Facebook Google+ Twitter

Syntetyk Kaczyński i anty-Filidorzy

Ktokolwiek myśli, przeczuwa albo domniemywa, że prof. Tusk dokonał tu jakiejś ostatecznej Nadsyntezy, wpadł tym samym w zardzewiałe sidła szatańskiego podstępu arcymistrza Analizy.

Było ich dwóch. Wielki Mistrz Syntezy, profesor ilusoris causa Universe'ytetu w Warszawie Jarosław Kaczyński, a także oponent jego, Wielki Mistrz Analizy, profesor rangi tejże samej Analiwersytetu w Gdańsku (względnie: Danzig). Pierwszy – wielki naukowiec, lata poświęcił na badanie swej tajemnej sztuki, urzekającej i zniewalającej Syntezy, z której wiecznie zacieśniających się sideł uwodzicielskich raz w namiętności nałożonych, nie było innej potencjalnej ucieczki jak do przestrzeni asyntetycznej – subiektywnie – niebytu. Drugi – mistrz Analizy z przyczyny pogardy dla Syntezy, obsesyjnie niesyntetyczny, wiecznie w energicznym rozczłonkowaniu i chybotliwej równowadze dynamicznej przód-tył, prawo-lewo. Obaj bezpamiętnie zakochani w swoich sztukach, obaj działający, syntezujący i analizujący, na wielu frontach.

Wielki Mistrz Syntezy lubował się szczególnie w tropieniu układów, polityczno-biznesowych i wielorakich w ogóle, substratów syntetycznego wywaru o takiej treści, jak i nazwie, czyli Układu. O ile nie udało się Profesorowi szczególnie wiele znaleźć, może to ze względu na zbytnią analityczność problemu, która okazała się skutecznym kamuflażem pewnych środowisk, o tyle w Teorii Układu doszedł już do takiej perfekcji, iż zaczął wytwarzać nawet zalążki własnych, potem pospiesznie je likwidując. Prof. Tusk lubił z kolei czynić cuda. Co prawda uczynienie żadnego nie było mu jeszcze dane, nie zmienia to faktu, że wprost za cudami przepadał, a cudowność owa wiele różnych rzeczy w istocie tłumaczyć by mogła.

O Analizie w ogóle dokładniej wiele nie wiadomo, a to, co wiadomo, z natury rzeczy nie nadaje się do syntetycznego przedstawienia. Wiadomo na pewno, że jest tego dużo, każda część jest inna i zazwyczaj nie pasuje do reszty, a ponadto cały czas ulega zmianom. To nawet, co w nagłym napadzie semantycznej kreatywności udałoby się ujarzmić i tak nie przekraczałoby ramy co najwyżej nieprzyzwoicie śmiałego szkicu.

Synteza owa była zaś sztuką niezwykle wymagającą i niebezpieczną. Najmniejsze nawet naderwanie ścisłego splotu wiązań o wielkiej energii kończyło się nie inaczej jak anihilacją okolicy. Kluczem równania, epicentrum algorytmicznych łańcuchów zdarzeń był Umysł Wielkiego Mistrza, Umysł jasny i wiedzący, ale przede wszystkim Absolutny.

Kto uchylił się logice Umysłu Absolutnego, nie mógł długo zajmować przestrzeni w jego pobliżu, orbicie bądź czymkolwiek niesyntetycznym przecież z założenia. Oczywiste było bowiem, że jednostki produkujące się, żeby chociaż Coś, ale Się, a nie produkowane, jak nowotwór, usunąć należy poza rzeczywistość. Tak też Wielkiemu Mistrzowi Syntezy nic już na przykład nie wiadomo o istnieniu Marka Jurka, nie jest jasna sytuacja paru innych godnych niebytu person.

W swej Syntezie był zaś Profesor tak absolutny, iż nawet wszyscy publicyści jak jeden mąż zaczęli rzeczywistość odnosić do niego, przetwarzać przez pryzmat jego zawiłej (pełnej geniuszu taktycznego i wymyślnych zawijasów intelektualnych!) umysłowości, psyche, a nawet nastroju i na tej też podstawie prognozować wszystko poza pogodą.

