Pozycja materiału w rankingach:

Bariery mentalne blokują nasze plany, marzenia, projekty. Zauważamy ich konsekwencje, ale nie przywiązujemy do nich należytej wagi. Nie umiemy sobie z nimi radzić. Poznaj jedną z ponad 30 barier na przykładzie syndromu tłuka.
W codziennościZobacz także:
Artykuły
(11)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.61)
Wiek: 64 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
O mnie: Teoria Kultury - kontynuacja przemyśleń prof. J.Kmity- Metodologiczna Szkoła Poznańska,Trener Wiodący CRM SA Metodyka Syndromiczna - bariery mentalne w kulturze projektowej;naukowiec, dziennikarz, www.infobrokerstwo.pl; www.barierymentalne.pl;... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marzena Szymko 08.02.2012 22:16
W swojej karierze zawodowej również miałam do czynienia z wyżej wymienionym syndromem, niestety...
Można rzec, że to syndrom z życia wzięty i pewnie każdy napotkał go na swojej drodze chociaż raz.
W moim przypadku nie chodziło o herbatę, ale o papier toaletowy, co budzi w grupie wspólnie użytkującej ten produkt większe kontrowersje, a raczej brak tego produktu. W tym przypadku nie było składek, ale była "kolejka" i ów Tłuk rzetelnie i systematycznie z kolejki wypadał od tak sobie, a opcji innej niż korzystanie z tego produktu po danych czynnościach nie było...
Cóż, sprawa bardzo drażliwa.
Podzielam zdanie autora, że ten nieszczęsny "kamyczek w bucie" może powodować duży dyskomfort, a nawet nieodwracalne zmiany w danym zespole czy grupie.
Sara Duszyńska 06.02.2012 11:55
Witam serdecznie.
Wypowiadałam się już w tym temacie - poruszyłam aspekt syndromu tłuka w miejscu pracy. Za to dziś chciałabym się skupić na tłuku studenckim.
Przede mną ostatni - szósty semestr nauki w Ateneum. I wydaje mi się, że coś na temat studenckiego tłuka wiem. Kim on jest? To ten student/ta studentka, który kompletnie olewa wszelkie wykłady i ćwiczenia, ma w nosie robienie notatek i wypożyczanie książek. Nie wspominając już o ich czytaniu. Za to, kiedy już się pojawi na uczelni (oczywiście wraz z początkiem sesji), zaczyna biadolić.. "Mogę skserować notatki? Na nic nie mam czasu", "Ej, jak wygląda ten wykładowca z przedmiotu x? Muszę go znaleźć i coś nagadać, bo nie było mnie na żadnych zajęciach", "Dasz ściągnąć na egzaminie, nie? Jak cie złapie, to nic się nie stanie, z innych przedmiotów masz same piątki, a ja nie dam rady z kolejną poprawką", "No nie pomogłam wam w opracowywaniu pytań, bo zdechł mi chomik!".
Rany, krew mnie zalewa.
Znacie to? Najgorsze, że ten tłuk studencki dorwie wreszcie wykładowcę i naprawdę zacznie wymyślać niestworzone historie. W ciągu semestru jego siedem babć wymagało ciągłej opieki, zdechły mu pięćdziesiąt trzy rybki, czterdzieści dwie siostry brały ślub, a ten paskudny szef znowu nie dał wolnej soboty. Do tego wystarczy polać "łzy czyste, rzęsiste" et voilla! Trója w indeksie jak się patrzy.
A Ty i ja? No cóż, my też mamy tróje w indeksie. Tylko, że na nie zapracowaliśmy. Chodzeniem na zajęcia, robieniem notatek, czytaniem książek, nauką.. Może nie jesteśmy tak zdolni, może nie potrafimy przyswoić większej ilości wiedzy i wreszcie, może nie chcemy robić z siebie idiotów?
Sposób na tłuka? Zdać się na odwagę i powiedzieć wprost, co myślimy o robieniu z nas jeleni. Nie pomogło? My możemy go ignorować. I nie udostępniać owoców naszej ciężkiej pracy. Za to niektórzy wykładowcy powinni przypomnieć sobie, co oznacza sprawiedliwe ocenianie.
