W teorii

Tłuk w naszej, i nie tylko naszej obyczajowości nie jest zjawiskiem nowym. Charakteryzuje go kanciastość zachowań wynikająca z egocentrycznego nastawienia do otoczenia. Syndrom dotyczy sfery obyczajowości i jako taki ma wpływ na atmosferę w miejscu pracy. W przypadku każdej pracy, ale szczególnie intelektualnej, tworzącej produkt w postaci wiedzy, atmosfera w miejscu pracy ma znaczenie trudne do przecenienia. Tłuk niszcząc ją atomizuje ludzi, zamyka ich w sobie lub skupia na obgadywaniu go, co współtworzy klimat jak na przynajmniej dziwny. Tłuk szczególnie w polskich warunkach jest niebezpieczny albowiem zespoły projektowe w naszych uwarunkowaniach szczególnie mocno narażone są na tendencje dezintegracyjne. Opinia taka opiera się na wynikach diagnozy społecznej.

Syndrom atomizuje grupę niszcząc więzi istotne dla zespołowego działania. To niszczenie więzi rozpoczyna się od spraw pozornie mało ważnych, jak np. ta, że w gronie osób składających się co miesiąc dobrowolnie na herbatę, znajdzie się jeden, który z sobie wiadomego tylko powodu składać się nie będzie, ale korzystać ze wspólnej herbaty- jak najbardziej. Nikt normalny nie będzie na to reagował awanturą. Ale po jakimś czasie ta drobna sprawa zacznie działać na zasadzie małego kamyka w bucie: to, czego nie czujesz po pierwszych krokach zacznie ranić ci stopę przy dłuższym marszu. Po jakimś czasie tłuk spijający herbatę na oczach zespołu zacznie na niego działać jak czerwona płachta na byka.

Tłuk różni się od innych członków zespołu brakiem atencji w stosunku do ludzi. Jest to sposób bycia, zachowania się nieuwzględniający obecności innego człowieka i jego bardzo wielu pisanych i niepisanych praw. Tłuk w rozmowie z partnerem będzie mu deptał prawie po butach naruszając prawo do zachowania przestrzeni osobistej. Nadstawiał ucha, kiedy zdarzy mu się wejść do pokoju w trakcie rozmowy telefonicznej i wykonywał całą masę czynności irytujących, denerwujących, przeszkadzających. Dla tłuka obce są granice niuansów między tym, co można, a czego nie wypada. Można wejść w butach prosto z ulicy na biały, puszysty dywan odwiedzając koleżankę z pracy po to, by odebrać od niej dokumenty, ale równie dobrze można nie pchać się do pokoju z buciorami, skoro to tylko sprawa odebrania dokumentów.

Wspólne funkcjonowanie, szczególnie w środowisku pracy, składa się z mnóstwa zachowań, których nie można skodyfikować, ująć w postaci procedur, reguł, norm, choć wszyscy czujemy, że są one dla nas bardzo ważne i jako takie tworzą atmosferę, klimat w miejscu naszej pracy.

Znasz przykłady obecności syndromu tłuka?
Opisz je. Znajdziemy sposób na zablokowanie go.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (418):

Sortuj komentarze:

