Facebook Google+ Twitter

Szalona miłość Michaela Buble’a

Nadszedł ten długo oczekiwany przeze mnie moment – nowa płyta Michaela Buble'a jest już w sprzedaży. Od 19 października można zaopatrzyć się w krążek pod tytułem „Crazy Love”.

 / Fot. PłytaOd dwóch i pół roku fani kanadyjskiego piosenkarza czekali na kolejną ucztę. Doczekali się mniej więcej tego samego, co zwykle: Buble wysmażył 13 utworów, wśród których podał zarówno własne piosenki, jak i covery. Co tu dużo mówić. Płyty tego artysty można kupować w ciemno - zawsze są, jeśli nie doskonałe, to przynajmniej bardzo dobre. I tym razem jest tak samo.

Odnoszę wrażenie, że Buble urodził się nie w tej epoce. Swingujące rytmy i bluesowo-jazzowy, przepyszny głos, zdają się pasować do lat 30. Ale co z tego - jego muzyka bije rekordy popularności, góruje na amerykańskich listach przebojów i porusza niemalże każdego.

Jest to zasługa pełnych uroku tekstów piosenek (momentami trochę ckliwych), niesamowitej barwy głosu i niezwykle melodyjnych dźwięków. Odkurzanie starych i uznanych utworów także odgrywa tu niemałą rolę, Buble jawi mi się jako najlepszy twórca coverów - zazwyczaj uważam je za lepsze od oryginałów. W przypadku tej płyty jest podobnie, „Cry Me a River” zrobione na niemal monumentalne dzieło jest wręcz powalające, a podczas słuchania „Georgia on My Mind” przechodzą ciarki po plecach.

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Michael_Bubl%C3%A9.jpgJak zwykle nie brakuje także pięknych lirycznych utworów - tu na wyróżnienie zasługują „Stardust” i „Hold on”. Mruczenie Buble’a do mikrofonu jest jak najczulsza pieszczota. Bawi się on nastrojami jak chce, z delikatnych rytmów nagle przeskakuje do tych radosnych - trudno oprzeć się pozytywnym wibracjom piosenek jak „Haven’t met you yet”, „Heartache Tonight” czy „Baby (You’ve Got What It Takes)”, gdzie z mistrzem gościnnie zaśpiewała Sharon Jones. Poza tym, kto by chciał się im opierać? Zatopienie się w tych dźwiękach jest czystą przyjemnością.

Zresztą, nawet gdyby Buble recytował mi instrukcję do obsługi pralki, to i tak bym go pewnie słuchała. Rzadko trafia się na tak czystą i piękną barwę. A perfekcyjnie oszlifowane melodie i dopieszczone chórki to „tylko” odpowiednia oprawa, wartość naddana. Doprawdy, trudno znaleźć jakąś skazę w tym pancerzu doskonałości. Mimo tych pochwał muszę stwierdzić, że nie jest to najlepszy krążek tego wykonawcy, choć utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i naprawdę warto go przesłuchać.

Czekam, aż Michael Buble przeskoczy sam siebie. Oj, a wtedy będzie się działo, jak to mawia pan w czerwonych spodniach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

5 gwiazdek:) Jak na krytyka literackiego, bardzo dobra recka muzyczna:) Za dużo pochwał, za mało krytyki:) Limit idealnych płyt został już dawno wyczerpany przez Michaela Jacksona, Metallikę itd.:) No i momentami za dużo patosu. Poza tym wyśmienicie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.