Pozdrawiam.
Anna Jaglewska 05.02.2012 22:01
Witam ja osobiście nie mam takiego tłuka, lecz byłam świadkiem owej sytuacji , w której miał On miejsce, a mianowicie chodzi o moją kumpelę, która pracowała w sklepie u swojej dobrej koleżanki , na dobra sprawe wydawał się to bardzo fajny pomysł i miłe z jej strony, że o niej pomyślała, lecz później już to nie było takie fajne. Obie dziewczyny miały ustalony grafik zmianowy , którego powinny sie trzymać ....i własnie tu jest problem wiele razy byłam świadkiem tej sytuacji, gdzie moja koleżanka musiała zostawać dłuzej i czekac , az łaskawie zmieni ją Kasia, gdyby to chodziło o pare min to nie było by takiego wielkiego problemu, ale mowa jest tu nawet o kilku godzinach, gdyz ciagle miała jaka wymówke :a to autobus sie spóźnil , ato miła gosci i nie mogła ich zostawic , a to kluczy zapomniała i tak ciagle cos ...Kasia nalezała do takich osób , którym trzeba terzymac paluszek prosto , bo jak się skrzywi to juz jest źle..sama nie przykładała sie do swoich obowiązków , sprztatanie sklepu robiła na odpierdziel i Magda gdy ją zmieniała msiała po niej poprawiac powiedziała jej o tym , z myślą , ze może to cos zmieni...Moja koleżanka , która ma miękkie serce , a twardy tyłek nie sprzeciwiała sie jej i to tolerwowała. robiła wszystko o co ją poprosiła , nawet jeśli miała wg ustalonego grafiku dzień wolny, a Kasia poprosiła ją by przyszła, bo ma pare spraw do załatwienia bez problemu sie zgodziła. Wszystko to było dobrze to pewnego czasu , gdy Kasia poprosiła ją o to by zrobiła liste na zamówienie. Moja koleżanka nie wykonała tego , ale nie dla tego że jej sie nie chciało, tylko dla tego, że miała dużo klientów i poprostu nie zdążyła. Kasia zrobiła mojej koleżance wielką awanturę o to i powiedziała wiele nie miłych słow. Moja koleżanka w końcu nie wytrzymała tej sytuacji i powiedziała co o tym myśli. Kasia oczywiscie nie była zadowolona z tych słów, lecz w głebi serca wiedziała że to co było powiedziane to prawda..Magda w końcu juz miła dosć tej nie zreczniej dla nich obu sytuacji i postanowiła odejsc z tej pracy i całkowicie zerwać kontakt z Kasia wychodzac zostawiła klucze i zamkneła za soba drzwi..Kasia dostajac taką lekcje życiowa , zrozumiała, że źle postąpiła tak naskakując na Magdę i mówiac jej tyle nie miłych słow bo przecież zawsze mogła na Niej polegac , szkoda tylko ze zrozumiała to tak późno i ze musiało dojsc do tak nie miłej sytucji z jej winy. no a na przyszłosc uważam że to nie jest dobrze jak sie ma za szefa lub szefowa bliską prywatnie osobę.
Paulina Kotowicz 02.02.2012 13:40
Tak na prawdę każdy z nas potrafi wskazać syndrom tłuka. Ja mam taki ( Atmosfera w pracy zmienia się wraz z tym jak jedna z osób boi się o swoją posadę/miejsce i jest w stanie zrobić wszystko) ... Wraz z nowym rokiem zaczęłam szukać nowej pracy, zaczęło się od osobistego roznoszenia CV,później internet i gazety.
