Facebook Google+ Twitter

Syria. Tam nie będzie rewolucji

Szumnie zapowiadany i organizowany poprzez portale społecznościowe "dzień gniewu" w stolicy Syrii, Damaszku, nie doszedł do skutku. W obliczu zwiększenia obecności sił bezpieczeństwa na ulicach, protestujący nie stawili się na wiecu.

Fala arabskich rewolucji tu nie dotrze. Organizowana przez internet i wzorowana na egipskim "dniu gniewu" antyrządowa demonstracja, która miała zebrać tysiące ludzi przed budynkiem syryjskiego parlamentu, po prostu nie wydarzyła się. Jak donosi New York Times, w piątek w wyznaczonym miejscu pojawiło się za to dużo więcej niż zazwyczaj oficerów służb bezpieczeństwa i policji.

I właśnie tu należy dopatrywać się przyczyny fiaska. Policja w Damaszku, inaczej niż w porównywalnie "liberalnych" reżimach Mubaraka i Ben Alego, nie wahałaby się prawdopodobnie użyć siły wobec demonstrantów, zaś wielu z protestujących zasiliłoby liczne szeregi więźniów politycznych w Syrii. Ponadto, według organizacji Human Rights Watch, potencjalni uczestnicy demonstracji byli podobno zastraszani przez policję i zmuszani do podpisywania dokumentów zobowiązujących ich do niebrania udziału w protestach.

Jak przyznają Syryjczycy, ruch opozycji w ich kraju jest bardzo słaby i nieustannie tłamszony przez rządzący reżim prezydenta Baszara al-Assada, zaś wielu boi się, że w wypadku rewolucji do władzy doszłoby Bractwo Muzułmańskie, co mogłoby oznaczać rządy radykalnego islamu w tym kraju. Dlatego od czasu wybuchu rozruchów społecznych w Egipcie i Tunezji, na ulicach Damaszku organizowano tylko symboliczne, kilkudziesięcioosobowe akcje. Zapał demonstrujących na pewno zmniejszył też rząd, który w obliczu wstrząsających światem arabskim wydarzeń, ogłosił niedawno 17-procentową podwyżkę dla pracowników sektora publicznego, który stanowi ogromną część gospodarki tego kraju.

Syria od 1970 r. jest rządzona żelazną ręką przez związaną z partią Baas rodzinę al-Assadów - najpierw ojca Hafeza, a od 2000 roku jego syna Baszara. Mimo zapowiedzi liberalizacji reżimu, niewiele zmieniło się w kwestii wolności słowa i praw człowieka. I wygląda na to, że na razie nic się nie zmieni. Al-Assad może więc spać spokojnie - na razie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Stefan Kap
  • Stefan Kap
  • 05.02.2011 20:46

Widocznie Assad lepiej niż okoliczni szejkowie dba o swój naród, więc ludzie nie wyszli na ulice. Gdyby nastroje były takie jak w Egipcie czy Tunezji, policja by im nie zapobiegła. Wnioski autora tekstu są zatem nieadekwatne do syryjskiej sytuacji. Pobożne życzenia nigdy nie zastąpią rzeczywistości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.