Proponuje jednak powrócić do sedna sprawy.
Przypomnijmy sobie przykład kolejki i tłuka kolejkowego.
Gdzie tkwi przyczyna obecności tłuka w kolejce? W mentalności? Ją chcecie zmieniać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Syndrom tluka osobiscie mi sie nie przytrafil,ale mam koleznke,u ktorej cos takiego mialo miejsce.
Kasia zarudniona jest jako sprzedawca z dwiema innymi dziewczynami.Kazda z nich miala
te same obowiazki tj.obsluga klienta,ukladanie towaru itp.Do pewnego momentu ceny z faktur
naliczala szefowa.Po pewnym czasie poprosila dziewczyny,aby same zaczely je naliczac.
Nikt nie chcial sie za to zabrac.Kasia,majac wczesniejsze doswiadczenie,zaczela robic to sama.
Doszedl jej kolejny obowiazek.Tak bylo za kazda dostawa towaru,Kasia wykladala towar, potem naliczala
ceny.W koncu zapytala "a moze wy raz to zrobicie?"odpowiedz:"nie, ty zrob ty to lepiej zrobisz,my nie potrafimy"
I tak sie ciagnelo.Do naliczania cen doszlo jeszcze wypisywnie faktur i Kasia oprocz sprzedawcy "zostala" technikiem
prac biurowych:)Oczywiscie z pensja sprzedawcy:)
Rozwiazanie:
-nauczenie koleznek wypisywnia faktur i naliczania cen
(podzial obowizkow)
LUB
-podwyzka pensji dla Kasi:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam :)
Chyba w życiu każdego z nas pojawił się syndrom tłuka,jak wynika z komentarzy. I u mnie nie było inaczej. Najgorszy jest fakt,że osoba zapytana o to dlaczego tak robi a nie inaczej,zaprzecza wszystkiemu a potem udaje,że tematu nie było. Chyba tylko „bunt” reszty pracowników może zahamować to zjawisko.
Prosta czynność: parzenie kawy w ciągu dnia, umówiono się,że kawę każdego dnia parzy inna osoba,ale oczywiście pojawiła się jedna osoba,która wolała jak jej się parzy kawę a nie ona parzy dla innych. Pracownicy po pewnym czasie pili już tylko rozpuszczalną kawę parzoną każdy sobie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałam opisy innych osób dotyczace syndromu tłoka i widzę,że naprawde każdy się ztym spotyka. Ja oczywiście także, chociaz tego nie zauważałam. Jestem pomocą nauczyciela. Pomagam 28 letniej nauczycielce i mamy 28 dzieci w grupie. Ostatnio dziewczyny z innych grup zwróciły mi uwagę,ze przyzwyczaiłam ją,że wszystko za nią zrobię.Wypeółniam za nią dziennik, zajmowałam siępłatnościami, organizowałam zajęcia i je przeprowadzałam itp..Z początku myślałam, że chce mi dać szansę, abym mogła się czegokolwiek nauczyć i dlatego się na wszystko zgadzałam ale dziewczyny uświadomiły mnie, że w ten sposób wykonuję za nią prace, mając jeszcze wiele innych swoich obowiązków. Tymczasem ona sobie siedzi i przegląda gazety a mi naprawdę trudno jest czasami wszystko pogodzić... Najbardziej mnie denerwuje jak wykonam z dziećmi jakąs prace a ina idzie do Pani dyrektor i dostaje za to pochwałe i oczywiście o mnie nie wspomni... Jeżeli chodzi o przyklad rozwiązania to oczywiście ważne jest, aby z tą osobą porozmawiac ale ja raz zwróciłam jej uwagę,jak powiedziała mi, ze mam zajęcia przygotowac, że ja mam inne obowiązki i nie będę wszystkiego ribić naraz ale wogóle tego nie zrozumiała... Niedługo będę zmieniac pracę, także będę wiedziała, że od początku muszę stawiać na swoim i nie dac sobie ''wejść na głowę''

Komentarz został ukrytyrozwiń

Syndrom tłuka to bardzo częsty przypadek, który spotykamy na każdym kroku. Osób, które kreują się czyimś kosztem, czy wykorzystują pracę innych by zaistnieć jest niestety wiele.
Wspomniana wcześniej przeze mnie koleżanka zwana "Niunią" to właśnie typowy przykład, na ślizganie się w pracy czyimś kosztem. Jest ona świetnym pracownikiem ale niestety nie w pracy grupowej. I właśnie tak się stało, że zaproponowaliśmy jej wspólnie z kierownikiem takie rozwiązanie by dać jej możliwość pracy na indywidualnym stanowisku. Kompromis został przychylnie przyjęty zarówno przez kierownika jak i prze "Niunię".
Przemyślenia w tej kwestii,które nasunęły mi się po analizie tego syndromu oraz rozmowa ze współpracownikami zaowocowały efektem i miejmy nadzieję, że z korzyścią dla wszystkich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytając Wasze komentarze widać, że każdy spotkał się w życiu z "tłukiem". Ja np. miałam taką sytuację w poprzedniej pracy, że codziennie robiłam sobie herbate to koleżanka prosiła "przy okazji" żeby jej też zrobić herbatke, oczywiście z mojej puszki bo ona zapomniała kupić ;)
Takie sytuacje nie powinny zdarzać, się a my powinniśmy starać się nie dopuścić do takiej sytuacji i porozmawiać szczerze z tą osobą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam!