Więc praca miała być miła i przyjemna na cały etat i dobrą stawkę. Było inaczej. Praca była coraz cięższa , niemiła i nie taka jaka miała być. Miałam być sprzedawcą w sklepie z używaną odzieżą, zaproszono mnie na dzień próbny ii okazało się,że ze sprzedażą nie ma to nic wspólnego.. Zaproszono na dzień próbny jeszcze jedną dziewczynę oprócz mnie, po czym miałyśmy dostać pracę w stylu 'kto szybciej rozpakuje i rozwiesi towar' oczywiście jak jest się w pierwszym dniu,a na horyzoncie nie widać żadnej lepszej pracy to człowiek potrafi się w to wkręcić.. zupełnie niepotrzebnie,bo wtedy oczekiwali ode mnie jeszcze więcej i jeszcze szybciej. Szefowa wpadła na 5min oznajmiła,że zostaję ,ale plany wobec mnie się zmienił .. potrzebują pracownika na 3dni w tyg 'skoczka'. Pomyślałam lepsze to niż nic. Pracy i obowiązków przybywało z dnia na dzień. Najlepiej jakby w jednej chwili człowiek miał zrobić kilka rzeczy na raz. być na sklepie, wieszać towar ,' a nogą prasować". Warunki miały być całkiem inne. W ciągu 9godzin miałyśmy przerwę 15min, którą sama sobie skracałam po zjedzeniu kanapki, bo praca czekała. Wyrabiałam się z nią mimo presji, nacisku i braku rozmowy z pracownikami,bo byłam traktowana jak powietrze. Dziewczyny jedyne co mówiły to : "o, wyrobiłaś się to zrób jeszcze to" Okazało się,że dla jednej nich nie ma tam miejsca, a więc byłam jedyną osobą,której trzeba było się pozbyć... i tak więc było.. że ich nierozłączny team postanowił na mnie bezpodstawnie na kablować,że nie wykonuję swojej pracy,że muszą pracować za mnie, że pracuję wolno itp. a co miała zrobić szefowa ,której z nami nie było??
uwierzyła, ale właśnie w ten dzień miałam już dosyć i kiedy przyszła do mnie kierowniczka i zapytała 'co z Tobą Paulina,dziewczyny się na Ciebie skarżą " to powiedziałam ,że ją wyręczę i moją pracę zakańczam wraz z końcem dnia...(była to praca bez umowy,a zapowiadał się pełen etat). Poszłam na sklep i odetchnęłam z ulgą,że nie będę uczestniczyła już zawistnym traktowaniu.. Podeszłam do jednej z kasjerek i mówię " gdzie dziewczyny" ,a ona mi na to "ze zwolniły się dziś 3 godziny szybciej' odpowiedziałam "ach , szkoda chciałam się z nimi pożegnać"- sarkazm. Ostatnie godziny zleciały całkiem normalnie bez nacisku i napięcia, ponieważ 1 z ich trójki nie miała już w sobie takiej siły jak cały team i na koniec powiedziała,że to nie moja wina,że w sumie to pracowałam ok tylko ,że jedna z nich miała być zwolniona i myślała,że jak odejdę ja to dla niej zostanie miejsce.Okazało się,że jej teoria była błędna mimo,że mnie już tam nie było ona też nie zagrzała tam miejsca.
Jagoda Grabowska 02.02.2012 12:59
Witam ;)
A co uważacie o kolejkach ? Gdziekolwiek one są : w sklepach, wylogowując się z pracy w dużych firmach, na pocztach , w bankach. Nie spotkaliście tam tłuka ? Osobiście sądzę, że po naszym świcie chodzą owe tłuki "kolejkowe" ( nie wiem czy można to tak ująć ). Np. czekając w kolejce do wylogowania w pracy, w owej kolejce stoi tez TŁUK, który prawie, że leży Ci na plecach.Ponagla Cię, abyś się przesunęła, jak kolejeczka przesunie się chociaż kawałeczek do przodu. Jeszcze po 8 h pracy, wiadomo, że bez prysznica nie wygląda to za ciekawie. Oczywiście jak wysuniesz się na chwileczkę z kolejki to TŁUK już Cię nie wpuści. A nie lepiej byłoby znaleźć metodę na owego tłuka ? Np. w owej firmie wylogowanie może następować podczas otwierania szafki w szatni, każdy ma swoją szafkę i nikt nikomu nie wchodzi w drogę, a Tłuk w prosty sposób wyeliminowany.