To nie on był częścią rzeczywistości, ale w zasadzie rzeczywistość była jego częścią, częścią tylko była i to częścią wcale nie najważniejszą, najpiękniejszą ani, broń Boże, najrzeczywistszą. W umyśle tym syntetycznym, w wyniku Syntezy mistrzowskiej spotykały się Dobro, Prawda, Piękno i jeszcze więcej, idee, którymi karmili się filozofowie, ot choćby Platon, ale których nie wiedzieli, gdzie szukać. Jakże łatwiej ogarnąć rzeczywistość mając pewne punkty odniesienia!

Jeden tylko Rafał Matyja poniewczasie stwierdził, że może to jednak papierowy tygrys i rzeczywistość jest bardziej rzeczywista i w rzeczywistości nic się nie stało, żeby domniemywać taką zamianę imponderabiliów. W to nam graj! Atoli teraz nawet liberalny, lewicowy czy też w pokrewnych odcieniach salonik zaczął się powoływać na Matyję, czego, o ile mnie pamięć nie myli, wcześniej robić nie zwykł.

Trzeba tu zaznaczyć, że Wielki Mistrz Analizy, zwany anty-Kaczyńskim, którym chciał być, ale tak, by o tym nie mówiono, był w istocie faktycznie odbiciem Wielkiego Mistrza Syntezy. Co prawda nie można go było uznać za żadną część ani produkt Syntezy, niemniej, bezwiednie przyjąwszy zaproponowane zasady gry, patrzył na świat, patrząc w oczy swego rywala i zgadując, co się w nich odbija. Na niepodległość i autonomię wybijał się bardzo powolnie i stopniowo, schodek za schodkiem, by wreszcie porzucić starą, narzuconą Formę. I przyjąć nową, ale za to własną; choć nie autentycznie, osobiście personalną. A każdy chciał, by była to Forma inna.

Nie znaczy to oczywiście, że w międzyczasie porzucał on sztukę Analizy. Prof. Tusk po chemiczno-politycznej Analizie swojego otoczenia, usunął z niego elementy niepasujące mu do równania, to jest ciążące ku Syntezie, ni to stabilne, ni niezbędne, ot pierwiastki, od biedy radioaktywne. Starał się też usilnie analizować i rozczłonkowywać na części nieskończenie syntetycznego jednak Wielkiego Mistrza Syntezy. Starał się znaleźć czuły punkt, lukę w Syntezie, jakże taka luka może istnieć, gdy Synteza absolutna. Gmerał, grzebał, tu-tam, Rydzyk, nerka, konto, poranny Kamiński, ani luki. A jednak znalazł. - Kwa, kwa, tchórzem pan jest, tchórzem! - zniewagi, choć była wszak skrajnie niesyntetyczna, nie dało się ostatecznie zlekceważyć. Gdyby wrażenie Analizy przyjęło Formę Analizy, sprawa stałaby się poważna. - Piątek, punkt dwudziesta! Pojedynek, krew, owsianka! Sekundantami Dorn, Ziobro oraz Niesiołowski, Graś. Reszta sekundantów na widownię!

- Pierwsze pytanie do prof. Tuska – obwieścił Feldmarszałek Dorn. - 9 czerwca 2006 roku kupił pan bułki w sklepie spożywczym przy ul. Hożej, mamy to nagrane – rozpoczął Prokurator Generalnie Ziobro. - Proszę mi zatem powiedzieć, ile kosztowała mąka i jaki procent ceny chleba żytniego, krojonego stanowiła, którego z niewiadomych, acz wartych zbadania, przyczyn pan nie kupił?

- Panowie, bądźmy poważni! - zakrzyknął prof. Wysokiej klasy owadolog Niesiołowski. - Ja nikogo nie obrażam, ale debil, idiota, palant, intelektualny dewiant.
Na to ozwał się Żelazny Feldmarszałek.
- Panie Profesorze Wysokiej klasy owadologu Niesiołowski, chciałbym wiedzieć: czy jest pan łachudrą? - milczenie. - Jakie ma pan kompetencje do przesłuchiwania? - kontynuował z emfazą Ziobro. - Ścierwojadem chociaż? - wtrącił sekundant Dorn.