Według mnie syndrom tłuka można spotkać wszędzie tam, gdzie współpracują ze sobą ludzie, więc sama sobie nie zaprzeczę-w mojej pracy też miało i ma to miejsce. Czytając powyższy artykuł, czułam się, jakbym czytała słowa napisane przez samą siebie, tyle tylko, że nie było zbierania pieniędzy do puszki, tylko wspólna szafka. Efekt całej sytuacji był chyba nawet bardziej emocjonujący niż ten, opisany w niniejszym fragmencie, ponieważ w moim przypadku oburzenie było ogromne, nie schodziło nam z języków, nie mogliśmy wraz z innymi osobami mówić o niczym innym-poważne sprawy z powodu takiej błahostki odchodziły na dalszy plan.

Jednak nie o tym chciałam się z Wami podzielić. Otóż przykład tłuka, to w mojej pracy osoba, która w młodzieżowym slangu "ściemnia". Jest to bardzo irytujące w sytuacji, kiedy natłok pracy nie pozwala na swobodę i nic nie robienie. Siedząc obok takiego delikwenta i patrząc na to, jak udaje, że pracuje i przykładowo pisze na komputerze wolniej, niż staruszka, która pierwszy raz widzi klawiaturę, nie można wytrzymać w spokoju. Tym bardziej, że za jakiś czas, kiedy przyszło napisać prywatne pismo w trybie pilnym we własnej sprawie- pisanie było prawie, że bezwzrokowe...
Kolejnym problemem jest niechęć do nauki/ aktualizacji wiedzy/ zagłębianie się w trudne sytuacje i szukanie rozwiązań-w pracy, gdzie jest to wymogiem i gdzie reszta załogi uznaje to za swój obowiązek i go wypełnia. Brak wiedzy skutkuje brakiem kompetencji, który odbija się na całej grupie- Tym bardziej jest to oburzające, że obie sytuacje dotyczą tej samej osoby...

Przykładów "obijania" się mogłabym przytoczyć jeszcze kilka, ale nie o to chodzi.


Rozwiązanie:

Przyglądanie się takiej sytuacji jest bardzo destrukcyjne dla współpracowników i powoduje "nakręcanie się", a główny bohater nic sobie z tego nie robi. W takiej sytuacji, kiedy uwagi współpracowników nie pomagają, trzeba niestety zwrócić się do osoby decyzyjnej, która podejmie właściwe kroki, ponieważ przez jedną osobę, nie może popsuć się atmosfera w sześcioosobowej grupie. Niestety, jeśli uwagi kolegów/ koleżanek nie dają efektów, trzeba posunąć się do innych metod, jakimi są-rozmowa z przełożonym, która nie jest niczym miłym dla zarówno jednej, jak i drugiej strony.

Tak więc popieram komentarze innych osób, że w wielu przypadkach najlepszym sposobem jest rozmowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W Dziale Finansowym pracuje czteroosobowa załoga. Jedna z kobiet, która jest najstarsza, zarówno wiekiem jak i stażem pracy nie jest jednak tak zaangażowana w pracę, jak inni - bardzo często zdarza się, że spóźnia się z wykonaniem swojej pracy, pomimo tego, że wszyscy są obciążeni pracą w takim samym stopniu. Nawet jak nie wykona swoich obowiązków, wychodzi z pracy punktualnie. W efekcie pozostałe osoby z zespołu muszą pozostawać po godzinach i wykonywać pracę za nią. Wykonuje swoje obowiązki bez należytego zaangażowania i dezorganizuje pracę zespołu.

Rozwiązanie:
Zebrać wszystkich na określoną godzinę, bez spóźnień.
Wyjaśnić po kolei, czego się wymaga od pracowników.
Podkreślić, że w razie niewypełniania obowiązków zostanie to zgłoszone osobie nadrzędnej. Niezastosowanie się będzie traktowane jako chęć rezygnacji z pracy.
Powiedzieć to wszystko głosem zdecydowanym, w miarę głośno, ale spokojnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam!