W takich bankach czy innych urzędach wprowadzić automaty z numerami, kiedyś spotkałam się z takim w jakieś placówce, idealne rozwiązanie, wybierasz w jakiej sprawie tu przybyłeś/aś i nie stoisz w kolejce, tylko siedzisz sobie na krzesełku ( sofce) i czekasz.
Niby proste rozwiązania, ale tak ciężko jest je wprowadzić w życie ;/ Ehh.
Ewelina Rudko 25.01.2012 17:55
W pracy nie mam takich przypadków, ale spotykam się z "syndromem Tłuka" w domu. Wynajmuję mieszkanie z dwiema koleżankami. Przyjaznimy się, razem spędzamy czas, dużo rozmawiamy, bardzo się lubimy. Jednak jeśli chodzi o sprzątanie, zmywanie, zakupy środków czystości- tego z czego każda z nas korzysta to jest jakaś porażka. Jedna z nich kompletnie nie poczuwa się do swojej roli, w ogóle zachowuje się tak jak by ją to nie interesowało. Ciągle zostawia swoje rzeczy, które musimy za nią zmywać, nie dokłada się na potrzebne środki. My przymykałyśmy na to oko bo twierdziłyśmy raz, że może jest bardzo zmęczona bo dużo pracuje, że może zapomniała coś kupić- wiadomo, czasem tak jest. Ale to przytrafia się ciągle. Po prostu chyba jesteśmy wykorzystywane z tego powodu, że nie potrafimy się o to upomnieć. Jednak mamy w miarę łagodny plan aby zrobić grafik z dyżurami sprzątania i znywania, który zawiśnie przyczepiony magnesem na lodówce, a zakupy będą większe raz w miesiącu- kwota z paragonu zostanie podzielona na trzy osoby. Mam nadzieję, że takie rozwiązanie nikogo nie urazi i nadal będziemy się przyjaznić.
Małgorzata Wasilewska 14.01.2012 20:41
Ciekawy artykuł uzmysłowił mi, że niejednokrotnie spotkałam się z ludźmi których można określić jako osoby z syndromem tłuka. Przytoczę jeden przykład. Pracuję z ludzmi i dla nich staram się być uprzejma i pomocna, tak zostałam wychowana i uważam, że tak należy czynić. Pewnego dnia zapukała do mojego pokoju starsza pani i poprosiła o pomoc z racji wieku. Przystawiłam jej krzesło do biurka, pomogłam usiąść, wypełnić formularze, poszłam zapłacić do kasy, by ją odciążyć i po prostu po ludzku pomóc. Po załatwieniu wszystkich formalności pani wyszła mocno utykając (myślę, że zadowolona). Była moją ostatnią petentką. Zakończyłam więc pracę, zamknęłam biuro, ubrałam się i poszłam na przystanek autobusowy. Na przystanku spotkałam tą panią siedzącą na ławce wśród czekających na autobus. Pomyślałam sobie, pomogę jej wejść do autobusu i usiąść. W momencie przyjazdu autobusu ku mojemu ogromnemu zdziwieniu pani ruszyła bez żadnych problemów (wręcz biegiem) do autobusu, a w środku zaczęła krzyczeć o wolne miejsce siedzące i jaka ta modzież jest niewychowana (poruszała się bardzo sprawnie). Powiedzcie mi, jak młodzi ludzie gdy są świadkami takiej sytuacji mają mieć szacunek dla osób w podeszłym wieku. Starsze osoby wymagają od młodych ludzi uczciwości, kultury, a sami dają wprost odwrotny przyklad. Sama jestem osobą niepełnosprawną i walczę z nieuleczalną chorobą która może w przyszłości posadzić mnie na wózek, ale ciągle staram się być uprzejma i pomocna. Niestety są osoby, które wykorzystują swoją sytuację w sposób nieuczciwy nie patrząc, że dookoła są też inni potrzebujący. Mam 11 letniego synka którego uczę kultury i chęci pomocy innym, ale czy to się opłaca? Czy nie powie mi kiedyś, że ma gorzej w życiu , bo wychowałam go na uczciwego człowieka. Mam nadzieję, że nie. Czas pokaże.
