Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

119307 miejsce

Syria. Tam nie będzie rewolucji

Szumnie zapowiadany i organizowany poprzez portale społecznościowe "dzień gniewu" w stolicy Syrii, Damaszku, nie doszedł do skutku. W obliczu zwiększenia obecności sił bezpieczeństwa na ulicach, protestujący nie stawili się na wiecu.

Fala arabskich rewolucji tu nie dotrze. Organizowana przez internet i wzorowana na egipskim "dniu gniewu" antyrządowa demonstracja, która miała zebrać tysiące ludzi przed budynkiem syryjskiego parlamentu, po prostu nie wydarzyła się. Jak donosi New York Times, w piątek w wyznaczonym miejscu pojawiło się za to dużo więcej niż zazwyczaj oficerów służb bezpieczeństwa i policji.

I właśnie tu należy dopatrywać się przyczyny fiaska. Policja w Damaszku, inaczej niż w porównywalnie "liberalnych" reżimach Mubaraka i Ben Alego, nie wahałaby się prawdopodobnie użyć siły wobec demonstrantów, zaś wielu z protestujących zasiliłoby liczne szeregi więźniów politycznych w Syrii. Ponadto, według organizacji Human Rights Watch, potencjalni uczestnicy demonstracji byli podobno zastraszani przez policję i zmuszani do podpisywania dokumentów zobowiązujących ich do niebrania udziału w protestach.

Jak przyznają Syryjczycy, ruch opozycji w ich kraju jest bardzo słaby i nieustannie tłamszony przez rządzący reżim prezydenta Baszara al-Assada, zaś wielu boi się, że w wypadku rewolucji do władzy doszłoby Bractwo Muzułmańskie, co mogłoby oznaczać rządy radykalnego islamu w tym kraju. Dlatego od czasu wybuchu rozruchów społecznych w Egipcie i Tunezji, na ulicach Damaszku organizowano tylko symboliczne, kilkudziesięcioosobowe akcje. Zapał demonstrujących na pewno zmniejszył też rząd, który w obliczu wstrząsających światem arabskim wydarzeń, ogłosił niedawno 17-procentową podwyżkę dla pracowników sektora publicznego, który stanowi ogromną część gospodarki tego kraju.

Syria od 1970 r. jest rządzona żelazną ręką przez związaną z partią Baas rodzinę al-Assadów - najpierw ojca Hafeza, a od 2000 roku jego syna Baszara. Mimo zapowiedzi liberalizacji reżimu, niewiele zmieniło się w kwestii wolności słowa i praw człowieka. I wygląda na to, że na razie nic się nie zmieni. Al-Assad może więc spać spokojnie - na razie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Stefan Kap
  • Stefan Kap
  • 05.02.2011 20:46

Widocznie Assad lepiej niż okoliczni szejkowie dba o swój naród, więc ludzie nie wyszli na ulice. Gdyby nastroje były takie jak w Egipcie czy Tunezji, policja by im nie zapobiegła. Wnioski autora tekstu są zatem nieadekwatne do syryjskiej sytuacji. Pobożne życzenia nigdy nie zastąpią rzeczywistości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.