Osobiście nie spotkałam się ze zjawiskiem syndromu tłuka (miałam takie szczęście),ale przedstawie przykład mojej koleżanki u której to zjawisko w pracy wystąpiło.Moja koleżanka pracowała kiedyś jako kelnerka w restauracji.Wszystko układało się dobrze,aż do momentu pojawienia się nowej kelnerki,która chciała podporządkować sobie wszystko i wszystkich w tej restauracji.Gdy właściciela restauracji danego dnia nie było to zamiast obsługiwać gości restauracji jak inne kelnerki to sobie robiła pogaduszki z barmanem(jednym słowem tego dnia nie robiła nic),natomiast gdy tylko właściciel pojawiał się(najczęściej zapowiadał że bedzie) ,udawała najbardziej pracowitą kelnerkę w zespole-nie tylko z uśmiechem obsługiwała gości,ale również sprzątała i robiła wiele rzeczy nadto.Było to bardzo nieszczere,fałyszywe.Na początku nikt sobie z tego nic nie robił,ale gdy mijały tygodnie a sytuacja się nie zmieniała zaczynało to być coraz bardziej irytujące dla całego zespołu restauracji,zwłaszcza ze własciciel restauracji widział w niej najlepszą kelnerkę-przy nim była zupełnie innym pracownikiem.Zespół postanowił z nią porozmawiać i przedstawić co im leży na sercu,jednak ona się za bardzo tym nie przejęła i nic w soim postępowaniu nie zmieniła.Po niedługim czasie prawda jakim to jest „wspaniałym pracownikiem'':) wyszła na jaw,gdy właściciel restauracji parę razy zrobił niezapowiedzianą wizyte swojemu zespołowi,i jakie było jego zdziwienie gdy ta jego zdaniem najlepsza kelnerka nagle okazała się już nie ta najlepsza.Właściciel ponieważ nie mógł być codziennie w restauracji,zatrudnil menadzera który pod jego nieobecność zajmował się wszystkim i wszystkimi-wszystko wróciło do normy i znów każdy z uśmiechem szedł do pracy.A to bardzo ważne!!!Pogodna atmosfera wróciła!!!

Uważam że bardzo ważna jest w takich sytuacjach szczera rozmowa,tu widać jednak nie pomogła do końca.Zespół chcial zachować się dobrze więc rozmowa nie odbyła się od razu przy właścicielu restauracji,i to był w tej sytuacji błąd,bo nic w tej dziewczynie ta rozmowa nie zmieniła-nadal postępowała nie tak jak powinna.Pracodawca powinien bardziej interesować się swoimi pracownikami,sam proponować zebrania gdzie można by było poruszyc rózne tematy i dać im wspólnie rozwiązania.A jeśli pracownicy nie lubią wypowiadać się o pracy innych szefowi,to w miejscu pracy powinna być anonimowa skrzynka do której można byłoby wrzucać swoje żale.Szef po zapoznaniu się z nimi móglby coś zadziałać,zaproponować rozmowe i spróbować naprawić sytuacje w pracy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim zdaniem jest kilka sposobów na to, by zlikwidować lub też w jakiś sposób eliminować syndrom tłuka. Główną rolę odgrywa tu kreatywność oraz pomysłowość. Są to często najprostsze rozwiązania, bo takie są zazwyczaj najskuteczniejsze. Mam tu na myśli instalację kamer (w miejscu pracy), kolejka, w której ludzie nie stoją jeden za drugim, lecz w „zygzaku”, „labiryncie”- można to zaobserwować np. na lotnisku czy też w parkach rozrywki.
Pisząc na temat instalacji kamer, przypominał mi się program pt. „Idealna niania” nadawany przez TVN Style. Rodzice zatrudniają osoby na Nianie dla ich dzieci, które będą się ich pociechami opiekować, uczyć i bawić podczas nie obecności rodzica. Jest to w jakiś sposób zwrócenie uwagi i zauważenie, że syndrom tłuka występuje- obserwowanie jego pracy, płacenie mu za to, co zrobił (w tym wypadku opieka nad dzieckiem, a nie np. za nieumyślność, kradzież etc.). Objawami w tej sytuacji może być złe zachowanie dzieci, dziwne zachowanie Niani czy też chaos w domu, brak dyscypliny. Pomocna może być w tym rozmowa z pracownikiem, określenie warunków pracy- co wolno, a co nie, konsekwencję jakie mogą być oraz zwrócenie uwagi na fakt, że w domu zachwiana jest atmosfera, dzieci zmieniły swoje zachowanie.

Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.