- Wyczuwam w panach ducha Securitate - zanalizował naprędce specprofesor Graś. Totalitaryzm, Stalin, gwiazda czerwona.
- A pan, panie Tusk? Kim pan jest? Kim telewizor w pana domu jest? - pytał nie zważając Feldmarszałek.
- Kwa, kwa, kwa! - rozpoczął entuzjastycznie prof. Tusk.
- Kwaśniewski! Pomocnikiem jesteś, sługą - odbił błyskawicznie Wielki Mistrz Syntezy.
- Narodowi służę.
- Naród, naród! - prof. Kaczyński dokonywał Syntezy chytrze i niepostrzeżenie. - Polska! Solidarna Polska, Naród! Liberalizm, Tusk, Dziadek, Merkel! Tusk, Tusk... - po takim nawarstwieniu Syntezy zmieszanemu od natężenia syntetycznej wyrazistości prof. Tuskowi nie pozostało nic innego jak gwałtowna Analiza.
- Ja, ty, on, ona, ono... Irlandia! Każda złotówka, cud! Mów mi Donek.
- Irlandia, Bruksela, Gejowo! KPP, Karta Praw Podstawowych! - uderzał niestrudzenie Wielki Mistrz Syntezy.
- Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem kilometrów autostrady, dopłaty bezpośrednie, każdy rolnik! - próbował analizować prof. Tusk, słaniając się już niemal jednak na siedzeniu. A szykowały się kopniaki dalsze.

- Rywinland... - zawahał się Wielki Mistrz Syntezy w obawie przed zbyt hipotetyczną analitycznością wyrażenia. - ...Układ!
- Kaczmarek! - wykrzyknął, wytchnąwszy, prof. Tusk. - Kaczmarek, Kaczmarek, Kaczmarek! Kornatowski, Marzec, Kaczmarek, Netzel, Kaczmarek, Lipiec! - sytuacja przyjęła zwrot dość nieoczekiwany, w powietrzu zatęchłym nieco studyjnym dało się wyczuć niewyczuwalny impuls.
- Korupcja, liberalizm, Układ! Ziobro, Prawo, Sprawiedliwość, Ja! - starał się sparować uderzenie prof. Kaczyński.
- Bracia Kaczyńscy... - rozpoczął zjadliwie Wielki Mistrz Analizy, a wszyscy zamarli i zastygli w nerwowym bezświście zgęstniałego powietrza, był to bowiem cios potężny. Ktokolwiek myśli, przeczuwa albo domniemywa, że prof. Tusk dokonał tu jakiejś ostatecznej Nadsyntezy, wpadł tym samym w zardzewiałe sidła szatańskiego podstępu arcymistrza Analizy. Oto cios, którego nie widać, a który boli, który uderza z innej strony niż nadchodzi, przed którym nie da się uchylić, a trzeba się cofnąć o krok. To jak nos. Nos zakatarzony, choć jest katar i jest kichanie, z czego można by wysnuwać jego względną autonomiczność, nigdy nie jest zakatarzony z własnej inicjatywy. Przeto dopiero świadomość nosa rodzi niebezpieczeństwo wzbudzenia względnej autonomiczności i sugestię nieintegralności. Tak też i Wielki Mistrz Syntezy poczuł chwilowe mrowienie dezintegracji na przeczucie o cząsteczkach autonomiczności omijających magistralę jego mózgu. Brat? Brat jako brat, bliźniak, równy, obok, stoi i mówi? Ja i Mój Brat, prezydent, Ja!

- Tusk, Tusk, Tusk! Jest pan niegrzeczny. Ja siedzę tu gdzie Anders, a pan tam, gdzie siedziały radzieckie czołgi. Proszę przeprosić nos - ale Wielki Mistrz Analizy czuł już, że sytuacja obraca się po jego myśli, wiedział, że jak nie teraz to nigdy i że analizować musi intensywnie i bez zastanowienia.
- Mężydło! - wołał. - Borusewicz!
- Dość, dość! - ozwały się oburzone głosy z publiczności. - Proszę przeprosić Profesora!
Powietrze drgało, publiczność pieniła się, nos był nosem coraz bardziej i katar się weń wdzierał, prof. Kaczyński nabierał oddechu po szybkich ciosach, szykując syntetyczny armageddon, prof. Tusk pokazał wilcze zęby otwierając usta, by wypowiedzieć kolejne uderzenie.

- Sikorski! - zakrzyknął tryumfalnie, ale nie on to uderzył, a dr prof. min. Szczygło uderzył sam siebie w papę, w celu dwojakim; dawno już miał ochotę uderzyć Sikorskiego, a integrując twarz swoją pod pretekstem zrozumiałym, zażegnał niebezpieczeństwo zakatarzonego nosa, twarz stała się twarzą, a raczej nie tyle twarzą, co Jednością. W tym zaś momencie Synteza była już gotowa.