Katarzyna Kotwa 14.01.2012 20:04
Podzielam zdanie, iż w przypadku zaistnienia w danej grupie ludzi "syndromu tłuka", należy z taką osobą przeprowadzić szczerą rozmowę. Należy wytknąć wszystkie odchyłki od ogólnie przyjętych zachowań danej grupy. "Odmieniec" powinien dokładnie usłyszeć, co w jego postępowaniu jest irytujące dla reszty otoczenia. Po takiej rozmowie sytuacja powinna być już klarowna - albo dostosuje się do reszty, albo zostanie wykluczony z danej grupy, gdyż po etapie śmiechu, obserwacji,irytacji następuje proces eliminacji. Reasumując, uważam,że szczera rozmowa jest dobra na wszytko.Jeśli nie przyniesie rezultatu, to nie trzeba mieć wyrzutów sumienia, że przyczyniło się eliminacji wadliwego ogniwa z grupy. Należy pamiętać,że takie postępowanie ma na celu poprawę samopoczucia i atmosfery pracy większości.
Izabella Horbal 13.01.2012 23:16
Syndrom tłuka to nic nowego. W każdy miejscu pracy znajdzie się chociaż jedna taka osoba. Jeden delikwent we wspólnym pokoju pracy rozmawia tak głośno ,jakby poza nim nikogo innego nie było, inny opowiada dowcipy, których nikt poza nim nie chce słychać.... Takich przykładów mogą być setki. Ale jedyne rozwiązanie to uczciwe porozmawiać z taką osobą. Jeżeli możliwe jak najszybciej tzn nie czekać do momentu, aż problem urośnie do rozmiarów wżoda, którego można usunąć tylko operacyjnie. Nie czekajmy , aż nagromadzone w nas negatywne emocje wezmą górę nad rozsądkiem. Być może ta osoba nie zdaje sobie sprawy z tego,że utrudnia nam pracę. Wiem z doświadczenia ,że problemy należy rozwiązywać szybko. Operacja jest wtedy najmniej skomplikowana dla lekarza, a także nie tak bolesna dla pacjenta.
Paulina Kędzierska 13.01.2012 17:52
W moim krótkim życiu kilkakrotnie spotkałam się z opisanym syndromem. Chciałabym przytoczyć jeden przykład… W 2007 r. odbywałam roczny staż w pewnym tczewskim urzędzie. Pracowałam na stanowisku ewidencji ludności i dowodów osobistych. Pewnego dnia zabrakło formularzy wniosków i trzeba było po nie jechać do Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku. Aby zaoszczędzić pieniądze na paliwie, najlepszym rozwiązaniem było wysłanie stażystki-studentki, czyli mnie, z zastrzeżeniem, że mam jechać tylko i wyłącznie pociągiem. Nie byłam nigdy w Urzędzie Wojewódzkim, także prawie godzinę szukałam pokoju, gdzie mogłabym odebrać formularze. Gdy w końcu trafiłam doznałam szoku! Czekał na mnie duży karton, który ważył chyba przeszło 5 kg. Kobieta, która dała mi ten karton nie mogła uwierzyć, że przyjechałam po to sama pociągiem. Ciężko było mi dojść do dworca. Nigdy tego zdarzenia nie zapomnę, gdyż przez cały tydzień bolały mnie dłonie… Osoba, która zleciła mi to zadanie była 100 procentowym tłukiem! Jednak z drugiej strony, zetknięcie się z takim przypadkiem uczy nas, że nie warto być pokornym, posłusznym pracownikiem, gdyż zostaje się w tedy tylko i wyłącznie wykorzystanym. Taki tłuk ma satysfakcję z naszej naiwności! Jak takie zjawisko zablokować? Jest jedno proste rozwiązanie… Nie można takim osobom ulegać, trzeba mieć własne zdanie i być dociekliwym.