- Piotrowski, Michnik, Tusk! Tusk, Tusk, Tusk! - Wielki Mistrz Analizy zachwiał się w fotelu. Syntezy takiej nikt jeszcze nie widział i była to Synteza próby wielkiej, docierająca niemal do granic syntetycznej wytrzymałości materii, tak, że syntetyczny skurcz, który chwycił prof. Tuska wtłoczył w niego całego niemal Schetynę, Drzewieckiego, do tego stopnia, że Rokita przeleciał chyłkiem w pobliżu w powietrzu skoncentrowanym i skonfundowanym.

- Liberum curva veto! - wołał gdzieś w tle prof. Niesiołowski. W sytuacji takiej, zgoła beznadziejnej, przypierany do wnętrza środka przez zabójcze ciśnienie syntetycznej absolutności, nie pozostało prof. Tuskowi już nic innego poza środkami niespodziewanymi a ostatecznymi. Nie można było zrobić niczego innego, jak wzmocnić Syntezę do skrajnego absurdu niemożności, przekraczającego granice rzeczywistości.
- Fotyga, fryzjer, bum! - inkantował w desperacji Wielki Mistrz Czegobądź.
- Znam was, znam was, anty-Filidorzy! Jest was wielu, ale wszyscy jesteście tacy sami! - równocześnie i niewzruszenie syntezował dalej prof. Kaczyński. - Ale ja tu jeszcze wrócę, jeszcze wrócę tu... - iskry nieokiełznanej Syntezy dwutorowej, dwuwarstwowej pozostawiały na zaskoczonej czasoprzestrzeni piętno niezatarte. Natężenie gęstości i jednolitości stawało się coraz gęstsze i gorętsze, i wręcz niemożliwe. Syntetyczna burza w rozbuchanej świetliście rzeczywistości przypominała doznaniem przedsmak ozonu, kompasy szalały, publiczność krzyczała dziko, tocząc pianę szczekała, bieguny magnetyczne odwracały się, igły kompasów stopniowo coraz wolniej wirowały w tajfunie iskrzącego szaleństwa, wreszcie leniwie chybotały się tylko, niedookreślone, by w końcu stanąć w miejscu. Ale o to co się stało! Były inne, nie dłuższe ani krótsze czy jakościowo zrewolucjonizowane, ale na lewą stronę wywrócone, odbite na zewnątrz w chaosie dionizyjskich pląsów! I oto: - By żyło się lepiej, wszystkim! Polska, Irlandia! Ludzie, Szczęście, Miłość! - I oto: - Jan, Maria, Nelly. Dwa miliony więcej, milion więcej, trzynaście procent więcej. - I okazało się, iż to nie oni są Mistrzami, ale sekundantami i nie swych szefów, wodzów żadnych, ale Formy czystej i wypudrowanej. A potem znów pogrążyli się w dzikim, wirującym tańcu, a duchy ich i słowa, echa wirowały razem z nimi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Czy można dać drugiego plusa? Za to, że tekst jest dostatecznie długi i przez to dostarcza całkiem sporą dawkę gimnastyki mentalnej:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.11.2007 19:33

Tekst nie jest trudny tylko za długi. Przez to nuży i nie trzyma napięcia. Ale pomysł połączenia Gombrowicza z Klarą Weritas - ciekawy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nowa Forma? Czysta PlatForma! No i co za gęby...
Syntetyczno-analityczny plus plusowy, jak najbardziej plusujący w swojej plusowatości!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst świetny.
Ja daję plusa za przeróbkę, bo to przecież "cover" jest ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podzielam zdanie Marka. Nie dotrwałem do końca i nie miałem zamiaru, jak dla mnie za bardzo zawiły tekst, a poza tym nie lubię czytać o polityce, nawet z dawką humoru..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie, nie wierzysz w czytelników W24?!
Jeśli ja dotrwałam, to myślę, że i innym nie sprawi to większego problemu ;-)
Warto napisać od czasu do czasu coś naprawdę ambitnego.
I za to chwała Tomkowi.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.11.2007 13:42

(+) Tekst jest swietny, jednak niezwykle trudny w odbiorze. Obawiam sie, ze przecietny czytelnik nie dotrwa do konca...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)
:)
Też chcę takie..witaminy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ha, ha!
Wielki plus za poczucie humoru i ładnie "stylizowany" tekst :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.